DO ZOBACZENIA BABCIU!

Opublikowany

Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity.

Pochowałem dzisiaj moją śp. Babcię Monikę. Wiele Jej zawdzięczam, bardzo wiele. Zapamiętam Ją jako tytana pracy. Szczególnie w ogrodzie, “na polu”, przyzwyczajona była do pracy fizycznej, dbała o ten swój kawałek ziemi. Kopała, hakowała, sadziła, siała, lubiła tę pracę, choć nieraz widziałem jak bardzo Ją to kosztuje. Wiedziała co to trud i pot, życie nie rozpieszczało Jej. Prędko straciła swoją mamę, potem tatę. Musiała szybko dorosnąć. Wyszła za mąż. Urodziła trzech synów, w tym jeden-mój śp. ojciec zmarł tragicznie. Od tego momentu coś w niej pękło, ból zamknął Ją w samej sobie, stała się inna, może na zewnątrz bardziej zimna, ale serce zawsze miała gorące. Martwiła się o wszystko, jak nam idzie w szkole, pracy itd. Pamiętam, że na pierwsze moje auto golfa III, to właśnie od dziadków dostałem pieniądze. Zawsze mi pomagali, wspierali, modlili się. Razem z dziadkiem byli dla mnie zawsze wielkim przykładem. Wiele rzeczy sobie odmawiali choć mogli sobie na nie pozwolić, zawsze liczyli się wnukowie…a wśród nich ja zawsze byłem uprzywilejowany, może przelali tę miłość z mojego śp. Taty na mnie? Pewnie tak było.

Trudno była Babci zaakceptować chorobę, niemoc, pogodzić się z wiekiem i jego dyktandem. Ona przecież zawsze była “w ruchu”. Zawsze “coś robiła”. A tu nagle wózek, nogi odmówiły posłuszeństwa, potem zapalenie płuc, a więc łóżko i to tak niedługo bo niecałe dwa tygodnie. Gdy byłem u Niej w tamten czwartek do południa czułem, że to koniec już…Tak, to się czuję… Nie chciała jeść, nawet ulubionego ptasiego mleczka, nie chciała pić, modliłem się trzymając ją za rękę, głaszcząc po policzku. Mówiła: “Karolku ja nie chcę jeszcze umierać, ale wiem, że to już będzie szybko”. I było. Po kilku godzinach Pan zabrał Ją do siebie. Jeszce tego samego dnia byłem w Piasecznie z moimi przyjaciółmi, by tam złożyć wszystkie nasze intencje. Zostawiłem Maryi złotą obrączkę po moim śp. Ojcu, dostałem ją od Babci. Jako podziękowanie za wszystko i prośbę, by Maryja ulżyła Jej w cierpieniu i zabrała do siebie. Nie było trzeba długo czekać. To niesamowite jak szybki jest Bóg. Ile znaków nam daje. Zamknął się pewien etap. Dotliło się 88letnie życie. Zgasło. Kochana będzie mi brakowała Twoich wypieków, wyśmienitych gołąbków, takich już nikt nie zrobi. Będzie brakowało tego pytania: “Karolku, a jak Ci idzie?” Najbardziej jednak będzie brakowało mi Ciebie, tego delikatnego nieśmiałego uśmiechu… Ale cóż, przynajmniej już nie cierpisz, już nie ma w Tobie lęku, samotności, choroby. Jesteś od tego wolna…

A ta trumna z Ciałem jak ziarno. Wpuszczana w ziemię, kiedyś zakwitnie znowu życiem, ale już wiecznym. Dzięki Ci Babciu za wszystko. Teraz pewnie u Pana Boga w ogródku, na działce robisz porządki i siejesz cudne kwiaty. Razem z Twoimi i naszymi bliskimi cieszysz się w końcu życiem. Odpocznij w końcu trochę i pamiętaj o nas. Dziękujemy Bogu, że mogliśmy tyle lat cieszyć się Tobą i z Tobą! Do zobaczenia w BOGU!

PS. Pogodę na swój pogrzeb “zamówiłaś” cudną, słońce grzało niemiłosiernie, nie dałaś nam zmarznąć…