Opublikowany

Kochani,

dzisiaj o 19.00 nie ma adoracji krzyża i Drogi krzyżowej.

Zapraszamy na 17.OO do Kościoła, a jutro na 16.30 Droga Krzyżowa ulicami miasta.

Opublikowany
Kochani,
zostało jeszcze kilka miejsc wolnych na MISTERIUM MĘKI PAŃSKIEJ w Bydgoszczy-Fordonie. To piękna inscenizacja męki pańskiej w fordońskiej dolinie śmierci. Koszt to 30 zł. Wyruszamy w niedzielę palmową o 13.45 spod stadiony Deyny, a wracamy ok 20.00.
Zapisy w zakrystii św. Katarzyny.

 

DO ZOBACZENIA BABCIU!

Opublikowany

Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity.

Pochowałem dzisiaj moją śp. Babcię Monikę. Wiele Jej zawdzięczam, bardzo wiele. Zapamiętam Ją jako tytana pracy. Szczególnie w ogrodzie, “na polu”, przyzwyczajona była do pracy fizycznej, dbała o ten swój kawałek ziemi. Kopała, hakowała, sadziła, siała, lubiła tę pracę, choć nieraz widziałem jak bardzo Ją to kosztuje. Wiedziała co to trud i pot, życie nie rozpieszczało Jej. Prędko straciła swoją mamę, potem tatę. Musiała szybko dorosnąć. Wyszła za mąż. Urodziła trzech synów, w tym jeden-mój śp. ojciec zmarł tragicznie. Od tego momentu coś w niej pękło, ból zamknął Ją w samej sobie, stała się inna, może na zewnątrz bardziej zimna, ale serce zawsze miała gorące. Martwiła się o wszystko, jak nam idzie w szkole, pracy itd. Pamiętam, że na pierwsze moje auto golfa III, to właśnie od dziadków dostałem pieniądze. Zawsze mi pomagali, wspierali, modlili się. Razem z dziadkiem byli dla mnie zawsze wielkim przykładem. Wiele rzeczy sobie odmawiali choć mogli sobie na nie pozwolić, zawsze liczyli się wnukowie…a wśród nich ja zawsze byłem uprzywilejowany, może przelali tę miłość z mojego śp. Taty na mnie? Pewnie tak było.

Trudno była Babci zaakceptować chorobę, niemoc, pogodzić się z wiekiem i jego dyktandem. Ona przecież zawsze była “w ruchu”. Zawsze “coś robiła”. A tu nagle wózek, nogi odmówiły posłuszeństwa, potem zapalenie płuc, a więc łóżko i to tak niedługo bo niecałe dwa tygodnie. Gdy byłem u Niej w tamten czwartek do południa czułem, że to koniec już…Tak, to się czuję… Nie chciała jeść, nawet ulubionego ptasiego mleczka, nie chciała pić, modliłem się trzymając ją za rękę, głaszcząc po policzku. Mówiła: “Karolku ja nie chcę jeszcze umierać, ale wiem, że to już będzie szybko”. I było. Po kilku godzinach Pan zabrał Ją do siebie. Jeszce tego samego dnia byłem w Piasecznie z moimi przyjaciółmi, by tam złożyć wszystkie nasze intencje. Zostawiłem Maryi złotą obrączkę po moim śp. Ojcu, dostałem ją od Babci. Jako podziękowanie za wszystko i prośbę, by Maryja ulżyła Jej w cierpieniu i zabrała do siebie. Nie było trzeba długo czekać. To niesamowite jak szybki jest Bóg. Ile znaków nam daje. Zamknął się pewien etap. Dotliło się 88letnie życie. Zgasło. Kochana będzie mi brakowała Twoich wypieków, wyśmienitych gołąbków, takich już nikt nie zrobi. Będzie brakowało tego pytania: “Karolku, a jak Ci idzie?” Najbardziej jednak będzie brakowało mi Ciebie, tego delikatnego nieśmiałego uśmiechu… Ale cóż, przynajmniej już nie cierpisz, już nie ma w Tobie lęku, samotności, choroby. Jesteś od tego wolna…

A ta trumna z Ciałem jak ziarno. Wpuszczana w ziemię, kiedyś zakwitnie znowu życiem, ale już wiecznym. Dzięki Ci Babciu za wszystko. Teraz pewnie u Pana Boga w ogródku, na działce robisz porządki i siejesz cudne kwiaty. Razem z Twoimi i naszymi bliskimi cieszysz się w końcu życiem. Odpocznij w końcu trochę i pamiętaj o nas. Dziękujemy Bogu, że mogliśmy tyle lat cieszyć się Tobą i z Tobą! Do zobaczenia w BOGU!

