Ach te mamy…

Opublikowany

Wtedy podeszła do Niego matka synów Zebedeusza ze swoimi synami i oddawszy Mu pokłon, o coś Go prosiła. On ją zapytał: «Czego pragniesz?” Rzekła Mu: “Powiedz, żeby ci dwaj moi synowie zasiedli w Twoim królestwie jeden po prawej, a drugi po lewej Twej stronie”. Odpowiadając zaś, Jezus rzekł: “Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić?” Odpowiedzieli Mu: “Możemy”. On rzekł do nich: “Kielich mój wprawdzie pić będziecie. Nie do Mnie jednak należy dać miejsce po mojej stronie prawej i lewej, ale dostanie się ono tym, dla których mój Ojciec je przygotował”.

Mamuśka zawsze chce jak najlepiej. Dlaczego? Bo kocha. Kocha swoje dziecko takim jakie jest. Każde. Bez wyjątku. Przynajmniej tak powinno być. Dzisiaj do Jezusa przychodzi “matka synów Zebedeusza”. Ma do Niego “interes”. Nie tylko pragnie, żeby za życia im było dobrze, ale także po śmierci. Chce im to załatwić. Czy to źle? Kyoś powie bezczelna baba, natrętna, bez kultury. Nie do końca! Ona myśli o zbawieniu swoich synów-jakie to piękne! Ile matek troszczy się o swoich synów, córki. “Proszę księdza modlę się od lat, żeby się nawrócił, żeby założył rodzinę, żeby się w końcu ustatkował; modlę się żeby wyszedł z tego pijaństwa, z narkotyków; modlę się, żeby w końcu zaczął wierzyć, chodzić do Kościoła; żeby w małżeństwie się mu ułożyło; żeby córka nie wchodziła w ten toksyczny związek” itd. Ile tych modlitw miesza się ze łzami, nieprzespanymi nocami i nurtującymi myślami. Te mamy także martwią się o to, co będzie z ich dziećmi po śmierci. To im leży na sercu, bardzo mocno. Mają dobre intencje i za duże serce… Ach te mamy!