siostry czy niewolnice?

Opublikowany

Chciałem napisać kilka słów do poniższego artykułu jeśli chodzi o sytuację sióstr zakonnych w Kościele. Być może ten artykuł co niektórych zszokował. Może pomyślicie, że przesadzony. Mnie osobiście nie zszokował, tylko zasmucił bo wiem jakie są realia. To, co ostatnio mówił Papież, że traktujemy kobiety jak niewolnice i służące. Obraz kobiety w Kościele Katolickim powinien się zmienić nie tylko w teorii, ale w praktyce. Bo owszem gadać to my potrafimy, niestety czasem tylko (ładnie) gadać. Są biskupi, księża, długo długo nic i gdzieś na szarym końcu Siostrzyczki.

W moim życiu kapłańskim miałem okazję poznać wiele sióstr zakonnych z różnych zgromadzeń. Były i są to bardzo mądre, twórcze kobiety, pełne radości i zapału. Niesamowite kobiety. Mądre, inteligentne (bardziej niż niejeden ks.). Nasłuchałem się też wiele. Siostry są naprawdę niedocenionym przez nas skarbem, ile dobrej roboty odwalają, ale jednak w naszych głowach ciągle tkwi stereotyp, że siostra=robotnica (niewolnica?). Najchętniej by się je umieściło w zakrystii, czy w kuchennej plebanii. Prać, prasować, gotować, krochmalić, sprzątać, usługiwać, no przecież to ich “powołanie”, ich “charyzmat”. I to najlepiej bez wynagrodzenia i marudzenia, bo jak tego będzie za wiele to zawsze można zmienić, oczywiście “w imię posłuszeństwa”. Czy Siostra “pracująca” w takich warunkach “nie jest godna zapłaty swojej”? Otóż nie, ksiądz jest godny, Siostra już nie, wszak”zapłata” dana jej będzie w Królestwie Niebieskim… Tak wielu niestety myśli. I tak jest. Z urlopami tak sama, kilka nędznych dni, a przecież każdy człowiek musi odpocząć, to normalne. No tak człowiek musi, ale Siostra…

Ile to Sióstr ma świetny kontakt z ludźmi, młodzieżą, ile mogłoby, gdyby pozwolono, ewangelizować, głosić Jezusa, działać w rozmaitych ruchach, wyjść do ludzi. Czy to tylko musi być pobożne życzenie?

Problem Sióstr, ich działania tkwi oczywiście też “od środku”. Chociażby w klasztorach zamkniętych, gdzie prawie,że “papieżycą” jest taka czy inna siostra przełożona, nad którą ma dozór tylko sam Pan Bóg no i może od czasu do czasu jakiś wyższy przełożony, który z okazji jakiegoś święta klasztoru “wpadnie”. A jak “wpadnie” to wiadomo, że wszytko picuś glancuś wyreżyserowane (tak jak to robią niestety też i księża, gdy bp przyjeżdża), żeby się pokazać jak najlepiej, wysłucha jak tu się miłują i pięknie żyją niczym w raju, wsłuchując się w codzienny śpiew ptaszków. Na błąd miejsca nie ma…A błąd jest, lecz skrzętnie przykryty czerwonym dywanem…

No i taka “szeregowa” Siostra zazwyczaj do gadania ma niewiele, co najwyżej może zaśpiewać psalm responsoryjne na uroczystej mszy św. To i tak dużo. Zaś gdy przełożony opuści mury klasztoru, wszystko wraca do starego rytmu. Zazdrość, zawiść, poniżanie, tego lubi bardziej, tego mniej, pokazywanie “kto tutaj rządzi”, a najgorzej jak rządzi jeszcze ktoś kto rządzić nie powinien to pożal się Boże… Gdzie taka czy inna Siostra ma pójść wyżalić się, pogadać, może nawet skorzystać z porady psychologa?  Nawet nie może wyjść się przewietrzyć bez zgody Matki… Na wszystko zgoda…Chore! Jak w przedszkolu, a tu przecież dorosłe kobietę, dojrzałe. Ale przecież MATKA LEPIEJ WIE CO DLA NICH NAJLEPSZE. Najlepiej jakby jeszcze nie myślały, przecież Matka zrobi to lepiej.

