Dzisiaj święto. Nawrócenie św. Pawła. Jak ktoś się nawraca to rzeczywiście to jest święto, wielkie święto. Paweł to był wyjątkowy facet. Choć charakter miał trudny. Choleryk, narwaniec, przekonany, że służy dobrej sprawie. Mordował, wyrzynał chrześcijan z zimną krwią. „W imię Boga”. Aż ten sam Bóg wkroczył w Jego życie, „w ogromnej jasności”. Paweł oślepł od tego Światła. Odebrało mu wzrok. Na trzy dni. Zaczyna gadać z Kimś kogo nie widzi. Słyszy wyrzut; „Dlaczego mnie prześladujesz? Ja jestem Jezus”.  Pawełkowi wali się cały świat, myślał, że całe życie służy Bogu, słusznej sprawie, a tu masz… Jaki kocioł musiał być w jego głowie w tym momencie. W końcu Bóg sprawił, że „przejrzał”, nie tylko otworzyły mu się oczy, ale i serce, nade wszystko serce. „Upodobałem go sobie jako narzędzie” – powie Bóg. Dziwne narzędzia wybiera co nie? Z prześladowcy Paweł staje się naśladowcą. Był narzędziem w mackach demona, teraz staje się narzędziem w ręku Boga. Szczęściarz powalony Bożą łaską.

Cieszę się ogromnie, bo widziałem na własne oczy jak Bóg powalił dzisiaj dwoje młodych ludzi na ziemię, jak wskrzesił ich do życia, pięknego życia. Widziałem ich łzy nawrócenia. Podnieśli się i idą dalej z… Bogiem. Są Jego narzędziami. Dzięki Bogu, że to Bóg wybiera narzędzia, a nie my… On ma najlepsze rozeznanie…