syndrom Jonasza…

Opublikowany

Gdy Bóg przebaczył Niniwitom, nie podobało się to Jonaszowi i oburzył się. Modlił się przeto do Pana i mówił: Proszę, Panie, czy nie to właśnie miałem na myśli, będąc jeszcze w moim kraju? Dlatego postanowiłem uciec do Tarszisz, bo wiem, żeś Ty jest Bóg łagodny i miłosierny, cierpliwy i pełen łaskawości, litujący się nad niedolą. Teraz Panie, zabierz, proszę, duszę moją ode mnie, albowiem lepsza dla mnie śmierć niż życie. Pan odrzekł: Czy uważasz, że słusznie jesteś oburzony? Jonasz wyszedł z miasta, zatrzymał się po jego stronie wschodniej, tam uczynił sobie szałas i usiadł w cieniu, aby widzieć, co się będzie działo w mieście. A Pan Bóg sprawił, że krzew rycynusowy wyrósł nad Jonaszem po to, by cień był nad jego głową i żeby mu ująć jego goryczy. Jonasz bardzo się ucieszył [tym] krzewem. Ale z nastaniem brzasku dnia następnego Bóg zesłał robaczka, aby uszkodził krzew, tak iż usechł. A potem, gdy wzeszło słońce, zesłał Bóg gorący, wschodni wiatr. Słońce prażyło Jonasza w głowę, tak że osłabł. Życzył więc sobie śmierci i mówił: Lepiej dla mnie umrzeć aniżeli żyć. Na to rzekł Bóg do Jonasza: Czy słusznie się oburzasz z powodu tego krzewu? Odpowiedział: Słusznie gniewam się śmiertelnie. Rzekł Pan: Tobie żal krzewu, którego nie uprawiałeś i nie wyhodowałeś, który w nocy wyrósł i w nocy zginął. A czyż Ja nie powinienem mieć litości nad Niniwą, wielkim miastem, gdzie znajduje się więcej niż sto dwadzieścia tysięcy ludzi, którzy nie odróżniają swej prawej ręki od lewej, a nadto mnóstwo zwierząt?

Jonasz to wielki prorok.  Ale nie pozostaje bez wad. Choleryk. To przykład człowieka „upartego jak osioł”, człowieka, która mówi Bogu co ma robić. Brakuje mu miłosierdzia, współczucia dla drugiego człowieka. Jest zbuntowany, wielce obrażony na Boga, nie może zrozumieć, że Bóg wobec zła, które czyni człowieka prawie, że milczy, nie reaguje, nie karze, tylko jest „łagodny i miłosierny”. Nie mieści mu się to w głowie. Jest rygorystą. Ma za złe Bogu, nawet jest wściekły na Niego, za to, że jest dobry. Jest facetem sfochowanym, obrażalskim. To człowiek wąskiego serca, nie grzeszy „miłosierdziem”. Bliższa jest mu sprawiedliwość, do miłosierdzia mu daleko, baaardzo.

św. Jan Chryzostom mówi: “Wolę, żeby Bóg sądził mnie z nadmiaru miłosierdzia wobec innych niż z nadmiaru sprawiedliwości”. Można się zgorszyć Bożym miłosierdziem, i przykładem tego jest ten biedny Jonasz. Bp Ryś pisze o „skandalu miłosierdzia”, o tym jak bardzo Bóg wyprzedza nas w miłości. W życiu Jonasza jedynym skandalem jest brak tej miłości bliźniego.

Nie brakuje u nas w Kościele „Jonaszów”. Ludzi, którzy nie rozumieją na czym polega miłosierdzie Boga. Ludzi, którzy dyktują MU co powinien zrobić z niewiernymi, jakie kary stosować itd. Słowo „przebaczenie” nie przechodzi im przez gardło. I to popycha ich w zamknięcie, w izolację, a nawet w depresję. Zabili by człowieka, oczywiście “po katolicku”. Wokół nas pełno ludzi, którzy myślą, że to Bóg powinien się zmienić, a nie oni. Ludzi skupiających się na błahostkach, gubiących istotę. Ludzi o pomylonych priorytetach. Przecież Jonasz doskonale znał Boga, często rozmawiał z Nim sam na sam. Wydawało się, że znał Boga, a mimo to Bóg wciąż zaskakiwał Jonasza swoją Miłością.

„Ludzie duchowo uparci, rygoryści nie rozumieją, czym jest Boże miłosierdzie, są jak Jonasz” mówi papież Franciszek. Obyśmy gdy przydarzy nam się grzech nigdy nie wpadli w ręce ludzi takich jak Jonasz, ale w ręce samego Boga…w ręce miłosierdzia.