papież uhonorował zwolenniczkę aborcji!

Opublikowany

Luiza Dołęgowska, fronda.pl: Jak ocenia Ksiądz Profesor przyznanie pani Lilianne Ploumen, holenderskiej polityk znanej z pozyskania przez swój fundusz 300 mln USD na wspieranie aborcji, znanej ze wspierania Planet Parenthood, zagorzałej zwolenniczce lobby LGBT i orędowniczce cywilizacji śmierci  najwyższego odznaczenia papieskiego przez Watykan?

Ks. prof. dr. hab. Paweł Bortkiewicz, TChr: To jedna z takich informacji, które jeszcze do niedawna traktowałbym jako wyraz najoględniej mówiąc fake news, lub raczej wrogiej Kościołowi propagandy. Do niedawana, gdyż od niedawna takie sensacyjne wiadomości powszednieją. Staram się zrozumieć papieża Franciszka, staram się zrozumieć gesty, które mogą mieć charakter dobrej woli, szukania porozumienia, budowania pomostów… Staram się zrozumieć, ale… Nie ukrywam, że nie jestem w stanie. Pan Jezus powiedział: „Nikt nie może dwom panom służyć. Bo albo jednego będzie nienawidził, a drugiego będzie miłował; albo z jednym będzie trzymał, a drugim wzgardzi”. Gesty to są znaki, które mają coś wyrażać, symbol jest tym, co łączy dwie rzeczywistości. Tutaj nie ma mowy o jakimkolwiek łączeniu i scalaniu, to jest rozbijanie!

Czy polscy księża katoliccy nie powinni zwrócić się do Papieża Franciszka z apelem o powstrzymanie działań, zmierzających do nadawania rangi, zaszczytów i honorów ludziom, którzy mają krew milionów nienarodzonych dzieci na rękach?

– Odpowiem najpierw od strony mniej istotnej. Mieliśmy do czynienia z wątpliwościami kardynałów. Papież milczał. Mieliśmy correctio filialis, upomnienie synowskie, w którym kilkudziesięciu przedstawicieli Kościoła zwróciło się z prośbą o rozwianie wątpliwości w kwestiach doktrynalnych. Papież milczał, choć niektórzy mówią, że pośrednio odpowiedział. Antonio Socci napisał swoją książkę jako formę listu do Franciszka – dostał zdawkową odpowiedź, jeszcze przed lekturą. Zostawiam to bez komentarza.

Ale niezależnie od pragmatyki tego typu działań, przestrzegałbym przed jej formą. Problemy, o których rozmawiamy nie stanowią problemów polskich katolików czy polskich księży. To problem całego Kościoła powszechnego. I przedstawiciele tego Kościoła podejmują próby dialogu z Biskupem Rzymu. Z efektami zerowymi. Dlatego, cała ta sytuacja jest dla mnie raczej wezwaniem nie do konfrontacji czy do stosowania listów z upomnieniami synowskimi, ale do osobistego świadectwa. My po prostu musimy bezwzględnie, bezwarunkowo i radykalnie wręcz opowiadać się po stronie wierności Ewangelii życia.

Kościół katolicki od zawsze bronił życia niewinnych, małych ludzi, którzy są zabijani w łonach matek. Czy obecny Ojciec Święty chce w ten sposób –  honorując osoby nikczemne, które przyczyniają się do śmierci innych, uznać ich działanie za właściwe?

– Nie chcę tego tak widzieć. Próbuję dostrzec w tym raczej może to swoiste działanie empatyczne Franciszka, które niezbyt słusznie nazywa się „miłosierdziem”. Jest ono raczej jakąś formą współczucia i „towarzyszenia” (to przecież kluczowe słowo tego pontyfikatu!) ludziom błądzącym, zagubionym, czyniącym zło. Tyle tylko, że jeśli porównamy to ze sceną z Ewangelii według św. Jana – spotkania Pana Jezusa z cudzołożnicą, tam – słowom „nikt ciebie nie potępił, i Ja ciebie nie potępiam” – towarzyszy wyraźne: „Idź i nie grzesz więcej!”. Właśnie owo „nie grzesz” jest tutaj decydujące dla miłosierdzia ewangelicznego. Mógłbym zrozumieć (choć z trudem) jakieś działania honorujące ludzi zagubionych, będących na złej drodze, na zasadzie – „ja ciebie nie potępiam”. Ale na tym nie kończy się Ewangelia. Kończy się natomiast jedna, druga, czy trzecia relacja ze współczesnego Watykanu. I to napawa bólem.

Gdy Głowa Kościoła katolickiego czyni rzeczy, których powstydziłby się każdy katolik, to jak utwierdzać się trwaniu w posłuszeństwie, którego wymaga Kościół od wiernych?

– Gesty takie jak ten z uhonorowaniem Orderem św. Grzegorza pani Ploumen, czy gesty takie jak zaproszenie do papamobile przez św. Jana Pawła II komunistycznego prezydenta Polski nie podlegają naszemu posłuszeństwu. Mówiąc to,  mam świadomość wielkiej różnicy tych gestów. Gest Jana Pawła II był, najkrócej ujmując, gestem protokolarnym, gest Franciszka – to gest po prostu obrazoburczy dla wielu. Ale nie możemy skupiać się wyłącznie na gestach. Trzeba wsłuchiwać się w nauczanie papieży. I to nie to, które jest wyłącznie zapisem wywiadów na pokładzie samolotu, ale to, które jest wyrażone w postaci trwałej, autorytatywnej, kwalifikowanej – w postaci dokumentów Magisterium Kościoła.

Nasze posłuszeństwo w wierze ostatecznie zawsze odnosi się do Chrystusa. To z Jego osoby czerpie godność nauczanie każdego papieża. Jeśli któryś z nich deformuje słowa Pana, to będzie z tego rozliczony. My mamy obowiązek wsłuchiwania się w głos Chrystusa i mamy obowiązek wierności tym słowom.

Dziękuję za rozmowę za: fronda.pl