PS. Pogodę na swój pogrzeb “zamówiłaś” cudną, słońce grzało niemiłosiernie, nie dałaś nam zmarznąć…

 

Opublikowany
Kończymy zapisy na SEMINARIUM UZDROWIENIA WEWNĘTRZNEGO. Zamawiam w poniedziałek potrzebne podręczniki, więc już nie będzie możliwości dopisania się. Gdyby ktoś jeszcze chciał się zapisać proszę uczynić to jak najszybciej. Można uczestniczyć “eksternistycznie” z podręcznikiem samemu przerabiając treści i słuchając konferencji na blogu.

msza święta z modlitwą o uzdrowienie i uwolnienie

Opublikowany
Kochani, zapraszamy Was  24 marca 2018 r. (sobota) na godz. 17.30 do Parafii św. Katarzyny na mszę święta z modlitwą o uzdrowienie na duszy i ciele.
Po mszy św. egzorcyzm oleju i soli (przynosimy ze sobą). Przynosimy ze sobą także krzyże, ponieważ będziemy rozważali mękę Jezusa. Takie krzyżyki z egzorcyzmem św. Benedykta będzie można nabyć przed mszą św. za 12zł.
trwając w modlitwie – ks. Karol
Opublikowany
          W wieku 88lat, po długiej chorobie,  po nagrodę do Pana,  odeszła
   moja kochana Babcia śp. Monika CIESIELSKA z domu JĘDRZEJEWSKA.
                              Proszę o modlitwę o zbawienie JEJ duszy!
                                                                     R.I.P

20180213_142316

homeopatia=grzech ciężki!

Opublikowany

W reklamie homeopatii podkreślany jest brak skutków ubocznych homeopatycznych specyfików. Jednak nie jest to cała prawda – one występują, tyle że są innej natury. U osób, które przez dłuższy czas zażywały środki homeopatyczne, pojawiają się trudności w sferze duchowej.

Kilka lat temu na kazaniu w Medjugorie usłyszałam następujące słowa: “Często ludzie zniewoleni przez demona szukają pomocy u psychiatrów, ci zaś, nie mając właściwego rozeznania, zapisują im nieskuteczne w tym wypadku leki, także homeopatyczne”. W swojej pracy zawodowej jako farmaceuta przeszłam wszystkie etapy: od badań naukowych nad otrzymywaniem nowych leków, poprzez pracę w kilku aptekach, aż do urzędu sprawującego kontrolę nad procesem wytwarzania oraz hurtowym i detalicznym obrotem leków, zrozumiałe więc, że słowa te musiały mnie zaniepokoić. Zaczekałam po Mszy na kapłana i zapytałam go wprost, co miał na myśli, mówiąc o niebezpieczeństwie leków homeopatycznych. Ksiądz ów nie umiał mi udzielić jednoznacznej odpowiedzi, tłumaczył jedynie, że słyszał gdzieś, iż niektóre firmy farmaceutyczne w procesie produkcyjnym posługują się magią.

W Piśmie św. czytamy: “Jeżeli będziecie trwać w nauce mojej, będziecie prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (J 8, 31-32). Myślę, że Maryja usłyszała moje pragnienie poznania prawdy i w krótkim czasie zaprosiła mnie na zamknięte rekolekcje, gdzie w ciągu kilku dni rozważaliśmy pierwsze przykazanie Dekalogu: “Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną”. Jak najlepsza matka w przedziwny sposób prowadziła mnie przez te wszystkie dni do poznania prawdy, której tak usilnie szukałam.

Widziałam, że Maryja zebrała ludzi z różnymi problemami, jednak najwięcej emocji wśród rekolektantów wzbudził temat dotyczący zdrowia. Pytania, które zadawali inni, zmuszały mnie do szukania odpowiedzi, która w oparciu o posiadaną przeze mnie wiedzę stopniowo stawała się oczywista. Wdzięczna Bogu za otrzymane światło, pragnęłam podzielić się tym odkryciem z bliskimi mi osobami, ale najczęściej doświadczałam odrzucenia. Straciłam najlepszą przyjaciółkę, lecz w zamian zyskałam przyjaźń o wiele większą. To nie żart. Za homeopatią kryje się działanie szatana.

