modlitwa wstawiennicza – sobota – 10.00-13.00

Opublikowany
Chorujesz, potrzebujesz uzdrowienie duszy, psychiki, ciała? Mówisz, że wszystko już stracone? Nie wiesz co dalej? Przyjdź. Jako grupa charyzmatyczna pomodlimy się za Ciebie i w Twoich intencjach. Indywidualnie. Pan działa z mocą i łaską cudów. Potrzebuje tylko Twojej wiary.
Kościół św. Katarzyny w Starogardzie Gd. 29 lipiec 2017. Od 10 do 13.00. W tym czasie możliwość adoracji Najświętszego Sakramentu!
zapraszam – wasz x Karol

moja Helcia…

Opublikowany

Pani Helena – oficjalnie, a tak w ogóle to Helcia. Piękna kobieta. Pobożna. Pełna miłości, wiary. Wątła staruszka, która dożyła 95lat, dzisiaj już świętej pamięci. Moja chora, do której chodziłem przez 3 lata. Pełna pokory i zaufania. Kobieta czuwania. Dziś na Jej pogrzebie przeczytałem Ewangelię o pannach rozsądnych, bo taka właśnie była. Co miesiąc, w pierwszą sobotę miesiąca, wyglądała już od rana w oknie, czekała za swoim Oblubieńcem. Gdy przychodziłem siedziała przygarbiona na swoim krzesełku, zawsze w ręku trzymała różaniec, modliła się, naprawdę się modliła, całą sobą, to było widać. Gdy Jej córka, pani Basia wołała mnie na kawę i ciastko, zostawiałem Jej Jezusa na chwilę w Jej pokoiku, adorowała Go, jaka piękna wtedy była. On promieniował na Nią. Nie mogłem się napatrzeć. Odchodziłem zawsze wzruszony, pośpiesznie, by ukryć łzy w oku. Dlaczego? Bo Ona jedna mnie zawsze na koniec błogosławiła… To było mocne. Serce drżało…

W czwartek Helcia mocno upadła i się potłukła, prosiła o “mojego Karolka”, jak to mówiła Pani Basi, jakby przeczuwała. Dostała kroplówkę i zasnęła. Przyszedł “Jej Karolek”, namaścił, udzielił rozgrzeszeni i odpustu zupełnego bo czuł, że to już blisko. Potem pogłaskał po policzku, czole, Helci poleciała łza z oka… nie obudziła się jednak. Zaśpiewał: “Kiedyś o Jezu chodził po świecie…patrz tu przed Tobą stoi twe dziecię, do serca swego przytul i mnie”.  I wieczorem Pan Jezus przytulił Helcię do Siebie.

Dziękuję Bogu za Jej życie, piękne życie, zawsze się za mnie modliła, teraz jest jeszcze bliżej. Pani Helenko błogosław mnie stale tam z góry, pamiętaj o tym księdzu, co Ci Jezusa nosił, teraz Ty przynieś mnie Jemu. Odpoczywaj kochana i do zobaczenia +

sobota – 18.30 – uwielbienie Pana

Opublikowany
Kochani,
zapraszam Was do wieczernika św. Katarzyny na uwielbienie Pana w Najświętszym Sakramencie. Sobota, 18.30.

 

Katechizm przypomina nam, że „uwielbienie jest tą formą modlitwy, w której człowiek najbardziej bezpośrednio uznaje, iż Bóg jest Bogiem. Wysławia Go dla Niego samego, oddaje Mu chwałę nie ze względu na to, co On czyni, ale dlatego że ON JEST” (KKK 2639). Innymi słowy, uwielbienie jest najbardziej bezinteresowną formą modlitwy.

Nie wysławiam Pana za coś co dla mnie zrobił, ale dlatego, że jest.

Wielbię Go w Jego Bóstwie, Mądrości, Mocy, Majestacie i Chwale. Wielbię w Jego Miłosierdziu, dobroci, delikatności i dyspozycyjności, bliskości i trosce – zwłaszcza wtedy, gdy niespecjalnie je odczuwam. Koncentruję się na Nim, a nie na sobie. Wtedy Pan czuje się zaproszony do mojego życia i zaczyna działać.

Modlitwa przeciw bałwochwalstwu

Trwając w uwielbieniu przywracam Bogu właściwe, czyli pierwsze miejsce w moim życiu. Potwierdzam, że tylko On jest moim Panem. Co to znaczy? Przede wszystkim to, że Bóg jest dla mnie najważniejszy. Większość katolików deklaruje to gładko, choć z przełożeniem na prozę codzienności bywa różnie.

