życie i dobro…

Opublikowany

Życie mnie na jakiś czas “unieruchomiło”. Bywa. Widać trzeba było się zatrzymać, Bóg lubi podkładać “haki” od czasu do czasu i znajdzie milion sposobów na człowieka. Zresztą wie co robi. I po co to robi 😉

W tym czasie przymusowego “zatrzymania się” doświadczyłem przeogromnej dobroci wielu ludzi. Tak! Wspólny mianownik tych wszystkich ludzi to dobroć. Wylewała się zewsząd i w różnych postaciach. Niespodziewanie, po cichu, z sercem na dłoni. Jestem pod wielkim wrażeniem, to racja, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, na nich zawsze można liczyć. Cierpienie, niedogodność są zawsze wielkim sprawdzianem dla ludzkich relacji. Weryfikują wiele.

Zawsze mnie uczono, że dobroć do człowieka wraca. Ufam, że wróci do Was wszystkich stokrotnie. Daj Boże. Lew Tołstoj pisał, że “Dobro rodzi się wtedy, gdy zapomina się o sobie”. Jakże trzeba być wielkim człowiekiem by zapomnieć o sobie i pomyśleć o innych, nie czasem, ale często. Dziękuję Wam za to z całego serca i chowam Was w wieczornej modlitwie…Mam szczęście do dobrych ludzi, Bóg mi stale stawia ich na mojej kapłańskiej drodze. Czy nie za bardzo mnie rozpieszcza?