Zdaję sobie oczywiście sprawę z tego, jak ważną rzeczą jest dla każdego człowieka zdrowie. Wystarczy posłuchać, jak przy różnych okazjach składamy sobie życzenia; dla większości ludzi jest to wartość nadrzędna. Dlatego też wielu pobożnych katolików, których demon nie może już nabrać na pospolite grzechy, wpada w misternie zastawione przez Złego pułapki na tym właśnie polu.

Czym więc jest homeopatia? W prawie każdym kolorowym czasopiśmie pojawiają się ostatnio artykuły promujące naturalne metody leczenia. Autorzy tych tekstów reklamują homeopatię jako metodę całkowicie bezpieczną, polegającą na stosowaniu minimalnych dawek środków, które w większych dozach wywołują objawy podobne do danej choroby – zgodnie z zasadą similia similibus (curantur) – podobne (leczy się) podobnym. Powołują się przy tym na podobieństwo w działaniu środków homeopatycznych do szczepionek. A wszystko po to, aby jak najwięcej ludzi przekonać o rzekomo cudownym działaniu tych specyfików.

Kiedy studiowałam farmację, o homeopatii jedynie nam wspominano, ponieważ ówczesne prawo farmaceutyczne nie dopuszczało środków homeopatycznych do obrotu w Polsce. Kilka lat temu jednak wprowadzono obowiązkowe kursy homeopatii do programu szkolenia podyplomowego dla specjalistów w zakresie farmacji aptecznej. Obecnie firmy farmaceutyczne organizują dla lekarzy bardzo kosztowne szkolenia uzupełniające z zakresu homeopatii, lansowanej jako nowoczesny sposób leczenia, który “zawdzięczamy” niemieckiemu lekarzowi Samuelowi Hahnemannowi (1753 – 1843). Był to człowiek kpiący z chrześcijaństwa i samego Zbawiciela. Należał do sekty wolnomularskiej, potępionej przez Kościół jako narzędzie i siedlisko diabła. W roku 1777 Hahnemann został przyjęty do loży masońskiej w Transylwanii. Dodatkowo parał się spirytyzmem; jak sam oświadczył – homeopatia powstała dzięki informacjom przekazanym mu podczas seansów spirytystycznych. Jest to niewątpliwie podstawowa przesłanka do odrzucenia tego sposobu leczenia. Specyfika hahnemannowskiej “medycyny” polega bowiem m.in. na swoistej spirytualizacji organizmu ludzkiego i atakujących go chorób. Z najważniejszej pracy Hahnemanna, pt. Organem der Heilkunst, dowiadujemy się o tym, że choroby to “czysto duchowy, dynamiczny rozstrój życia”. Trzeba więc, aby i lekarstwa działały w obszarze ducha, co prowadzi Hahnemanna do nauki o “uduchowieniu materii”.

Cytuję za o. Aleksandrem Posackim: “Istnieją grupy, w których poszukiwania odpowiedniego leku homeopatycznego prowadzone są podczas seansów spirytystycznych, za pośrednictwem mediów proszących duchy o informacje”. W porównaniu z faktycznymi postępami nauk farmaceutycznych homeopatia jawi się więc jako powrót do magicznych praktyk, tyle że ubranych w naukową postać. Wytwarzanie środków homeopatycznych polega bowiem na przygotowaniu roztworu – stanowiącego praktycznie czysty rozpuszczalnik – który przez sposób rozcieńczania według pewnego rytuału ma decydować o sile jego działania. Przykładowo: aby uzyskać roztwór substancji o rozcieńczeniu dziesiętnym D-6, nie można połączyć jednej kropli pierwotnego roztworu z 999 999 kroplami rozpuszczalnika – należy kolejno wytrząsać 1 część nalewki z 9 częściami rozpuszczalnika w celu osiągnięcia właściwej potencji, po czym z tak uzyskanego roztworu pobiera się 1 część, rozpuszczając ją w 9 częściach czystego rozpuszczalnika. Całą operację, przy ściśle zachowanym reżymie wytrząsania i uderzania, powtarza się sześciokrotnie. W preparacie o potencji D-10 natomiast zawartość substancji aktywnej w rozpuszczalniku jest rzędu 1:10 000 000 000, czyli – gdybyśmy chcieli ująć to obrazowo – zawartość jednej łyżeczki substancji leczniczej rozpuszczono w baku o wysokości 100 metrów. W praktyce stosuje się jeszcze większe rozcieńczenia, po których w roztworze nie ma już ani jednej cząsteczki rozpuszczanej substancji. Jak z tego widać, nie wiadomo, co tu ma działać. Jaki lek, jeżeli nie magia? Nic dziwnego, iż specyfiki te przed dopuszczeniem ich do obrotu nie przechodzą badań wymaganych dla innych produktów leczniczych. Obowiązująca od dwóch lat w Polsce ustawa Prawo farmaceutyczne zmieniła definicję, wprowadzając termin “produkt leczniczy” zamiast dawnego “lek”. Ta bezsensowna z pozoru zmiana pozwoliła na rozszerzenie prawa na te preparaty, które dotychczas nie mogły być traktowane jak leki.