Zawierzając Panu pozwalam Mu sobą kierować – dopiero tutaj, a nie w zewnętrznych praktykach lub deklaracjach, zaczyna się chrześcijaństwo i życie według Ducha.

Uwielbieniem zapraszam, wręcz prowokuję, Pana do tego by przejął władzę i kontrolę nad moim życiem. W efekcie, skupiam się o intensywniej na Nim i Jego prowadzeniu, niż na sobie, swoich zamiarach, planach.

Antidotum na nieskuteczną modlitwę prośby

Niska skuteczność modlitwy prośby bierze się między innymi właśnie stąd, że o wiele łatwiej przychodzi nam koncentrować się w niej na sobie i swoich problemach, niż na Panu Bogu. Nie zawsze prosimy o prawdziwe dobro dla siebie, a nawet jeśli, to niekoniecznie jest to rzeczywiście dobro dla nas (nie da się przecież realizować wszystkich możliwych i dostępnych dóbr w życiu; wielokrotnie potrzebujemy Bożej podpowiedzi i światła, by dokonać słusznego wyboru). Zdarza się również, że prosimy o coś dobrego i zgodnego z wolą Bożą, ale w niewłaściwym czasie (na przykład chcemy czegoś za wcześnie lub zbyt szybko).

Inaczej sprawa wygląda z modlitwą uwielbienia. Dobro Najwyższe, którym jest sam Pan, to Dobro zawsze dla nas; Dobro, bez którego nie możemy żyć pełnią szczęścia i które zawsze jest do wygrania.

Każdy czas jest odpowiedni, by uwielbiać Pana. Nie ma obawy, że uwielbię Go w niewłaściwym momencie. Wręcz przeciwnie: im bardziej moment wydaje się niewłaściwy (bo jestem smutny, zmęczony, zniechęcony, czuję się odrzucony lub skrzywdzony), tym gorliwiej i dłużej warto trwać w uwielbieniu.

Jeśli chcesz, aby Twoje modlitwy były spójne i nie pozostawały bez odpowiedzi, zainwestuj w uwielbienie.

Przeznacz na nie jak najwięcej czasu w modlitwie osobistej, medytacji, adoracji… Uwielbiaj Pana w Jego Słowie (Pismo Św.); uwielbiaj Go w życiu innych osób, zwłaszcza tych, którym trudno Ci przebaczyć; których nie umiesz jeszcze pokochać… Zadbaj o to, by nie uwielbiać tylko w pojedynkę. W Kościele istnieje wiele wspólnot i grup, które modlą się uwielbieniem. Modlitwa uwielbienia jest uniwersalna, ale formy jej praktykowania już nie. Ważne, by z Bożą pomocą odnaleźć swoje miejsce w Kościele, ten typ duchowości i pobożności, który jest dla mnie i w którym uwielbianie Pana przeżywać będę – być może niekoniecznie od razu – w pokoju i harmonii.

Jak to działa?

Kiedy uwielbiamy Pana, On bierze nas w swoje ręce. Nie ma nic piękniejszego i cudowniejszego w życiu, jak pozwolić Bogu właśnie na to. Jeśli nie stawiamy oporu, zaczynamy coraz konkretniej i intensywniej doświadczać Jego obecności (ile razy w modlitwie skupiałeś się na sobie i narzekałeś, że nie czujesz Bożej obecności?). Modlitwa uwielbienia czyni nas podatnymi na Boże działanie. Otwiera nasze umysły i serca na dary łaski.

Bóg nie przychodzi do nas jedynie po to, by chwilę z nami pobyć, sprawić, że poczujemy się lepiej, a zaraz potem wrócić na swój tron w niebie.

PAN zawsze jest przy nas. Modląc się uwielbieniem, pozwalamy Mu przyjść do nas i to z mocą. Raz przyszedłszy, Bóg pozostanie w nas tak długo, jak tylko Mu na to pozwolimy. Bóg – absolutna pełnia życiodajnej aktywności i mocy – nigdy nie pozostaje w nas bierny: dotyka naszych serc, uzdrawia, uwalnia, podnosi, pociesza…

Wiele cudów dokonuje się podczas modlitwy uwielbienia. I wcale nie chodzi tu o spektakularne przejawy Bożej mocy, obserwowane niekiedy w wielotysięcznych zgromadzeniach modlących się ludzi. Nie mniejsze cuda zdarzają się w ukryciu, kiedy przebywam z Panem sam na sam, spotykam Go w intymności mojego serca. Pan przychodzi do mnie w całym nieprzeniknionym bogactwie swej czułości i troski: dotyka mnie tam, gdzie najbardziej tego potrzebuję. Bywa, że napomina, zaprasza do głębszego nawrócenia, wskazuje drogę; uzdalnia do większej ufności, miłości i wiary. Obdarza nową wolnością wobec lęku, smutku, nałogów… nie jest obojętny wobec moich uczuć: przemienia je i integruje.