I co mają zrobić te biedne niewiasty? Mogą się jedynie “na skargę” do Jezusa udać…Niektórzy nie wytrzymują, odchodzą, i to nie jakoby powołania nie miały, tylko nie miały siły tego wszystkiego znieść, ratują siebie i swoją psychikę. Powołanie było, ale ktoś je zniszczył. Ktoś powie, ale gdzie “święte posłuszeństwo”? No tak, w imię “świętego posłuszeństwa” i tych, którzy tak myślą, można kogoś duchowo (psychicznie) zabić…wykończyć. Potrzeba reformy tych starych skostniałych reguł, nieludzkich już, nie ułatwiających, ale utrudniających. Ale to pewnie pobożne marzenie…

Siostry to ogromny potencjał, szkoda, że Kościół tego nie wykorzystuje w takiej mierze jakby mógł wykorzystać. Owszem są Siostry katechetki, ba, nawet wykładowcy, ale nieliczni. Większość stoi przy garach i lata z miotłą. Może warto byłoby dać im więcej funkcji w Kościele, może warto by było zaufać, a nie żyć w lęku, że sobie nie poradzą. A świat dalej głodny Jezusa, księża leżą sobie na kanapach, zamknięci na “swoich włościach”, a Siostry by poszły, chętnie, trzeba je tylko posłać…

udręka SIÓSTR ZAKONNYCH W kOŚCIELE/

Opublikowany
Siostra Marie – imiona sióstr są zmienione – przyjechała do Rzymu z Czarnej Afryki blisko dwadzieścia lat temu. Od tamtej pory spotyka się z siostrami zakonnymi pochodzącymi z całego świata, a od pewnego czasu postanowiła złożyć świadectwo o tym, co widzi i słyszy w zaufaniu.

 

“Przychodzą do mnie często siostry posługujące jako pomoce domowe, a ich praca nie jest właściwie uznawana. Niektóre z nich pracują w mieszkaniach biskupów lub kardynałów, inne pracują w kuchni w strukturach Kościoła lub są katechetkami bądź nauczycielkami. Wiele z nich pracuje dla ludzi Kościoła, wstają o świcie, by przygotować śniadanie i idą spać po podaniu kolacji, posprzątaniu mieszkania, upraniu i uprasowaniu bielizny… W tego typu ‘posłudze’ siostry zakonne nie mają ustalonych i przestrzeganych godzin pracy, jak osoby świeckie, ich wynagrodzenie jest nieokreślone, często bardzo skromne”.

 

Tym, co bardziej jeszcze zasmuca siostrę Marie, jest fakt, że siostry rzadko są zapraszane, by usiadły do stołu, który obsługują.

 

Siostry od pizzy

 

Dlatego pyta: “Duchowny myśli, że siostra będzie mu serwowała posiłek, a kiedy to zrobi, potem sama będzie jadła w kuchni? Czy to normalne, żeby osoba konsekrowana była w ten sposób obsługiwana przez inną osobę konsekrowaną? I ze świadomością, że osobami konsekrowanymi przeznaczonymi do prac domowych są prawie zawsze kobiety, siostry zakonne? Czy nasza konsekracja nie jest taka sama jak ich?”. Rzymski dziennikarz zajmujący się informacjami religijnymi nazwał je wręcz “siostrami od pizzy”, w nawiązaniu do pracy, jaka zostaje im przydzielona.

 

Mówi dalej siostra Marie: “Wszystko to wywołuje w niektórych z nich silny bunt wewnętrzny. Odczuwają głęboką frustrację, ale boją się mówić, bo za tym wszystkim mogą też stać bardzo złożone sytuacje. W przypadku sióstr zakonnych cudzoziemek, przybywających z Aryki, Azji i Ameryki Łacińskiej, jest to niekiedy chora matka, której leczenie zostało opłacone przez zgromadzenie córki zakonnicy, starszy brat, który mógł skończyć studia w Europie dzięki przełożonej… Jeśli któraś z tych sióstr wraca do swojego kraju, jej rodzina tego nie rozumie. Mówi: jaka jesteś kapryśna! Te siostry czują się dłużniczkami, mają związane ręce, więc milczą. Często zresztą pochodzą z bardzo ubogich rodzin, gdzie rodzice też byli służącymi. Niektóre mówią, że są szczęśliwe, nie widzą problemu, lecz w każdym razie odczuwają silne wewnętrzne napięcie. Tego typu mechanizmy nie są zdrowe i zdarza się, że pewne siostry biorą leki przeciwlękowe, by znieść te frustrujące sytuacje”.

