Edytka i Zenek…

Opublikowany

Edytka i Zenek. 30 września 2017 roku przed godziną 15.30 jeszcze narzeczeni, kilkanaście minut po już małżonkowie. W godzinie miłosierdzia. Miałem tę radość błogosławić ich ślub. Przyznam się, że jako ksiądz prowadziłem mnóstwo ślubów i na wielu weselach byłem jako gość, jednakże ten był wyjątkowy. Dlaczego? Przede wszystkim przebijała w nim wielka skromność, prostota. Bez zbędnych ceregieli, wystrojów, tiulów i innych „cudów-niewidów”. To ONI byli wystrojeni w czystość przedmałżeńską. Czy może być piękniejszy wystrój? Biel sukni ślubnej odzwierciedlała naprawdę stan serca. Dzięki, że wytrwaliście!

Edytka przed ślubem zasypywała mnie telefonami, sms-ami, e-mailami. Nie zawsze doczekała się odpowiedzi. Co chciała? Żeby wszystko było dopięte na przysłowiowy „ostatni guzik” – perfekcjonistka! Wybierała czytania, psalm, ba, nawet Ewangelię, dobierała pieśni. Dlaczego? Bo jak mówiła, że najważniejsze jest dla niej to, co dzieje się w Kościele, reszta to dodatki. Dziwna jakaś, z reguły dla młodych najważniejsze jest wesele, a Kościół zostaje gdzieś w tyle… Zenek, facet „cichy i pokornego serca” myślał tak samo. Pięknie się dobrali. Zenka poznałem na adoracjach o uzdrowienie. Strażak. Nawrócony. Przegadaliśmy trochę przy kawie. Dzisiaj takich mężczyzn to „ze świecą szukać”. Miała Edytka szczęście, że go znalazła.

Widziałem tę niesamowitą miłość i radość w ich oczach, gdy składali sobie przysięgę, zobaczyłem tam Boga zakochanego w nich i zafascynowanego nimi. Jak pięknie patrzeć na pięknych ludzi.

W darach ołtarza przynieśli swojski chleb w kształcie serca. Wierzyć z łaciny to cor dare – dać serce. A więc dali swoje serca Bogu, a On im dał swoje. Na sali weselnej dzielili się tym „sercem” ze swoimi gośćmi, każdy kawałek skubnął. Wystarczyło dla wszystkim, i zostało jeszcze dla innych, dla tych, do których pójdą.

Na zaproszeniach zaznaczyli, że zamiast kwiatów proszą o świece… Po co? Do modlitwy. Kupiłem im taką z okiem opatrzności, że gdy będą się modlić, uświadamiali sobie, że Bóg ich widzi i jest z nimi w tej chwili, że Bóg „nie buja w obłokach”, ale jest dostępny na wyciągniecie serce, „na modlitewne zawołanie”.  Otrzymali też ode mnie w prezencie stułę, którą ich wiązałem. Byli zaskoczeni. Dałem im zadanie domowe, żeby sobie ładnie ją oprawili za szkłem i powiesili w godnym miejscy. A jak przyjdą „ciche dni”, trudności, kryzysy by na nią razem spoglądali i przypomnieli sobie ten dzień zaślubin.

Wesele było bezalkoholowe. Cudownie prowadzone. Jak można się świetnie bawić nawet bez kropli „sztucznych rozweselaczy”.  Szacun dla nich. Dzisiaj mało kto „pisze się” na takie wesela lękając się, że będzie lipa. Lipy nie było. Wręcz przeciwnie. Dzięki kochani za to Wasze świadectwo, zbudowaliście księdza bardzo…

A jak mówi św. Tereska: „Obecnie jedynym moim zajęciem jest MIŁOŚĆ…”. Edytko i Zenku, macie co robić, macie zajęcie w małżeństwie… Kochajcie! Boga, i siebie, i innych…