Kiedy uwielbiam Pana moje serce regularnie, coraz szerzej, otwiera się na Jego obecność i działanie. Uzdrowienie oraz uwolnienie oznaczają z reguły pewien proces, który rozgrywa się w czasie zgodnie z dynamiką i logiką Bożej Miłości. Sprawą pierwszorzędnej wagi jest tutaj osobiste nawrócenie i życie sakramentalne

Ponadto, modlitwa uwielbienia:

  • jest potężną bronią w walce z pokusami,
  • rozpala w nas wiarę i pragnienie Boga; pogłębia przeżywanie dziecięctwa (bycia synem lub córką Boga Ojca),
  • uzdalnia do pokochania siebie; do przebaczenia i pojednania (również z samym sobą),
  • rozwija wrażliwość na siebie i innych oraz na dobro, którego często nie widzimy lub ponad którym przechodzimy do porządku dziennego. Natomiast, wrażliwość na dobro rodzi w nas radość i wdzięczność. (TEKST – Grzegorz Mazur OP)

pasztetowa czy łosoś?

Opublikowany

Pewnego razu Jezus przechodził w szabat wśród zbóż. Uczniowie Jego, będąc głodni, zaczęli zrywać kłosy i jeść. Gdy to ujrzeli faryzeusze, rzekli Mu: Oto Twoi uczniowie czynią to, czego nie wolno czynić w szabat. A On im odpowiedział: Nie czytaliście, co uczynił Dawid, gdy był głodny, on i jego towarzysze? Jak wszedł do domu Bożego i jadł chleby pokładne, których nie było wolno jeść jemu ani jego towarzyszom, tylko samym kapłanom? Albo nie czytaliście w Prawie, że w dzień szabatu kapłani naruszają w świątyni spoczynek szabatu, a są bez winy? Oto powiadam wam: Tu jest coś większego niż świątynia. Gdybyście zrozumieli, co znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary, nie potępialibyście niewinnych. Albowiem Syn Człowieczy jest Panem szabatu.

Drażniący temat. Prawo. Jego pilnowanie, przestrzeganie. Oczywiście jak to faryzeusze mają w modzie czy zwyczaju czepiają się wszystkiego jeśli jest ku temu okazja. I nadarzyła się takowa z Jezusem i Jego uczniami w roli głównej. Uczniowie popełniają straszną “zbrodnie”, zrywają kłosy i… jedzą. Jezus im pociska, przypomina kilka zdarzeń. Jednakże mają gdzieś to co On mówi, żyją przekonaniem – Prawo ponad wszystko! Człowiek się nie liczy i w konsekwencji tym prawem zabijają człowieka. Jezus wskazuje im na priorytety: “Tu jest coś większego niż świątynia”. Czyli w centrum jest człowiek. To prawo ma służyć człowiekowi i nie człowiek prawu. Czy czegoś się nauczyli z tej lekcji? Wątpię. I to mocno.

Gdy byłem w poprzedniej parafii, chodząc na kolędę jedna Pani zaprosiła mnie na obiad, był to akurat piątek. Pani bardzo uprzejma, życzliwa, serdeczna przygotowała suto zastawiony stół. Rosół, mięsiwo, same konkrety. Ministranci ucieszenie, ale z drugiej stroną mówią po cichu, że dziś jest piątek, śmiejąc się oczywiście. Pani o tym zapewne nie wiedziała, bo z Kościołem wspólnego za wiele nie miała. I co należało zrobić? Duchowieństwo było podzielone, bo dla jednego to zgorszenie i “za niskie progi”, tym bardziej, że do Kościoła nie chodzi(jakby to był jakiś wyznacznik). Zmierzył swoją miarą. Drugi poszedł, pobłogosławił i zjadł żeby kobiecie przykrości nie zrobić, bo wtedy może w ogóle “na czarnych” by się obraziła. I to taki wielki grzech? Zresztą lepiej zjeść w piątek chleb z pasztetową czy metką niż łososia, bo co to za post…Prawo dla prawa. Nie jem za 5 zł zjem za 25 zł…

Może być inne wyrzeczenie, bardziej przemyślane i głębokie niż niejedzenie kiełbaski…Ale pewnie zaraz współcześni  “faryzeusze” podniosą larum…

 

SIEJ I TYLE!

