SIEJ I TYLE!

Opublikowany

I mówił im wiele w przypowieściach tymi słowami: Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał niektóre [ziarna] padły na drogę, nadleciały ptaki i wydziobały je. Inne padły na miejsca skaliste, gdzie niewiele miały ziemi; i wnet powschodziły, bo gleba nie była głęboka. Lecz gdy słońce wzeszło, przypaliły się i uschły, bo nie miały korzenia. Inne znowu padły między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je. Inne w końcu padły na ziemię żyzną i plon wydały, jedno stokrotny, drugie sześćdziesięciokrotny, a inne trzydziestokrotny.

I tak dalej… Pewnie każdy z nas zna przypowieść o siewcy i ziarnie. Zresztą wokół nas wielu siewców, każdy z nas COŚ sieje. Można siać uśmiech, dobro, radość, ale też można siać ploty i głupoty. Różnie bywa z nami. W życiu idzie o to by rozróżnić dobre ziarna od złych, dobrych siewców od złych. Nie dać sobie zasiać niepokoju w sercu, marazmu, beznadziei, stałego narzekania. Złych siewców od siebie odsuwać. Bo po co zachwaszczać swoje serce…

Najlepszym “ziarnem” sianym wśród ludzi jest dobry przykład własnego życia. Obojętnie czy jestem księdzem czy mechanikiem, fryzjerem czy ważną szychą. To “ziarno” posiane wyda plon, choć trzeba cierpliwości. Pamiętam, że na mojej drodze powołania ważnych było kilka osób, prawdziwych, normalnych, bez przesadnego “nawiedzenia”. Takich, którzy do Boga mnie przyciągnęli. Chociażby jeden ksiądz, który “posiał” we mnie ziarno powołania, a raczej jego przykład. Przykład normalnego faceta, zawsze uśmiechniętego, życzliwego serdecznego. Nie takiego “ą”, “ę”, który trzyma na dystans bo jest “księciem Kościoła”, zalęknionego, zamkniętego, urzędasa. Nie myślałem, że taki może być ksiądz, normalny, że tak powiem. Równy gość – w dobrym znaczeniu tego słowa. Niewiele pamiętam z tego co mówił, ale stale mam jego pogodną postać. Ewangelizował radością.I te radość we mnie zasiał.

Boję się tych wszystkich siewców smutku w sutannach. Poważnych, że aż strach się bać. Jak to mówią: “bez kija nie podchodź”. Mina wykwalifikowanego generała. Uśmiech umarł na ich twarzy. Mnie osobiście taki gościu by nie przyciągnął. Oczywiście ta radość wypływa z wnętrza, z relacji z Jezusem, ze spotkania z człowiekiem, który do kapłana przychodzi jakby do Jezusa. Właśnie ta relacja daje powera.

Wdzięczny jestem tym siewcom, których spotkałem w swoim dotychczasowym życiu. Dzięki nim ukształtowała się moja duchowość. Choć jeszcze wiele mi brakuje, to jednak “idę z radością na spotkanie Pana”… A Ty czytelniku bierz się do roboty, nie obijaj się, siej. Ale pamiętaj, to co SIEJESZ, to będziesz ZBIERAŁ…