Jednak nawet tak sformułowane prawo nie zezwala na obrót w punktach aptecznych, prowadzonych przeważnie przez techników farmaceutycznych, środkami psychotropowymi, lekami w ampułkach, lekami bardzo silnie działającymi oraz preparatami homeopatycznymi jednoskładnikowymi – czyli takimi o największej mocy (rozcieńczeniu). Można z tego wywnioskować, iż ustawodawca uznaje, że ze względu na stopień zagrożenia dla życia i zdrowia wymagają one szczególnego nadzoru.

Obecnie obserwujemy inwazję firm farmaceutycznych na rynek polski, w związku z czym ogromne pieniądze wydawane są na promocję tych homeopatycznych niby-leków. I choć są one sprzedawane w aptekach, nie figurują w Urzędowym wykazie produktów leczniczych dopuszczonych do obrotu na terytorium Rzeczpospolitej Polskiej. Kryzys naszej służby zdrowia stwarza doskonałe warunki do promowania mody na homeopatię. Zwłaszcza że bez recepty dostępne są nie tylko specyfiki na grypę czy odchudzanie, ale też produkty na wszystkie możliwe dolegliwości wymagające wizyty u specjalisty. I tu, podobnie jak w przypadku leczenia energiami niewiadomego pochodzenia, zostają zniesione jedynie zewnętrzne objawy choroby lub zostaje ona przeniesiona na inny narząd. Pacjent, u którego ustąpiły objawy jednego schorzenia, chętnie sięga po kolejny preparat, nie zdając sobie sprawy ze swego postępującego uzależnienia. Obserwując osoby uzależnione od homeopatii, odnoszę wrażenie, że choroby w ich rodzinach nigdy się nie kończą.

Jednym z filarów w reklamie homeopatii jest podkreślany brak skutków ubocznych homeopatycznych specyfików. Jednak nie jest to cała prawda – one występują, tyle że są innej natury. U osób, które przez dłuższy czas zażywały środki homeopatyczne, pojawiają się mianowicie trudności w sferze duchowej. Ostatnie badania, które przeprowadził ks. prof. Nowosielski, wskazują, iż osoby zażywające preparaty homeopatyczne wykazują nieufność do Boga Ojca.

Egzorcyści potwierdzają, że w swojej praktyce spotkali się ze zniewoleniem, u którego źródeł była homeopatia. Wydaje się to niewiarygodne, ale czyż nie dzieje się tu podobnie jak w przypadku alkoholizmu, który rozpoczyna się od niewinnego piwa, albo narkomanii, biorącej początek od okazyjnego zapalenia “trawki”? Na podstawie obserwacji można z całą pewnością stwierdzić, że skuteczna czy nieskuteczna homeopatia zawsze niesie ze sobą problemy, takie jak oschłość duchowa, brak radości i pokoju, zaburzenia psychiczne, depresje, brak poczucia sensu życia, nieuzasadniony niepokój, zniechęcenie, opór przed modlitwą…

Niejednokrotnie prowadziłam dyskusje z osobami bardzo wierzącymi, które za nic nie chciały pozbyć się swoich fiolek z homeopatycznymi granulkami, jak gdyby to od nich właśnie zależało ich życie. Jeżeli jednak wiemy, że te leki szkodzą, to jest to wystarczający powód, aby je odrzucić. Jestem przekonana, że jeśli ze względu na Boga pozbędziemy się ich ze swojej apteczki, Bóg szczodrze nam wynagrodzi ten wybór.

