tęsknota za światłem…

Opublikowany

Im bliżej Świąt, tym coraz więcej rozmaitych illuminacji. Światełka migają wszędzie. W miastach i na wioskach. W witrynach sklepów, na drzewkach, przed domami, urzędami, kościołami. Na roratach dzieciaki z lampionami rozświetlają mroki zimnych kościołów. W oknach adwentowe świeczniki przypominają o tym najważniejszym ŚWIETLE jakie za chwilę ma przyjść, o Jezusie, “światłości na oświecenie pogan”. Dlaczego tyle światła? Bo w człowieku jest ogromna tęsknotą za światłem. Nie światłem tego świata, ale światłem świata przyszłego. A naszym zadaniem jest zapalać światło tym, którzy chodzą w ciemności, żeby “ciemność ich nie ogarnęła”.

Być światłem. Jego światłem. Zapalać nie gasić. Rozświetlać ciemne zakamarki życia. Płonąć.

„Czy widzieliście w kościele jakieś światło?” – zapytała dzieci katechetka.
„Lampy”.
„Świece”.
„Czerwone światełko w tabernakulum”.
„Słońce w oknie”.
Dzieci zamilkły.
„A czy było tam jeszcze inne światło?”, zapytała ponownie katechetka.
Pewne dziecko podniosło rękę do góry i powiedziało: „Ludzkie oczy”.
 
A moje oczy? Czy jest w nich to Boże światło? Czy widać w nich Jezusa?