Opublikowany

I mówił im wiele w przypowieściach tymi słowami: Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał niektóre [ziarna] padły na drogę, nadleciały ptaki i wydziobały je. Inne padły na miejsca skaliste, gdzie niewiele miały ziemi; i wnet powschodziły, bo gleba nie była głęboka. Lecz gdy słońce wzeszło, przypaliły się i uschły, bo nie miały korzenia. Inne znowu padły między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je. Inne w końcu padły na ziemię żyzną i plon wydały, jedno stokrotny, drugie sześćdziesięciokrotny, a inne trzydziestokrotny.

I tak dalej… Pewnie każdy z nas zna przypowieść o siewcy i ziarnie. Zresztą wokół nas wielu siewców, każdy z nas COŚ sieje. Można siać uśmiech, dobro, radość, ale też można siać ploty i głupoty. Różnie bywa z nami. W życiu idzie o to by rozróżnić dobre ziarna od złych, dobrych siewców od złych. Nie dać sobie zasiać niepokoju w sercu, marazmu, beznadziei, stałego narzekania. Złych siewców od siebie odsuwać. Bo po co zachwaszczać swoje serce…

Najlepszym “ziarnem” sianym wśród ludzi jest dobry przykład własnego życia. Obojętnie czy jestem księdzem czy mechanikiem, fryzjerem czy ważną szychą. To “ziarno” posiane wyda plon, choć trzeba cierpliwości. Pamiętam, że na mojej drodze powołania ważnych było kilka osób, prawdziwych, normalnych, bez przesadnego “nawiedzenia”. Takich, którzy do Boga mnie przyciągnęli. Chociażby jeden ksiądz, który “posiał” we mnie ziarno powołania, a raczej jego przykład. Przykład normalnego faceta, zawsze uśmiechniętego, życzliwego serdecznego. Nie takiego “ą”, “ę”, który trzyma na dystans bo jest “księciem Kościoła”, zalęknionego, zamkniętego, urzędasa. Nie myślałem, że taki może być ksiądz, normalny, że tak powiem. Równy gość – w dobrym znaczeniu tego słowa. Niewiele pamiętam z tego co mówił, ale stale mam jego pogodną postać. Ewangelizował radością.I te radość we mnie zasiał.

Boję się tych wszystkich siewców smutku w sutannach. Poważnych, że aż strach się bać. Jak to mówią: “bez kija nie podchodź”. Mina wykwalifikowanego generała. Uśmiech umarł na ich twarzy. Mnie osobiście taki gościu by nie przyciągnął. Oczywiście ta radość wypływa z wnętrza, z relacji z Jezusem, ze spotkania z człowiekiem, który do kapłana przychodzi jakby do Jezusa. Właśnie ta relacja daje powera.

Wdzięczny jestem tym siewcom, których spotkałem w swoim dotychczasowym życiu. Dzięki nim ukształtowała się moja duchowość. Choć jeszcze wiele mi brakuje, to jednak “idę z radością na spotkanie Pana”… A Ty czytelniku bierz się do roboty, nie obijaj się, siej. Ale pamiętaj, to co SIEJESZ, to będziesz ZBIERAŁ…

przyjęcie szkaplerza…

Opublikowany

Przywileje noszących szkaplerz

Kto umrze odziany Szkaplerzem świętym, nie zostanie potępiony.

Noszący Szkaplerz święty zapewnia sobie opiekę Matki Bożej w tym życia, a w szczególności w godzinę śmierci.

Każdy, kto pobożnie nosi Szkaplerz i naśladuje cnoty Maryi, zostanie wybawiony z czyśćca w pierwszą sobotę po swojej śmierci.

Ci, którzy należą do Bractwa Szkaplerznego są duchowo złączeni z Zakonem karmelitańskim i mają udział w jego duchowych dobrach za życia i po śmierci, a więc: we Mszach św., Komuniach św., umartwieniach, modlitwach, postach, itp.
Obowiązki należących do Bractwa Szkaplerznego

    • Przyjąć Szkaplerz karmelitański z rąk kapłana
    • Wpisać się do Księgi Bractwa Szkaplerznego
    • W dzień i w nocy nosić na sobie Szkaplerz
    • Odmawiać codziennie modlitwę naznaczoną w dniu przyjęcia do Bractwa (zwykle Pod Twoją obronę lub Zdrowaś Maryjo)
    • Naśladować cnoty Matki Najświętszej i szerzyć Jej cześć

Objaśnienia

Szkaplerz ma być wykonany z sukna koloru brązowego. Na jednym płatku ma być wizerunek Matki Bożej Szkaplerznej, a na drugim Serce Jezusa.

