Można powiedzieć, że kłótnie to normalka, „chleb powszedni”. I pewnie tak jest. Kłócimy się z różnymi ludźmi i to z różnych powodów. Inne są kłótnie w małżeństwie, inne w relacjach przyjacielskich czy koleżeńskich. Jednak kłótnie nie muszą być zagrożeniem, są szansą, tak na to bym patrzył. Szansą na szukanie prawdy. Nie swojej. Tej obiektywnej.

Wiadomo, że w kłótni człowiek podnosi głos, czasem krzyczy – to z niemocy. Szargają nim różne emocje, uczucia, których w danej chwili nie zawsze chce i nie zawsze umie ich opanować. Lecą wtedy niezłe „wiązanki” w stronę drugiego człowieka, przeważnie chcące dowalić drugiemu, upokorzyć go i na ogół to się udaje. Jednak ważne jest, że po jakimś czasie, gdy „zejdzie z nas powietrze”, umiemy racjonalnie przeanalizować treść kłótni i nasze zachowanie. I wyciągnąć z niego wnioski. Jeśli niepotrzebnie wszczęliśmy kłótnie trzeba się nadzwyczaj w  świecie przeprosić, podać rękę i żyć w pojednaniu.

Bodaj najgorsza jest zawziętość i zażartość, a także zaślepienie sobą i swoimi racjami. Są ludzie, którzy uwielbiają się żreć o wszystko (byle jaki pierdół) i ze wszystkimi. Szukają przysłowiowej zaczepki i oczywiście zawsze ją znajdą. Jezus mówi o pojednaniu. Byśmy mieli wolne serce. Byśmy umieli wyciągnąć w kierunku drugiego rękę wraz z sercem. Mówi o trudnej lekcji przebaczenia, która należałoby odrobić. Inaczej stajemy się mało wiarygodni i obrażamy Boga.