I mówił im wiele w przypowieściach tymi słowami: Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał niektóre [ziarna] padły na drogę, nadleciały ptaki i wydziobały je. Inne padły na miejsca skaliste, gdzie niewiele miały ziemi; i wnet powschodziły, bo gleba nie była głęboka. Lecz gdy słońce wzeszło, przypaliły się i uschły, bo nie miały korzenia. Inne znowu padły między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je. Inne w końcu padły na ziemię żyzną i plon wydały, jedno stokrotny, drugie sześćdziesięciokrotny, a inne trzydziestokrotny.

I tak dalej… Pewnie każdy z nas zna przypowieść o siewcy i ziarnie. Zresztą wokół nas wielu siewców, każdy z nas COŚ sieje. Można siać uśmiech, dobro, radość, ale też można siać ploty i głupoty. Różnie bywa z nami. W życiu idzie o to by rozróżnić dobre ziarna od złych, dobrych siewców od złych. Nie dać sobie zasiać niepokoju w sercu, marazmu, beznadziei, stałego narzekania. Złych siewców od siebie odsuwać. Bo po co zachwaszczać swoje serce…

Najlepszym “ziarnem” sianym wśród ludzi jest dobry przykład własnego życia. Obojętnie czy jestem księdzem czy mechanikiem, fryzjerem czy ważną szychą. To “ziarno” posiane wyda plon, choć trzeba cierpliwości. Pamiętam, że na mojej drodze powołania ważnych było kilka osób, prawdziwych, normalnych, bez przesadnego “nawiedzenia”. Takich, którzy do Boga mnie przyciągnęli. Chociażby jeden ksiądz, który “posiał” we mnie ziarno powołania, a raczej jego przykład. Przykład normalnego faceta, zawsze uśmiechniętego, życzliwego serdecznego. Nie takiego “ą”, “ę”, który trzyma na dystans bo jest “księciem Kościoła”, zalęknionego, zamkniętego, urzędasa. Nie myślałem, że taki może być ksiądz, normalny, że tak powiem. Równy gość – w dobrym znaczeniu tego słowa. Niewiele pamiętam z tego co mówił, ale stale mam jego pogodną postać. Ewangelizował radością.I te radość we mnie zasiał.

Boję się tych wszystkich siewców smutku w sutannach. Poważnych, że aż strach się bać. Jak to mówią: “bez kija nie podchodź”. Mina wykwalifikowanego generała. Uśmiech umarł na ich twarzy. Mnie osobiście taki gościu by nie przyciągnął. Oczywiście ta radość wypływa z wnętrza, z relacji z Jezusem, ze spotkania z człowiekiem, który do kapłana przychodzi jakby do Jezusa. Właśnie ta relacja daje powera.

Wdzięczny jestem tym siewcom, których spotkałem w swoim dotychczasowym życiu. Dzięki nim ukształtowała się moja duchowość. Choć jeszcze wiele mi brakuje, to jednak “idę z radością na spotkanie Pana”… A Ty czytelniku bierz się do roboty, nie obijaj się, siej. Ale pamiętaj, to co SIEJESZ, to będziesz ZBIERAŁ…

  1. Basia
    Lip 18, 2017

    Takim wspanialym Siewca jest ks Karol nie umniejszajac innym .Karol Wojtyła był Lolkiem dla swoich owieczek.Ks Karol to taki kochany Lulus już ma pełno owiec z Gniewina ,pełno ze Starogardu owiec ,co będzie dalej?Przybliża nas do Bozej Radosci ,Miłości. Chwała Ci Boże za Takiego ks KAROLA!!!!😊

  2. Hania
    Lip 18, 2017

    To smutne, że są gdzieś tacy kapłani poważni, bez radości w sercu, pociechy dla siebie i innych. Na pewno muszą być bardzo samotni i nieszczęśliwi, skoro nie potrafią obdarować drugiego człowieka, życzliwością, ciepłym słowem, zrozumieniem, przyjacielskim gestem, uśmiechem czy przytuleniem do serca. Pewnie mają gdzieś głęboko w sercu niezagojone rany, brak przebaczenia. Aż łza mi się kręci w oku, na pewno taki człowiek potrzebuje bardzo dużo miłości, zauważenia, zwrócenia uwagi. Bo przecież kapłan , to tez człowiek – jak my wszyscy. Tak , Jezus zaprasza nas dzisiaj i każdego dnia, abyśmy szli i siali miłość. Miłość którą jest On Sam! Szczególnie tam gdzie jej nie ma. “Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych którzy was prześladują; tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Jeśli bowiem miłujecie, tych którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie?….
    Trudna to miłość, ale jakże doskonała. Warto tak kochać i jest to możliwe, skoro sam Bóg Ojciec zachęca nas do siania takiej miłości, ale my sami z siebie nic nie możemy, bo całe dobro od Ciebie pochodzi Boże.
    Proszę Cię przymnóż mi Twojej miłości, bym mogła ją rozsiewać, rozdawać tam gdzie jej nie ma, zarażać nią, tam gdzie zapomniano o Tobie, wyrzucono z serca, odrzucono! By Twoje światło dotarło i rozjaśniało wszystkie zakamarki ciemności, by promień Twojej miłości Ojcze zaowocował po stokroć i jeszcze więcej.
    By Twoje uzdrowienie dotykało każdego, bez względu na to czy ma wiarę czy nie. Bo Ty Ojcze kochasz nas takimi jakimi jesteśmy i nie masz względu na człowieka. Dla ciebie nie musimy zasługiwać, bo w momencie doświadczenia Twojej miłości, nie będziemy już chcieli grzeszyć tylko kochać. Kochać tak jak Ty kochasz! Amen!