Osobom wierzącym Katechizm Kościoła Katolickiego przypomina ponadto: “Wszystkie praktyki magii lub czarów, przez które dąży się do pozyskania tajemnych sił, by posługiwać się nimi i osiągać nadnaturalną władzę nad bliźnim – nawet w celu zapewnienia mu zdrowia – są w poważnej sprzeczności z cnotą religijności (tzn. są grzechem ciężkim)” (2117). Homeopatia jest po prostu niebezpieczna. Chce ona leczyć za pomocą substancji zdynamizowanych – to znaczy obciążonych ładunkiem okultystycznym. Pismo Święte nigdy nie wspomina o energii, ale wyraźnie mówi o mocy. Ta moc objawia się najpełniej w Eucharystii. To tam bije źródło, z którego mamy czerpać siły duchowe i fizyczne. I nie zapominajmy o sakramencie namaszczenia chorych, który ustanowił Chrystus, by przez posługę Kościoła chorzy z mocy Ducha Świętego zostali uzdrowieni, a cierpiący otrzymywali pokrzepienie.

za fronda.pl. Tekst: Maria Suszczyńska

dzisiaj “most modlitewny”!

Opublikowany

Na stronce WSD diec. pelplińskiej można przeczytać: Celem naszego pomysłu jest budowanie wspólnoty diecezjalnej i pobudzenie do współodpowiedzialności za kształtowanie powołań oraz duszpasterstwo przez modlitwę, ofiarowane trudy i wyrzeczenia. Sami alumni mają ten sposób okazję, by poznawać parafie naszej diecezji, wyrażając równocześnie wdzięczność za wsparcie duchowe i materialne, jakie płynie ze strony parafii naszej diecezji dla seminarium w Pelplinie.

 

Formy Mostu modlitewnego

Seminarium:

  • modlitwa za daną parafię podczas codziennych modlitw oraz Eucharystii,
  • środowa Eucharystia w intencji parafii włączonych w Most modlitewny w danym tygodniu,
  • czwartkowa Eucharystia w intencji powołań,
  • wieczorna adoracja Najświętszego Sakramentu w intencji danej parafii, jej duszpasterzy i wiernych,
  • wieczorny różaniec w Radiu Głos w intencji danej parafii,
  • informacje o danej parafii na tablicy ogłoszeń w gmachu seminarium na I p.

Parafia:

  • modlitwa za seminarium podczas Mszy świętej,
  • modlitwa za seminarium poza Mszą św. (adoracja Najświętszego Sakramentu, nabożeństwa okresowe),
  • modlitwy w rodzinach za seminarium,
  • modlitwa osób chorych (prośba o taką modlitwę podczas odwiedzin w I soboty miesiąca).

Zapraszamy więc dzisiaj na godz. 17.00 na różaniec w intencji naszego Seminarium, profesorów, moderatorów, alumnów, a szczególnie naszego kleryka Radka. Potem msza święta i po mszy adoracja Najświętszego Sakramentu.

 

38 lat!

Opublikowany

Było święto żydowskie i Jezus udał się do Jerozolimy. W Jerozolimie zaś jest przy Owczej Bramie sadzawka, nazwana po hebrajsku Betesda, mająca pięć krużganków. Leżało w nich mnóstwo chorych: niewidomych, chromych, sparaliżowanych. Znajdował się tam pewien człowiek, który już od lat trzydziestu ośmiu cierpiał na swoją chorobę. Gdy Jezus ujrzał go leżącego i poznał, że czeka już dłuższy czas, rzekł do niego: “Czy chcesz wyzdrowieć?” Odpowiedział Mu chory: “Panie, nie mam człowieka, aby mnie wprowadził do sadzawki, gdy nastąpi poruszenie wody. W czasie kiedy ja dochodzę, inny wstępuje przede mną”. Rzekł do niego Jezus: «Wstań, weź swoje nosze i chodź!” Natychmiast wyzdrowiał ów człowiek, wziął swoje nosze i chodził.

Naczekał się chłop, 38 lat czekał na uzdrowienie, na cud. Całe życie spędził obok sadzawki, do której de facto nikt nie pomógł mu wejść, a sam nie był w stanie. Skomlał z bólu. Miał już pewnie dość życia. Dzieje się niesłychana rzecz. “Sadzawka” przychodzi do Niego, zauważa jego cierpienie. Uzdrawia tego biedaka.

Często ludzie doświadczający cierpienia, chcieliby się tak od razu go pozbyć. A może ono ma ich uświęcić, coś uświadomić, może w taki sposób Bóg do nich mówi. Dlaczego Jezus nie uzdrawia wszystkich? Dobre pytanie.

