msza święta z modlitwą o uzdrowienie i uwolnienie

Opublikowany
Kochani, 
już 26 maja 2018r., o godz. 19.00 w wieczerniku św. Katarzyny kolejna msza z modlitwą o uzdrowienie.
Uzdrowienie przez Maryje – będziemy  wołać Jej stawiennictwa nad każdym z nas.
Przed mszą będzie można nabyć cudowny wizerunek Matki Bożej z Medjugorje, niech on zawiśnie w naszych domach, a także w domach naszych bliskich:

nossa-senhora34

historia świętego wizerunku:

Świadectwo diak. Franco Sofia, przewodnika pielgrz. do Medziugorja w sierpniu 2009:

Jeden z uczestników Festiwalu Młodych, Giuseppe Tomarchio z Mascali (Catania, Włochy), poczuł się przynaglony, by w momencie zmieniania kwiatów przy tejże figurze Matki Bożej w bocznej nawie kościoła w Medziugorju podejść do niej i z bliska ją sfoto­grafować telefonem komórkowym. Nie sprawdził natychmiast efektu. Kilka dni później, 5 sierpnia, kuzynkę pana Tomarchio uderzyła wyjątkowość wize­runku Matki Bożej: piękna Jej twarzy, a przede wszystkim spojrzenia Jej oczu. Wielkie zdziwienie ogarnęło samego pana Tomarchio, kiedy stwierdził, iż sfotografowane oblicze jest inne niż w kościele – przedstawia twarz Matki Bożej z Tihaljiny, gdzie pielgrzymi jeszcze nie byli… Największe wrażenie robią jednak oczy, zupełnie jakby należały do żywej osoby. Są otoczone rzęsami, a poza tym sprawiają wraże­nie, jakby należały do kogoś, kto ma się właśnie rozpłakać. Są to oczy, które stawiają pytania, które przenikają człowieka z matczynym upomnieniem; gdy raz je widziałeś, śledzą cię dobrotliwie, pomagając w odpowiedzi na wezwania Maryi. Oczy te są miłosierne i smutne. Oczy, bez których nie można się obejść…

[…] Uzgodniliśmy z p. Tomarchio, że oddamy ten wizerunek do dyspozycji wszystkim, bez żadnych sugestii czy wymagań. Niech każdy sam oceni! O jedno tylko prosimy: aby wraz z wizerunkiem opowiadać o jego historii – w celu uniknięcia (jak nieraz miało to miej­sce) przypisywania sobie tego doświadczenia przez innych ludzi. Jest to dar dla wszystkich. Wszystkim też przekazuję życzenia i błogosławieństwo:

         Niech oczy Maryi będą zawsze na was zwrócone, niech was poruszają aż do łez skruchy, niech towarzyszą waszym krokom na drodze zbawienia!

         Matko i Królowo Pokoju, Twoje miłosierne oczy zawsze na nas zwracaj. Amen.

Świadectwo Polki Danuty Nowicz – opis przeżycia w Medziugorju – zob. „Echo Maryi Królowej Pokoju” z VI 2011W 20. rocznicę objawień, w czasie codziennego objawienia 20 minut przed Mszą św., klęczała ona przed figurą, sfotografowaną 8 lat później przez G. Tomarchio. Nagle zobaczyła, jak oczy Maryi ożyły nieziemskim błękitem, przenikając ją żywym spojrzeniem. Te oczy były „żywe, przecudne, nieziemskiej piękności”. Za chwilę pojawiły się w nich maleńkie czerwone żyłki i oczy napełniły się łzami – dwie powoli spłynęły po policzkach aż na brodę. Na twarzy pojawił się lekki uśmiech, a pierś jakby lekko falowała w oddechu. Cały kościół zareagował lasem podniesionych rąk i okrzykami w obcych językach.

Świadectwo s. Mariny Ivankowić Chorwatki z tego samego dnia (Echo Maryi Królowej Pokoju z VIII 2001)W 20. rocznicę objawień, przyciągnięta niezwykle żywą reakcją wzruszonego tłumu obecnego w kościele, ujrzała przy tej samej figurze w blasku światła żywą Maryję, jakby zasłuchaną w czytaną właśnie przy ołtarzu polowym Ewangelię. Powtarzała potem z zachwytem: „Jaka Ona piękna! Jestem gotowa pójść na krzyż, by dać temu świadectwo!”

