Rozpoczął się czas wizyt duszpasterskich. To tak “ładnie” brzmi, oficjalnie, powszechnie mówi się czas kolęd. Ksiądz odwiedza swoich parafian, chociaż raz do roku, bo nie sposób inaczej. Chcę się z nimi na chwilę zatrzymać, porozmawiać, wysłuchać, zaprosić do współpracy, – jeszcze większej i bardziej gorliwej, szczególnie tych letnich, wyziębionych w wierze. Jednak nie do wszystkich dotrze, niektórzy od lat w kartotekach widnieją jako “nie przyjmujący”. Tutaj drzwi są zamknięte, pewnie serca jeszcze bardziej, dlaczego? – nie wiadomo, nie ma się jak dowiedzieć, można się tylko modlić i pobłogosławić przed drzwiami. I nie myślcie, że ksiądz obok tego przechodzi obojętnie, nie, to go też dotyka, też go boli, tak jak Jezusa. Jednak w większości ludzie mają otwarte drzwi dla Jezusa, czekają odświętnie ubrani, pragną błogosławieństwa na cały rok, chcą by Jezus wszedł w ich sprawy, bóle, problemy, kłopoty, bo wiedzą, że sami sobie nie dadzą rady. Potrzebują GO, a ON potrzebuje ich.

Dobrze, że jest kolęda. Gdzieś tam w Polsce księża wymyślili, że będą chodzili tylko tam, gdzie wcześniej ich parafianie zaproszą, gdzie sobie życzą ich odwiedzin. Hmm. Tak sobie myślę i mam ambiwalentne uczucia, no bo przecież Jezus szedł wszędzie, nawet tam, gdzie spotkał się z niezrozumieniem i szyderstwem, pukał do każdych drzwi ludzkiego serca, a nóż ktoś otworzy. Sam powiada, że “nie potrzebują lekarza zdrowi, ale co co źle się mają…”

Przecież my księża mamy być pasterzami. Zawsze ilekroć dopada mnie pokusa lenistwa, zrezygnowania, otwieram sobie Księgę Ezechiela, a tam są takie słowa: Pan skierował do mnie te słowa: «Synu człowieczy, prorokuj o pasterzach Izraela, prorokuj i powiedz im, pasterzom: Tak mówi Pan Bóg: Biada pasterzom Izraela, którzy sami siebie pasą! Czyż pasterze nie powinni paść owiec? Nakarmiliście się mlekiem, odzialiście się wełną, zabiliście tłuste zwierzęta, jednakże owiec nie paśliście. Słabej nie wzmacnialiście, o zdrowie chorej nie dbaliście, skaleczonej nie opatrywaliście, zabłąkanej nie sprowadzaliście z powrotem, zagubionej nie odszukiwaliście, a z przemocą i okrucieństwem obchodziliście się z nimi. Rozproszyły się [owce moje], bo nie miały pasterza i stały się żerem wszelkiego dzikiego zwierza. <Rozproszyły się>,błądzą moje owce po wszystkich górach i po wszelkim wysokim pagórku; i po całej krainie były owce moje rozproszone, a nikt się o nie nie pytał i nikt ich nie szukał. Te słowa tak dobitnie mówią o… kolędzie….