Jesteśmy tacy niecierpliwi w czekaniu. Pójdę raz na mszę o uzdrowienie, odmówię jakieś modlitewki, pompejankę i coś tam jeszcze i muszę być uzdrowiony. Pojadę na Bashaborę, Maniacala, Olszewskiego, Glasa, o tak, tam na pewno Bóg mnie dotknie!  Najpierw trzeba uzdrowić to chore, magiczne myślenie. Bóg tak nie działa! On może Cię dotknąć na “zwyczajnej szarej” mszy świętej, w której uczestniczą “trzy babki na krzyż”. Każdy ołtarz to “sadzawka” z której wypływa uzdrowienie, tylko my czasem szukamy takiego “religijnego wow” uprawiając religijną turystykę. I w tej pobożnej turystyce niestety nie szukamy Boga, ale siebie…

Ważne by trwać, mimo wszystko, nie poddawać się, nie obrażać na Boga jeśli nie dostanę tego, czego chcę. Bo jeżeli Bóg mi czegoś nie daje to wie co robi, to znaczy, że to wręcz przeciwnie, w drodze do nieba może mi to zaszkodzić, wbić w pychę, spowodować wielkie zło. Wielu Bóg uzdrowił i co? Nie przyjęli tego, zaczęli chodzić własnymi drogami. Boga potraktowali jak sklepową kasjerkę, płacę i muszę dostać. To nie tak. Jego łaska czuwa nade mną! To jest pewne! On, nawet gdy cierpię, buduje relację ze mną…Bo to przecież o to w tym wszystkim chodzi.

aż tak?!

Opublikowany

Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne.

Te słowa z Ewangelii Janowej powinniśmy znać na pamięć, one powinny mocno wpisać się w nasze serca. Dlaczego? Bo mówią o niesamowitej, heroicznej miłości Stwórcy względem stworzenia. Miłość to nie stek banałów, ale to konkretne czyny, Boga na nie stać, człowieka nie zawsze. JAK Bóg ukochał świat?A no TAK właśnie, że dał SYNA SWEGO JEDYNEGO. Co za przeogromna ofiara.

Każdy z nas zna historię słynnego “Titanica”. Ponoć sam Bóg nie miał dać mu rady, tak napisano na nim. Pycha ludzka nie zna granic. I co się stało? Bóg nie dał rady, ale góra lodowała dała radę. Uderzył w nią mocno i zaczął tonąć. Szalup nie wystarczyło dla wszystkich, a przecież każdy chciał ratować swoje życie. Ktokolwiek więc wszedł do szalupy, trzymał się jej bardzo mocno, nie bacząc na tonących obok. Kapitan zarządził, aby najpierw ratować kobiety i dzieci. Niestety mężczyźni byli skazani na śmierć. “W jednej z łodzi znalazła się matka z dwojgiem dzieci i kilkanaście innych kobiet. Zachodziła jednak konieczność, by ojciec dzieci i jej mąż został na tonącym statku. Nie było dla niego miejsca. Rozległ się ogromny lament i płacz rozpaczy dzieci i żony. Wówczas stała się rzecz niesłychana. Jedna z kobiet, 22 — letnia dziewczyna, wstała ze swego miejsca w łodzi i odstąpiła je ojcu rodziny. Zostali uratowani, a bohaterska dziewczyna zginęła w falach morskich wraz z 1635 innymi pasażerami”. Po co ten przykład? Wystarczy jedno słowo: OFIARA. Ta kobieta w pełni świadoma ofiarowała swoje życie za tego mężczyznę. tak jak Jezus, tak jak Jezus? Czy już rozumiesz?

Gdy patrzę na krzyż to widzę ogromną miłość Boga do mnie. I jestem zawstydzony, bo ja tak nie potrafię, uciekam często od mojego krzyża. Nie umiem ofiarować Bogu swoich małych krzyży, cierpień.

Przed każdą mszą świętą, gdy siedzisz w ławce, pomyśl przez chwilę za kogo chcesz ją ofiarować, w jakiej intencji. za kogo przyjmiesz Komunię świętą. Nie robimy tego, nie zastanawiamy się na tym. A ksiądz prosi: “Módlcie się aby moją i WASZĄ OFIARĘ, przyjął Bóg Ojciec Wszechmogący”. Gdzie ta ofiara?

Nie ma miłości bez ofiary i bez cierpienia. Nie! Taka miłość nie istnieje! Taka “miłość” to tylko ładne słowo, nic więcej. Prawdziwa miłość kosztuje, płaci się za nią cierpieniem i ofiarą! Płaci się za nią życiem…Aż tak!