Świadectwo ks. Adama Skwarczyńskiego:

Zdjęcie oczu Maryi wysłałem przez internet do Australii. Tam jedna znajoma przesłała je drugiej jako załącznik do listu. Otrzymała taką odpowiedź (21 I 2011, 14.45): „Z., czy wiesz, że nie mogę otworzyć tego maila, bo komputer mówi, że jeśli otworzę, to spali mi cały twardy dysk????” Jeśli szatan tak boi się tego zdjęcia – prosty dla nas wniosek, że powinniśmy je rozpowszechniać.

DZIECKO NA MSZY – I CO DALEJ?

Opublikowany

Dzieci nie przychodzą do kościoła, by przeszkadzać innym. Nie mają złych intencji. A jednak często widzimy sceny płaczu, tupania nogami, biegania przed ołtarzem.

Takie zachowania rozpraszają wiernych, a rodziców wprawiają w najlepszym wypadku w zakłopotanie – w najgorszym w furię. Wierni w takiej sytuacji zaczynają bardziej skupiać się na dziecku niż na modlitwie. Księża różnie podchodzą do brykających po kościele dzieci. Część z nich nie reaguje, pomijając sytuację taktownym milczeniem. Są też tacy, którzy proszą, by uspokoić dziecko lub wyjść z kościoła.

Wszystko zaczyna się w momencie, kiedy dziecko nie jest przygotowane na to, by iść do kościoła. I wcale nie chodzi o gotowość związaną z wiekiem, albo rozwojem psychicznym.

Pozwolę sobie na małą dygresję. Większość dorosłych boi się dentysty. Pamiętają bowiem swoje wizyty, kiedy dentysta na siłę pchał im ręce do buzi. Dziecko nie rozumiało, że to dla jego dobra. Że czasem musi boleć, żeby zęby były zdrowe. Ale jak ma rozumieć, kiedy nikt nie daje mu na to szansy? Dziś jest inaczej. Rodzice przychodzą z dzieckiem do dentysty „na próbę”. Dziecko siada na fotelu, bawi się przyrządami, ogląda w lusterku swój uśmiech. Oswaja się z otoczeniem. Co to ma wspólnego z dziećmi w kościele? Wszystko.

Dziecko przychodzi do miejsca, którego nie zna i nie rozumie. Dlaczego mama go ucisza? Dlaczego tata nie pozwala mu biegać? Dlaczego tam na ołtarzu pali się światełko? Po co świece i kwiaty?

Dziecko przychodzi do miejsca, które jest mu obce. Naturalne jest, że chce je badać. U dzieci nazywamy to przejawem ciekawości poznawczej.

Jak więc sprawić, by dziecko w kościele zachowywało powagę miejsca – pozostając dzieckiem? Chyba nie ma na to jednej recepty. Ale siedem prostych rad może nam pomóc.

Dziecko w kościele - 7 wskazówek dla rodzica

Pierwsza rada: wszystko zaczyna się od wieczornej modlitwy.

Dziecko musi słyszeć o Bogu, wiedzieć, że kościół to Jego Dom.  Weź do ręki Biblię dla dzieci i przed snem poczytaj dziecku o Bogu. Powiedz mu, że już w niedzielę z całą rodziną pójdziecie Go odwiedzić.

Po drugie: wybierz się z dzieckiem do kościoła wtedy, kiedy nikogo w nim nie będzie.

Poproś księdza, aby pozwolił Ci wejść na chór, a może nawet zajrzeć do konfesjonału. Nie chodzi o to, by dziecko wszystkiego dotknęło, ale by lepiej poznało najważniejsze miejsca w kościele. Opowiedz, dlaczego ołtarz jest miejscem tak niezwykłym, kto mieszka w tabernakulum. Zachowuj się przy tym z należytą powagą – klęknijcie przed ołtarzem, spacerujcie spokojnie, przeżegnajcie się wychodząc z kościoła. Dziecko powinno dzięki Tobie poczuć świętość tego miejsca.

Po trzecie: Msza Święta w telewizji lub internecie – obejrzyj ją z dzieckiem.