 

Trudno jest ocenić wielkość problemu darmowej lub zbyt nisko płatnej i nieuznawanej pracy sióstr zakonnych. Przede wszystkim trzeba ustalić, co się przez to rozumie. “Często oznacza to, że siostry nie mają umowy lub konwencji z biskupami czy parafiami, w których pracują”, wyjaśnia siostra Paule, zakonnica pełniąca odpowiedzialną funkcję w Kościele. “Toteż płaci się im niewiele lub nic. Tak dzieje się w szkołach i ambulatoriach, a częściej jeszcze w pracy duszpasterskiej lub kiedy zajmują się kuchnią i pracami domowymi w rezydencji biskupa lub w parafii. Jest to niesprawiedliwość, która panuje również we Włoszech, nie tylko na odległych terytoriach”.

 

Zakonnica? Nie musi zarabiać

 

Pomijając kwestię uznania dla osoby lub jej umiejętności zawodowych, sytuacja ta rodzi konkretne i pilne problemy dla sióstr i wspólnot. “Największy problem to po prostu jak żyć i zagwarantować życie wspólnoty”, mówi siostra Paule. “Jak zapewnić fundusze potrzebne na formację zakonną i zawodową jej członkiń, kto ma płacić i z czego się płaci rachunki, kiedy siostry są chore lub potrzebują opieki, bo z wiekiem stają się niedołężne? Jak znaleźć środki, by prowadzić misję zgodnie z własnym charyzmatem?”.

 

Odpowiedzialność za tę sytuację nie spoczywa tylko na mężczyznach, lecz często na obu stronach. “Rozmawiałam o tym z rektorem uniwersytetu, który mi opowiedział, że był pod wrażeniem zdolności intelektualnych siostry mającej licencjat z teologii”, wspomina siostra Marie. “Chciał, żeby kontynuowała studia, ale sprzeciwiła się temu przełożona. Często podawanym powodem jest to, że siostry nie powinny stawać się zarozumiałe”.

 

Siostra Paule kładzie nacisk na ten aspekt: “Myślę, że odpowiedzialność jest przede wszystkim historyczna. Siostry bardzo długo żyły jako członkinie zbiorowości, a zatem bez własnych potrzeb. Tak jakby zgromadzenie mogło zaopiekować się wszystkimi swoimi członkami bez wkładu wnoszonego przez każdego z nich własną pracą. Prócz tego rozpowszechnione jest przekonanie, że siostry nie pracują na umowach, że są na zawsze przypisane do danego miejsca, że nie ma potrzeby określania warunków. To wszystko powoduje dwuznaczność, a często wielką niesprawiedliwość. Jest również prawdą, że bez umowy siostry są wolniejsze i mogą odejść z pracy bez dłuższego okresu wypowiedzenia. Wszystko to ma dwie strony, na korzyść i na niekorzyść sióstr”.

 

Klerykalizm, który zabija Kościół

 

Lecz nie chodzi tylko o pieniądze. Kwestia wynagrodzenia jest raczej drzewem kryjącym las, którym jest problem o wiele większy: uznanie.

 

Wiele sióstr zakonnych odnosi wrażenie, że robi się bardzo wiele, by dowartościować powołania męskie, a bardzo mało, by ukazać wartość żeńskich. “Za tym wszystkim, niestety, jest wciąż idea, że kobieta jest mniej warta od mężczyzny, a zwłaszcza że ksiądz jest wszystkim, podczas gdy siostra zakonna nie jest niczym w Kościele. Klerykalizm zabija Kościół”, twierdzi siostra Paule.

 

“Znałam siostry, które posługiwały w instytucji Kościoła. Opowiadały mi, że kiedy były chore, żaden z księży, których obsługiwały, ich nie odwiedził. Z dnia na dzień były zwalniane bez słowa. Zdarza się i to: zgromadzenie w odpowiedzi na prośbę oddaje siostrę do dyspozycji, a kiedy siostra choruje, zostaje odesłana do zgromadzenia… I posyła się inną, jakbyśmy były wymienialne. Poznałam siostry, które miały doktorat z teologii i z dnia na dzień zostały posłane do zmywania naczyń do kuchni, zajęcia pozbawionego jakiegokolwiek związku z ich wykształceniem i bez żadnego wyjaśnienia. Spotkałam siostrę, która przez wiele lat pracowała jako nauczycielka w Rzymie i z dnia na dzień usłyszała, że jej zadaniem będzie od tamtego momentu otwieranie i zamykanie kościoła parafialnego, też bez słowa wyjaśnienia”.

