Pewnego razu Jezus przechodził w szabat wśród zbóż. Uczniowie Jego, będąc głodni, zaczęli zrywać kłosy i jeść. Gdy to ujrzeli faryzeusze, rzekli Mu: Oto Twoi uczniowie czynią to, czego nie wolno czynić w szabat. A On im odpowiedział: Nie czytaliście, co uczynił Dawid, gdy był głodny, on i jego towarzysze? Jak wszedł do domu Bożego i jadł chleby pokładne, których nie było wolno jeść jemu ani jego towarzyszom, tylko samym kapłanom? Albo nie czytaliście w Prawie, że w dzień szabatu kapłani naruszają w świątyni spoczynek szabatu, a są bez winy? Oto powiadam wam: Tu jest coś większego niż świątynia. Gdybyście zrozumieli, co znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary, nie potępialibyście niewinnych. Albowiem Syn Człowieczy jest Panem szabatu.

Drażniący temat. Prawo. Jego pilnowanie, przestrzeganie. Oczywiście jak to faryzeusze mają w modzie czy zwyczaju czepiają się wszystkiego jeśli jest ku temu okazja. I nadarzyła się takowa z Jezusem i Jego uczniami w roli głównej. Uczniowie popełniają straszną “zbrodnie”, zrywają kłosy i… jedzą. Jezus im pociska, przypomina kilka zdarzeń. Jednakże mają gdzieś to co On mówi, żyją przekonaniem – Prawo ponad wszystko! Człowiek się nie liczy i w konsekwencji tym prawem zabijają człowieka. Jezus wskazuje im na priorytety: “Tu jest coś większego niż świątynia”. Czyli w centrum jest człowiek. To prawo ma służyć człowiekowi i nie człowiek prawu. Czy czegoś się nauczyli z tej lekcji? Wątpię. I to mocno.

Gdy byłem w poprzedniej parafii, chodząc na kolędę jedna Pani zaprosiła mnie na obiad, był to akurat piątek. Pani bardzo uprzejma, życzliwa, serdeczna przygotowała suto zastawiony stół. Rosół, mięsiwo, same konkrety. Ministranci ucieszenie, ale z drugiej stroną mówią po cichu, że dziś jest piątek, śmiejąc się oczywiście. Pani o tym zapewne nie wiedziała, bo z Kościołem wspólnego za wiele nie miała. I co należało zrobić? Duchowieństwo było podzielone, bo dla jednego to zgorszenie i “za niskie progi”, tym bardziej, że do Kościoła nie chodzi(jakby to był jakiś wyznacznik). Zmierzył swoją miarą. Drugi poszedł, pobłogosławił i zjadł żeby kobiecie przykrości nie zrobić, bo wtedy może w ogóle “na czarnych” by się obraziła. I to taki wielki grzech? Zresztą lepiej zjeść w piątek chleb z pasztetową czy metką niż łososia, bo co to za post…Prawo dla prawa. Nie jem za 5 zł zjem za 25 zł…

Może być inne wyrzeczenie, bardziej przemyślane i głębokie niż niejedzenie kiełbaski…Ale pewnie zaraz współcześni  “faryzeusze” podniosą larum…