To doskonały sposób na to, żeby omówić z dzieckiem, co dzieje się w poszczególnych częściach nabożeństwa. Opowiedz, co ksiądz czyta podczas mszy, dlaczego ludzie klękają, jakie znaczenie ma uniesienie kielicha i chleba. Naucz go modlitw i odpowiedzi na słowa kapłana. Dzięki temu dziecko będzie wiedziało, co się dziele w czasie mszy niedzielnej i potrafiło w niej aktywnie uczestniczyć.

Rada numer cztery: spraw, by dziecko traktowało niedzielną mszę, jak nagrodę.

Niedzielna msza to święto, wyjątkowe spotkanie z Bogiem. Już dzień wcześniej przypomnij dziecku o mszy: „Pan Bóg cię kocha – jutro go odwiedzimy”. Nigdy nie szantażuj dziecka: musisz iść do kościoła, bo jak nie pójdziesz, to będziesz mieć grzech, albo jak się będziesz źle zachowywał – zero telewizji przez tydzień! Wtedy dziecko wytworzy sobie negatywne skojarzenie. Nigdy też nie obiecuj dziecku nagrody, jak będzie grzeczne w kościele. Działa to dokładnie tak samo: mszę traktuje jak przykry obowiązek, po którym dostanie nagrodę.

Po piąte: jak odwiedziny – to na galowo.

Zwróć uwagę, w co ubieracie się do kościoła. Jeśli dziecko zobaczy, że zakłada odświętny strój – będzie czuło się wyjątkowo. A przecież idzie na wyjątkowe spotkanie – z samym Bogiem.

Dziecko w kościele - 7 wskazówek dla rodzica

Szóste: zabierz dziecko na mszę świętą dla dzieci.

Bardzo ważne jest, by mogło aktywnie uczestniczyć w nabożeństwie. Podczas mszy dla dzieci w większości kościołów jest kazanie skierowane do dzieci właśnie. W niektórych kościołach dzieci biorą udział w ofiarowaniu lub śpiewają razem znane im piosenki kościelne.

Siódme i nie mniej ważne: kontrakt.

W drodze do kościoła rozmawiaj z dzieckiem o tym gdzie i po co idziecie. Przypomnij mu Wasze modlitwy, przypomnij jak chodziliście po kościele. Zawiąż kontrakt, czyli umów się na konkretne zasady dotyczące zachowania. Pamiętaj, że kontrakt polega na tym, aby obie strony podały swoje „warunki”. Powiedz, że chcesz, by dziecko stało przy Tobie, było cichutko, robiło to, co Ty. Ale jednocześnie zapytaj dziecko czego ono potrzebuje?

Na koniec jeszcze bardzo operacyjnie: nie zabieraj do kościoła zabawek albo jedzenia. Nie pozwalaj się dziecku oddalać, ale też nie trzymaj go kurczowo za rękę. Niech będzie przy Tobie i bierze przykład z tego, jak przeżywasz spotkanie z Bogiem. Chcemy czy nie – to my jesteśmy przykładami dla naszych dzieci. Naśladują nas. Jest to więc nasza szansa, by przekazać im prawidłową postawę.

A jeśli mimo wszystko coś poszło nie tak? Jesteś na mszy i Twoje dziecko zaczyna płakać lub biegać po kościele? Po pierwsze: reaguj od razu, jeśli dziecko łamie Wasz kontrakt. Jeśli nic nie zrobisz – dziecko nie będzie wiedziało, że jego zachowanie nie jest właściwe, albo że złamało zasady. Przypomnij dziecku na co się umawialiście w kontrakcie. Jeśli przegrałeś bitwę – nie trać nadziei. Wyjdź z dzieckiem na zewnątrz. Zapytaj, co się dzieje, że zignorowało Twoją stanowczą prośbę. Wyjaśnij mu jeszcze raz gdzie jesteście, przypomnij jakiego zachowania oczekujesz. Mów spokojnie, bez podnoszenia głosu. Powiedz, że jest już na tyle duże, aby zachowywać się jak dorośli. I jeśli tylko się postara – na pewno mu się uda być grzecznym do końca mszy. Dzieci potrzebują wiedzieć, że rodzice w nie wierzą! Łatwiej im wtedy uwierzyć w samych siebie.

Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie powstrzymujcie ich, do takich bowiem należy Królestwo Boże (Mk 10,14).

Autor: Anna Wilczyńska (źródło: http://stacja7.pl/kultura/dziecko-w-kosciele-7-wskazowek-dla-rodzica/)

z mocą!

