“Powiedziałem wam, a nie wierzycie. Czyny, których dokonuję w imię mojego Ojca, świadczą o Mnie. Ale wy nie wierzycie, bo nie jesteście z moich owiec. Moje owce słuchają mego głosu, a Ja znam je. Idą one za Mną, a Ja daję im życie wieczne. Nie zginą na wieki i nikt nie wyrwie ich z mojej ręki. Ojciec mój, który Mi je dał, jest większy od wszystkich. I nikt nie może ich wyrwać z ręki mego Ojca. Ja i Ojciec jedno jesteśmy”.

Można mieć kogoś bardzo blisko i go nie doceniać, nie wierzyć mu. Tak było z Jezusem, wielu na własne oczy widziało dzieła Jezusa, uzdrowienia, uwolnienia, wskrzeszenia, egzorcyzmy, ale nie uwierzyło. Serce zamknięte na cztery spusty. Serce, które wiedziało “swoje”, a nie chciało widzieć “Jezusowego”. Dlaczego nie wierzyli? Bo nie byli “z moich owiec” powie Jezus. Za “pasterza” mieli pychę, niewiarę, kpinę – tych słuchali. Ci “pasterze” prowadzili ich na manowce wiary. Nie byli w stanie otworzyć się na głos Jezusa, tak wiele stracili, może nawet życie wieczne.

Kto jest blisko Jezusa ten jest bezpieczny. Zawsze! Dlatego trzeba szeroko otworzyć serce, żeby nie zboczyć z drogi, która prowadzi do wiecznego szczęścia! Wierzyć to znaczy dać Bogu swoje serce! Całe! On już to zrobił dawno, dał Ci swoje serce bo wierzy w ciebie niesamowicie…