Jezus powiedział do swoich apostołów: Oto Ja was posyłam jak owce między wilki. Bądźcie więc roztropni jak węże, a nieskazitelni jak gołębie! Miejcie się na baczności przed ludźmi! Będą was wydawać sądom i w swych synagogach będą was biczować. Nawet przed namiestników i królów będą was wodzić z mego powodu, na świadectwo im i poganom. Kiedy was wydadzą, nie martwcie się o to, jak ani co macie mówić. W owej bowiem godzinie będzie wam poddane, co macie mówić, gdyż nie wy będziecie mówili, lecz Duch Ojca waszego będzie mówił przez was. Brat wyda brata na śmierć i ojciec syna; dzieci powstaną przeciw rodzicom i o śmierć ich przyprawią. Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego imienia. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony. Gdy was prześladować będą w tym mieście, uciekajcie do innego. Zaprawdę, powiadam wam: Nie zdążycie obejść miast Izraela, nim przyjdzie Syn Człowieczy.

Już z samego rana gorąca komórka. WhatsApp się odzywa. I taki jeden Piotrek, pobożny i wrażliwy chłopak pisze mi : „Ale dziś super Ewangelia”. Szczerze mówiąc przedtem nie zaglądałem więc nie miałem pojęcia o czym jest, a mszy świętej rano nie odprawiałem. Więc buch w laptopa i czytam na szybko. Przeczytałem i piszę sms-a do Piotra: „A co Cię najbardziej urzekło?”

Pójście za Jezusem to będzie w pewnym sensie „horror”, nieustanna walka, a nawet i śmierć, „zeszmacą” nas, znienawidzą, oplują, nawet najbliżsi odwrócą się do nas plecami. Doświadczymy potwornego odrzucenia, nie będzie brakowało na naszej drodze wilków, którzy będą ujadać i próbować nas zagryźć. Jednak Bóg wkłada w nasze serce broń: roztropność i nieskazitelność. Daje Ducha Ojca, który będzie przez nas mówił. Ducha, który nas będzie prowadził, do końca. Ważne byśmy nie zlękli się i nie poddali. Wytrwać do samego końca. Do tej ostatniej walki na łożu śmierci, gdzie Szatanisko będzie rozgrywało ostatnią bitwę. I tak szybko nie odpuści. Umierała pewna znana mi osoba, konała, i zaczęła mówić, żeby zabrać te wszystkie węże, które są na oknie, na firanach. Oczywiście tylko ona to widziała. Kręciła się niespokojnie na prawo i lewo. Co robić w tej sytuacji? Zaczęto odmawiać Koronkę, a ona w połowie mówi, spadają z firany, zdychają, znikają. I spokojnie przeszła do Pana…

Piotrek odpisuje mi, że najbardziej urzekł go motyw zawierzenia się i oddania: „Kiedy Was wydadzą, nie martwcie się o to, jak ani co macie mówić. W owej bowiem godzinie będzie wam poddane, co macie mówić”. Wierzę, że wtedy, przy śmierci tej osoby, Bóg podpowiedział Koronkę do Bożego Miłosierdzie. A myśmy się martwili co dalej… Dalej było Życie, daje był Bóg. Niesamowite… Zawierzyć się i oddać – to jest klucz.

  1. Hania
    Lip 15, 2017

    Miałam kiedyś podobną sytuację kiedy pracowałam w szpitalu. Jedna z pielęgniarek poprosiła mnie a bym poszła zmierzyć ciśnienie jednemu z pacjentów. Więc chwyciłam za ciśnieniomierz , słuchawki i dawaj w drogę. Podchodząc do łóżka szpitalnego zobaczyłam leżącego mężczyznę, przy nim jego rodzinę, wyglądał jak by spał. Chwyciłam jego rękę, podwinęłam rękaw , założyłam ciśnieniomierz, słuchawki na uszy i mierzę. Jedna chwila, kilka sekund, patrzę wskazówka pokazuje “0” , próbuję jeszcze raz , znowu “Nic”, kobieta która siedziała przy łóżku z mężem w płacz…. zaczynam ją pocieszać , żeby nie płakała. Za chwilę wpada wnuk tego pana, mówię mu leć do pielęgniarki po numer telefonu i dzwoń po kapelana do par… Św Mateusza, chłopak pobiegł . W pewnej chwili biegnie siostra oddziałowa z gromnicą, i tylko jedna myśl przyszła mi do głowy. Złapałam za różaniec i poprosiłam tych Państwa abyśmy odmówili wspólnie Koronkę do Miłosierdzia Bożego za ich tatę, dziadka aby Pan Bóg bezpiecznie przeniósł go do Siebie.
    Kapłan już nie zdążył z ostatnim namaszczeniem, ale ja wierzę że my zdążyliśmy.