modlitwa benedykta xvi za dziadków – pomódl się dzisiaj!

Opublikowany

Panie Jezu, narodziłeś się z Dziewicy Maryi, córki świętych Anny i Joachima.

Patrz z miłością na dziadków na całym świecie.

Ochraniaj ich! Oni są bogactwem dla rodzin, dla Kościoła i dla całego społeczeństwa. 

Wspieraj ich! Kiedy przybywa im lat, niech wciąż będą dla swojej rodziny mocnymi filarami wiary ewangelicznej,stróżami szlachetnych wartości rodziny, żywymi skarbcami trwałych tradycji religijnych.

Spraw, by jako nauczyciele mądrości i odwagi przekazywali przyszłym pokoleniom owoce swoich dojrzałych doświadczeń ludzkich i duchowych. 

Panie Jezu,pomagaj rodzinom i społeczeństwu doceniać obecność i rolę dziadków.

Spraw, by nigdy nie byli zaniedbywani ani  wykluczani, ale zawsze znajdowali szacunek i miłość.

Pomagaj im żyć pogodnie i czuć się akceptowani przez wszystkie lata życia, jakimi ich obdarzasz. 

Maryjo, Matko wszystkich żyjących,nieustannie otaczaj opieką dziadków, bądź z nimi podczas ziemskiej pielgrzymki, i niech za sprawą Twoich modlitw wszystkie rodziny spotkają się kiedyś w niebieskiej ojczyźnie, gdzie Ty czekasz na wszystkich ludzi, by ich przygarnąć w wielkim uścisku życia bez końca.

Amen!

“cuda” na kolędach…

Opublikowany

Kolędy to dla każdego księdza czas intensywnej pracy, pracy ducha. To nie tylko poznania miejsca w którym żyją jego owieczki, ale też i czas poznawania samych owieczek. Oczywiście te przysłowiowe „5minut” nie wystarczy, ale zawsze jest jakimś zaczynem, jakimś preludium do czegoś więcej.

Jak wyglądają kolędy? Są różne tak jak różni są ludzie. Podstawą jest rozmowa. A ona czasem się klei a czasem nie. Gdy ksiądz tylko otrzymuje zdawkowe odpowiedzi a potem następuję długa pauza to raczej czuje on, że dłuższej konwersacji nie będzie. Bo sam ze sobą rozmawiał nie będzie… A czasem zdarza się odwrotnie, że w bardzo miły sposób prowadzi się dialog z wieloma pytaniami na temat życia, Kościoła, wiary i Boga. Słyszy się tę niesamowitą troskę i odpowiedzialność za Kościół, rodzinę parafialną. Znajdzie się też zawsze kilku „filozofów”, którzy za wszystko i do wszystkich mają pretensję, szczególnie do Kościoła, ci zazwyczaj z Kościołem wspólnego nic nie mają, więc szkoda, że tracą okazję do tego, ażeby siedzieć cicho…

„Pani sama tu? Tak, mąż w pracy, syn u dziewczyny, córka na studiach. To proszę ich serdecznie pozdrowić”. Wychodzę i niestety nie tymi drzwiami, którymi przyszedłem. Pomyłka prowadzi mnie do jakiegoś pokoju, a tam na kanapie…cała rodzina. „Szybko wrócili” – mówię. Kobieta robi się czerwona i odbiera jej mowę. Myślę sobie: po co te kłamstwa, przecież nikt na siłę księdza przyjąć nie musi. Po co taka zabawa w „kotka i myszkę”? W innym domu „tata zamknięty w łazience”, chwali się dziecko itp.

„Dziś proszę księdza nie jesteśmy przygotowani, może innym razem?”. Może… a co trzeba wiele przygotowywać, w sumie nic, ważne by ksiądz wszedł, pomodlił się i wyszedł… Ot tyle, widać za dużo…

„My proszę Pana już się nie bawimy w takie rzeczy”- mówi do mnie dumnie kobieta. Hmm, przecież wiecznie żyć nie będą, po co się wtedy „bawić w katolickie pogrzeby”?

„A państwo już tyle lat razem mieszkacie i bez ślubu, przecież nie ma żadnych przeszkód, a kolejne dziecko w drodze. W czym tkwi problem…?” Cisza, po chwili „mądra” odpowiedź, „to jest nasze życie, wierzymy po swojemu”. Owszem wasze i wasza odpowiedzialność, więc jak jesteście nie wierzący to do nas po chrzest nie przychodźcie, ochrzcijcie „po swojemu”, bo sakramenty są dla wierzących, a nie myślących magicznie.