Opublikowany

Jak działa Duch święty? Odpowiedź jest krótka: z mocą, Duch święty działa zawsze z mocą. Człowiek jest słaby więc potrzebuje “mocy Ducha świętego”, tego bożego pawera, która sprawia, że nam się “ciągle chce”, szczególnie w żyiu duchowym. Chrześijaństwo bez Ducha świętego jest mierne, a nawet więcej – ono bez Niego nie istnieje. Ludzie, którzy wyeksmitowali ze swojego życia Ducha św. są “pożal się Boże”. Ten kto doświadczył Jego obecności w swoim życiu, ten wie, że jest się zachłannym i chce się Go więcej i więcej i ciągle za mało.

Dzięki Duchowi nasze życie nabiera rumieńców, Jego dary i charyzmaty napełniają tych, których są otwarci na ich przyjęcie. Niech Jego obecność przemiania oblicze ziemi naszego serca!

LEDNICA 2018

Opublikowany
Kochani,
2 czerwca 2018r. ruszamy na Pola Lednickie, na spotkanie młodzieży. Chętnych proszę o zapisy u nas w zakrystii św. Katarzyny w Starogardzie Gdańskim. Szczególnie zapraszam młodzież bierzmowaną. 
z pozdrowieniem – x Karol

niebo jest w niebie

Opublikowany

Pierwszy kosmonauta Gagarin wracając z kosmosu miało powiedzieć: Byłem w niebie i Boga nie widziałem. To jak jakby neurochirurg powiedział: wykonałem wiele operacji mózgów, ale żadnej myśli nie widziałem. To, że ktoś czegoś bądź KOGOŚ nie widział to nie znaczy, że automatycznie tego KOGOŚ bądż czegoś nie ma.

My wierzymy, że niebo jest. Wierzymy Bogu na słowo, bo ON nie łże. On jest czystą Prawda. Biblia niewiele mówi o niebie, mówi o “uczcie z najwyborniejszych win i mięs”, czyli nie jakieś tanie sikacze, ale to, co najlepsze. Mówi, że “w domu Ojca mego jest mieszkań wiele”, nie będę bezdomny, nie będę się tułał. I co najważniejse mówi, że w niebie jest Bóg, który na nas czeka. Często myślimy tak po ludzki jak my się TAM pomieścimy wszyscy, czy ten raj to zilone łączki z niespotykanymi roślinkami i kwiatkami? Czy tam będziemy się stale modlić ze złożonymi rączkami? A może będzie nuda?

Jeden z parafian zaczepił w tygodniu proboszcza po jego niedzielnym kazaniu o niebie. Powiedział, ładnie ks. proboszcz mówił o niebie, ale nie powiedział nam, gdzie to niebo jest. Na to odrzekł proboszcz: kilka ulic dalej mieszka wdowa, matka, która wychowuje troje dzieci, są biedni, nie mają opału na zimę. Idź, pomóż, a dowiesz się, gdzie jest niebo…

Katechetka pyta dzieci, czy wiedzą gdzie jest niebo. Zgłasza się jeden chłopiec i odpowiada: Proszę Pani niebo jest w naszym domu odkąd tato przestał pić…

A więc gdzie jest to niebo? Tak blisko, nie czekajmy na nie, tylko je czyńmy, sprowadźmy je na ziemię. W relacjach, w rodzinie, małżeństwie, narzeczeństwie, koleżeństwie, pracy, szkole. Tam może być niebo, dokąd będę chciał je zanieść.

Niebo to takie all inclusive, to wieczny – jakby powiedziała młodzież – full wypas. Ile razy kiedy spotka nas coś fajnego, przyjemnego czujemy się “wniebowzięci”. Ile razy jak zjemy coś pysznego powiemy: “niebo w gębie”. Ile razy jak kogoś pokochamy, to czujemy się z nim jak “w siódmym niebie”. Smaku nieba doświadczamy już tu na ziemi. I wyobraźmy sobie, że tak będzie w niebie, ale do potęgi entej.

Na koniec wiersz Wojciecha Wagelewskiego:

I po co tyle pytań
to proste jak drut
niebo jest w niebie
a ziemia tu
nie godząc się z tym faktem
musimy sprawić cud
ziemię pchnąć do nieba
a niebo tu.