Szkaplerz ma być poświęcony przez kapłana lub diakona.
Należy go nosić tak, by jedna jego część spadała na plecy, a druga na piersi.
Szkaplerz przyjmuje się raz.
Gdy zniszczy się sukno szkaplerza, następny szkaplerz nakłada się już prywatnie (poprzedni należy spalić lub godnie przechowywać).
Poświęcenia nowego szkaplerza może dokonać każdy kapłan.
W 1910 roku papież Pius X zezwolił na zastąpienie szkaplerza płóciennego medalikiem szkaplerznym. Tak szkaplerz jak i medalik mają być noszone w sposób godny.

Kochani, jeśli chcecie należeć do „rodziny Maryi” i przyjąć szkaplerz święty, to będzie taka możliwość jutro (niedziela 16 lipca) w dzień Matki Bożej Szkaplerznej w naszej parafii po mszy świętej o godz. 12.15.
Szkaplerze i pamiątki przyjęcia mamy na miejscu, także o to się nie martwcie 😉 Może i Ciebie Maryja zaprasza do “rodziny Karmelu”?

zawierzyć się, oddać się…

Opublikowany

Jezus powiedział do swoich apostołów: Oto Ja was posyłam jak owce między wilki. Bądźcie więc roztropni jak węże, a nieskazitelni jak gołębie! Miejcie się na baczności przed ludźmi! Będą was wydawać sądom i w swych synagogach będą was biczować. Nawet przed namiestników i królów będą was wodzić z mego powodu, na świadectwo im i poganom. Kiedy was wydadzą, nie martwcie się o to, jak ani co macie mówić. W owej bowiem godzinie będzie wam poddane, co macie mówić, gdyż nie wy będziecie mówili, lecz Duch Ojca waszego będzie mówił przez was. Brat wyda brata na śmierć i ojciec syna; dzieci powstaną przeciw rodzicom i o śmierć ich przyprawią. Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego imienia. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony. Gdy was prześladować będą w tym mieście, uciekajcie do innego. Zaprawdę, powiadam wam: Nie zdążycie obejść miast Izraela, nim przyjdzie Syn Człowieczy.

Już z samego rana gorąca komórka. WhatsApp się odzywa. I taki jeden Piotrek, pobożny i wrażliwy chłopak pisze mi : „Ale dziś super Ewangelia”. Szczerze mówiąc przedtem nie zaglądałem więc nie miałem pojęcia o czym jest, a mszy świętej rano nie odprawiałem. Więc buch w laptopa i czytam na szybko. Przeczytałem i piszę sms-a do Piotra: „A co Cię najbardziej urzekło?”

Pójście za Jezusem to będzie w pewnym sensie „horror”, nieustanna walka, a nawet i śmierć, „zeszmacą” nas, znienawidzą, oplują, nawet najbliżsi odwrócą się do nas plecami. Doświadczymy potwornego odrzucenia, nie będzie brakowało na naszej drodze wilków, którzy będą ujadać i próbować nas zagryźć. Jednak Bóg wkłada w nasze serce broń: roztropność i nieskazitelność. Daje Ducha Ojca, który będzie przez nas mówił. Ducha, który nas będzie prowadził, do końca. Ważne byśmy nie zlękli się i nie poddali. Wytrwać do samego końca. Do tej ostatniej walki na łożu śmierci, gdzie Szatanisko będzie rozgrywało ostatnią bitwę. I tak szybko nie odpuści. Umierała pewna znana mi osoba, konała, i zaczęła mówić, żeby zabrać te wszystkie węże, które są na oknie, na firanach. Oczywiście tylko ona to widziała. Kręciła się niespokojnie na prawo i lewo. Co robić w tej sytuacji? Zaczęto odmawiać Koronkę, a ona w połowie mówi, spadają z firany, zdychają, znikają. I spokojnie przeszła do Pana…

Piotrek odpisuje mi, że najbardziej urzekł go motyw zawierzenia się i oddania: „Kiedy Was wydadzą, nie martwcie się o to, jak ani co macie mówić. W owej bowiem godzinie będzie wam poddane, co macie mówić”. Wierzę, że wtedy, przy śmierci tej osoby, Bóg podpowiedział Koronkę do Bożego Miłosierdzie. A myśmy się martwili co dalej… Dalej było Życie, daje był Bóg. Niesamowite… Zawierzyć się i oddać – to jest klucz.