„A witamy księdza Proboszcza (od 4lat jestem tu wikariuszem), ksiądz tu nowy tak, bo księdza pierwszy raz widzę, zawsze (!) był. Ks. Maciej (był3lata, nie ma go od 5)” Nie wiem czy się śmiać czy płakać…

I jeszcze wiele innych „kwiatków”. To nie są moją „gorzkie kapłańskie żale”, nie, chce żebyście wiedzieli jak to wygląda czasem „od kuchni”. I że czasem ksiądz też ma dość. Jednak dzięki Bogu jest wielu ludzi wierzących naprawdę, na serio traktujących Boga, i Kościół, i księdza. I to cieszy i daję siłę! Jak powiedział nasz kochany papież Benedykt XVI: „Bez Boga człowiek nie wie, dokąd zmierza, i nie potrafi nawet zrozumieć tego, kim jest”. To święta prawda…

papież uhonorował zwolenniczkę aborcji!

Opublikowany

Luiza Dołęgowska, fronda.pl: Jak ocenia Ksiądz Profesor przyznanie pani Lilianne Ploumen, holenderskiej polityk znanej z pozyskania przez swój fundusz 300 mln USD na wspieranie aborcji, znanej ze wspierania Planet Parenthood, zagorzałej zwolenniczce lobby LGBT i orędowniczce cywilizacji śmierci  najwyższego odznaczenia papieskiego przez Watykan?

Ks. prof. dr. hab. Paweł Bortkiewicz, TChr: To jedna z takich informacji, które jeszcze do niedawna traktowałbym jako wyraz najoględniej mówiąc fake news, lub raczej wrogiej Kościołowi propagandy. Do niedawana, gdyż od niedawna takie sensacyjne wiadomości powszednieją. Staram się zrozumieć papieża Franciszka, staram się zrozumieć gesty, które mogą mieć charakter dobrej woli, szukania porozumienia, budowania pomostów… Staram się zrozumieć, ale… Nie ukrywam, że nie jestem w stanie. Pan Jezus powiedział: „Nikt nie może dwom panom służyć. Bo albo jednego będzie nienawidził, a drugiego będzie miłował; albo z jednym będzie trzymał, a drugim wzgardzi”. Gesty to są znaki, które mają coś wyrażać, symbol jest tym, co łączy dwie rzeczywistości. Tutaj nie ma mowy o jakimkolwiek łączeniu i scalaniu, to jest rozbijanie!

Czy polscy księża katoliccy nie powinni zwrócić się do Papieża Franciszka z apelem o powstrzymanie działań, zmierzających do nadawania rangi, zaszczytów i honorów ludziom, którzy mają krew milionów nienarodzonych dzieci na rękach?

– Odpowiem najpierw od strony mniej istotnej. Mieliśmy do czynienia z wątpliwościami kardynałów. Papież milczał. Mieliśmy correctio filialis, upomnienie synowskie, w którym kilkudziesięciu przedstawicieli Kościoła zwróciło się z prośbą o rozwianie wątpliwości w kwestiach doktrynalnych. Papież milczał, choć niektórzy mówią, że pośrednio odpowiedział. Antonio Socci napisał swoją książkę jako formę listu do Franciszka – dostał zdawkową odpowiedź, jeszcze przed lekturą. Zostawiam to bez komentarza.

Ale niezależnie od pragmatyki tego typu działań, przestrzegałbym przed jej formą. Problemy, o których rozmawiamy nie stanowią problemów polskich katolików czy polskich księży. To problem całego Kościoła powszechnego. I przedstawiciele tego Kościoła podejmują próby dialogu z Biskupem Rzymu. Z efektami zerowymi. Dlatego, cała ta sytuacja jest dla mnie raczej wezwaniem nie do konfrontacji czy do stosowania listów z upomnieniami synowskimi, ale do osobistego świadectwa. My po prostu musimy bezwzględnie, bezwarunkowo i radykalnie wręcz opowiadać się po stronie wierności Ewangelii życia.

Kościół katolicki od zawsze bronił życia niewinnych, małych ludzi, którzy są zabijani w łonach matek. Czy obecny Ojciec Święty chce w ten sposób –  honorując osoby nikczemne, które przyczyniają się do śmierci innych, uznać ich działanie za właściwe?

– Nie chcę tego tak widzieć. Próbuję dostrzec w tym raczej może to swoiste działanie empatyczne Franciszka, które niezbyt słusznie nazywa się „miłosierdziem”. Jest ono raczej jakąś formą współczucia i „towarzyszenia” (to przecież kluczowe słowo tego pontyfikatu!) ludziom błądzącym, zagubionym, czyniącym zło. Tyle tylko, że jeśli porównamy to ze sceną z Ewangelii według św. Jana – spotkania Pana Jezusa z cudzołożnicą, tam – słowom „nikt ciebie nie potępił, i Ja ciebie nie potępiam” – towarzyszy wyraźne: „Idź i nie grzesz więcej!”. Właśnie owo „nie grzesz” jest tutaj decydujące dla miłosierdzia ewangelicznego. Mógłbym zrozumieć (choć z trudem) jakieś działania honorujące ludzi zagubionych, będących na złej drodze, na zasadzie – „ja ciebie nie potępiam”. Ale na tym nie kończy się Ewangelia. Kończy się natomiast jedna, druga, czy trzecia relacja ze współczesnego Watykanu. I to napawa bólem.