 

Liczne rany, których nie widać

 

Siostra Cécile, nauczycielka, od wielu lat doświadcza tego typu braku poważania. Jej zdaniem siostry prowadzące życie czynne są ofiarami zamętu w odniesieniu do pojęć posługi i darmowości.

 

“Jesteśmy spadkobiercami długiej historii św. Wincentego a Paulo i wszystkich osób, które zakładały zgromadzenia wspierające ubogich w duchu posługi i daru. Jesteśmy siostrami zakonnymi, by służyć do końca i to właśnie powoduje pewne przesunięcie w podświadomości wielu osób w Kościele, skutkujące przekonaniem, że wynagradzanie nas nie należy do naturalnego porządku rzeczy, niezależnie od posługi, jaką świadczymy. Siostry postrzegane są jako wolontariuszki, którymi można dowolnie dysponować, a to rodzi autentyczne nadużycia władzy. Za tym wszystkim kryje się problem kwalifikacji zawodowych i umiejętności, których uznanie w odniesieniu do sióstr zakonnych wielu osobom sprawia trudność”.

 

Siostra Cécile dodaje następnie: “Obecnie pracuję w jednym z ośrodków, bez umowy w odróżnieniu od moich współsióstr świeckich. Dziesięć lat temu, gdy pracowałam w mediach, zapytano mnie, czy naprawdę chcę, by mi płacono. Jedna z moich współsióstr prowadzi chór w sąsiedniej parafii i głosi nauki wielkopostne, za co nie otrzymuje ani grosza… Lecz kiedy ksiądz przychodzi do nas odprawić Mszę św., musimy mu zapłacić 15 euro. Niekiedy ludzie krytykują siostry, ich zasępione oblicza, charakter… Za tym wszystkim kryją się jednakże liczne rany”.

 

Cicha akceptacja upokorzeń

 

Według siostry Marie jest to przemoc symboliczna: “Akceptowana przez wszystkich w formie milczącego przyzwolenia. Siostry, które do mnie przychodzą, są udręczone, ale nie są w stanie o tym mówić. Powtarzam im: ‘Macie prawo mówić prawdę o tym, co czujecie. Opowiadać waszej przełożonej, co przeżywacie i jak to przeżywacie’. Niekiedy za sytuację odpowiedzialna jest też przełożona, która nie tylko nie podaje w wątpliwość systemu, ale go umacnia i w nim uczestniczy, akceptując układy upokarzające siostry”.

 

Siostra Cécile uważa również, że siostry muszą zabierać głos: “Ja sama, kiedy jestem zapraszana do wygłaszania konferencji, bez wahania mówię, że chcę otrzymać wynagrodzenie i jakiej sumy się spodziewam. Lecz, oczywiście, dostosowuję się do możliwości zapraszających. Ja i moje siostry żyjemy bardzo ubogo i nie dążymy do bogactwa, tylko do prostego życia w godziwych i odpowiednich warunkach. Dla naszych wspólnot jest to kwestia przeżycia”.

 

Zdobycie uznania dla ich pracy stanowi dla wielu również wyzwanie duchowe. “Jezus przyszedł, by nas wyzwolić i w Jego oczach wszyscy jesteśmy dziećmi Bożymi”, precyzuje siostra Marie. “Lecz w swoim konkretnym życiu pewne siostry tego nie doświadczają, dlatego są bardzo zdezorientowane i przygnębione”.

 

Niektóre siostry uważają też, że ich doświadczenia ubóstwa i poddania, niekiedy narzucone, innym razem świadomie wybrane, mogłyby się przemienić w bogactwo dla całego Kościoła, gdyby męskie hierarchie uważały je za okazję do prawdziwej refleksji nad kwestią władzy.

 

* * *

 

za: deon.pl

Tekst ukazał się pierwotnie na stronie polskiego wydania L’Osservatore Romano.