Uczeni w Piśmie, którzy przyszli z Jerozolimy, mówili o Jezusie: „Ma Belzebuba i mocą władcy złych duchów wyrzuca złe duchy”. Wtedy Jezus przywołał ich do siebie i mówił im w przypowieściach: „Jak może Szatan wyrzucać Szatana?

Jak łatwo można zdyskredytować, poddać pod wątpliwość to dobro, które czyni człowiek w imię Boga. A jednak można…Czemu tak się dzieje? Czumu faryzeusze byli tak ślepi i z nienawiści do Jezusa, z ogromnej zazdrości stale Mu przeszkadzali. Teraz sobie wymyślili, że te wszystkie cudowności dzieją się z tego powodu, że Jezu ma w sobie Szatana i od niego ma tę moc. Co za nonsens. Oczywiście na nic zdadzą się tłumaczenia Jezusa bo oni i tak “wiedzą swoje”.

Pamiętam w rozmowach jak wielu księży krytykowało i pewnie do dziś krytykuje fenomen Medjugorje, miejsca objawień Maryi, miejsca niesamowitej głębi, modlitwy. Mówili, że to Szatan. Chyba to myślenie zapożyczyli od tamtejszych faryzeuszów. “Szatan” ustawia ludzi w kolejkach do konfesjonału i uwalnia ich (!!!), tak, na pewno. “Szatan” powoduje masowe nawrócenia w tamtym miejscu, tak, na pewno…”Szatan” sprawia, że tysiące osób przyjmują Komunię św., tak, na pewno…”Szatan, szatan, szatan”… Dzięki Boga za takiego “Szatana”. Oczywiście nonsens i nie bardzo rozumiem wszystkich przeciwników z księżmi na czele, z czym tak walczą i czego tak się boją jeśli idzie o Medjugorje. Owszem! Tam, gdzie są ludzie tam zawsze pojawią się jakieś słabości, niedociągnięcia, gdyby tego nie było, byłoby to co najmniej dziwne…

Także Słowo Boże jest żywe, stąd też tyle emocji nie zawsze wynikających z dobra o człowieka, Kościół, tylko często z chorej zazdrości, która podcina relacje, a czasem całkowicie je zrywa. Ale co tam, najważniejsza relacja o jaką musimy zadbać, to relacja z Jezusem…