Gdy Głowa Kościoła katolickiego czyni rzeczy, których powstydziłby się każdy katolik, to jak utwierdzać się trwaniu w posłuszeństwie, którego wymaga Kościół od wiernych?

– Gesty takie jak ten z uhonorowaniem Orderem św. Grzegorza pani Ploumen, czy gesty takie jak zaproszenie do papamobile przez św. Jana Pawła II komunistycznego prezydenta Polski nie podlegają naszemu posłuszeństwu. Mówiąc to,  mam świadomość wielkiej różnicy tych gestów. Gest Jana Pawła II był, najkrócej ujmując, gestem protokolarnym, gest Franciszka – to gest po prostu obrazoburczy dla wielu. Ale nie możemy skupiać się wyłącznie na gestach. Trzeba wsłuchiwać się w nauczanie papieży. I to nie to, które jest wyłącznie zapisem wywiadów na pokładzie samolotu, ale to, które jest wyrażone w postaci trwałej, autorytatywnej, kwalifikowanej – w postaci dokumentów Magisterium Kościoła.

Nasze posłuszeństwo w wierze ostatecznie zawsze odnosi się do Chrystusa. To z Jego osoby czerpie godność nauczanie każdego papieża. Jeśli któryś z nich deformuje słowa Pana, to będzie z tego rozliczony. My mamy obowiązek wsłuchiwania się w głos Chrystusa i mamy obowiązek wierności tym słowom.

Dziękuję za rozmowę za: fronda.pl

post

Opublikowany

Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, a wtedy, w ów dzień, będą pościć – mówi dziś Słowo Boże. I przyszedł TEN czas, zabrali Pana wiecznie młodego – Jezusa i co? Jak to wygląda z tym postem u nas? Post to jeden z narzędzi ascezy czyli walki o sobie, innych, narzędzie walki z Szatanem. On nienawidzi postu i poszczących. Świat kpi z tych, którzy „w imię Pana” odmawiają sobie wielu rzeczy i tu nie chodzi tylko o piątkowy post bez kiełbaski.  Tu chodzi o coś więcej. Bo owszem mogę w piątek bezmyślnie wędlinki nie jeść, ale co z tego, jak jestem dla drugiego nie do zniesienia. Kłótliwy, plotkujący, wywyższający się, poniżający, nie tędy droga.

Post ma mnie nauczyć jeszcze większej miłości do wszystkich, on oczyszcza moje intencje, by stały się jeszcze bardziej przejrzyste i czystsze. Post uwalnia mnie od samego siebie. Post kieruje mnie w kierunku czegoś więcej, czegoś czego świat dać mi nie może. Post pozwala mi ćwiczyć moją wolę. Jakże słabą… Przede wszystkim post od grzechu, tego, co do mnie przylgnęło. W tym miejscu muszę wypowiedzieć wojnę. Muszę zawalczyć o siebie, o swoją świętość.

Matka Boża z Medjugorje wzywa nas do postu w środy i piątki o chlebie i wodzie. Jakie to trudne… Sami się na tym łapiemy, mówimy sobie, że nie damy rady, że za słabi, to nie dla mnie… Jak szybko się usprawiedliwiamy nawet nic nie próbując. A post to potężna broń, na której sam widok trzęsie się demon. Może warto na serio wziąć słowa Jezusa…

uzdrowienie…

Opublikowany

Z nastaniem wieczora, gdy słońce zaszło, przynosili do Niego wszystkich chorych i opętanych; i całe miasto było zebrane u drzwi. Uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami i wiele złych duchów wyrzucił…

Jezus to największy i najsłynniejszy uzdrowiciel o którym słyszano. Nie było i nie ma lepszych. I wtedy i dziś. Także dzisiaj w JEGO MOCY działa i uzdrawia wielu kapłanów i nie tylko, ludzi, którzy postawili wszystko na Jezusa, ludzi, którzy Jezusowi zaufali.

Choć jak czytamy w Ewangelii, całe miasto zebrało się u Jego drzwi, ON uzdrowił (tylko) wielu, nie WSZYSTKICH! Ciekawe. To nie szło z automatu, Jezus nie chciał się popisać swoją mocą, i nawet jako Bóg miał ograniczone działanie (sic!), ponieważ do uzdrowienia potrzebna jest wiara – samego zainteresowanego bądź tych, którzy wstawiają się za chorym. Często ludzie pytają, a czemu mnie Bóg nie uzdrowił, przecież wierzę, chodzę do Kościoła, modlę się. Mają pretensję, popadają we frustracje, a nawet na Boga się obrażają i odwracają od Niego. Odpowiedź na – czemu nie ja? – , zna tylko ON.

Bóg uzdrawia spektakularnie, ale też po cichu. Natychmiast, ale też i “w kawałkach” (proces). W kościele, ale też i w Twoim pokoju. Dzisiaj, ale też jutro. Wystarczy przyjść “pod drzwi” Jego serca, i pukać ile sił w kolanach…