wiersze bolą…

Opublikowany

Wracam dzisiaj do poezji, przyznam się ze wstydem, zostawiłem ją na kilka lat odłogiem, zdradziłem, zapomniałem. Odstawiłem do lamusa. Dzisiaj wpadły mi w ręce (i w serce pewnie też) wiersza ks. Jerzego Szymika. Gdy byłem w seminarium mój profesor „zaraził” mnie miłością do poezji i teologii Szymika. Nocami czytałem i nie mogłem wyjść z zachwytu jak celnie w wierszach można umieścić serce. Jak za pomocą kilku trafnych słów, zdań, można umieścić uczucia, emocje, życie. I tak oto dzisiaj w sposób szczególny uderzyły mnie te wiersze, które śmiało można zabrać na dłuższą medytację:

“zupełnie inaczej”

bliskość  powiększa worki pod oczami
nieobliczalna
zbawia i zatraca
ale nie wiadomo
czy miał rację św. Bernard z Clairvaux
gdy mówił
że wszystko jest w porządku
kiedy nic nie jest w porządku

“Choroba, brak leku. Modlitwa”

Boże drogi,
jakie to wszystko byłoby proste,
cholernie proste. Jakże bylibyśmy szczęśliwi,
wyciszeni, skupieni na tym co pewne i nieważne. Jakież to
symfonie konstruktywne przetaczałyby się przez naszą
uporządkowaną wyobraźnię

jakiż jasny,
jakiż piękny byłby cel.

Gdybyśmy tylko nie kochali.

Na (nie)szczęście
miłość jest naszą przypadłością nieuleczalną.
Niektórzy powiadają, że odpowiedzialne za ten stan rzeczy są geny.
A najodważniejsi, że nasz początek w Tobie.
Choroba atakuje
coraz to nowe tkanki, narządy.
Potem finał, czyli
niszczące przerzuty.

Boże,
wykończy nas ta miłość
wykończy.
Ukrzyżuje

Życie to skomplikowany i niedoskonały wiersz, stale się coś wygumkowuje, skreśla, zmienia, dodaje. Chciałoby się upiększyć, ugładzić , cyzelować słowa, nie idzie, życie i tak zrobi po swojemu. Ogołoci wiersz do samej prawdy, zabije słowa bez życia, zostawi tylko to, co rodzi się w bólu, bo tylko to ma wartość…