wieczny tułacz…

Opublikowany

A gdy przyjdziecie do jakiegoś miasta albo wsi, wywiedzcie się, kto tam jest godny, i u niego zatrzymajcie się, dopóki nie wyjdziecie. Wchodząc do domu, przywitajcie go pozdrowieniem. Jeśli dom na to zasługuje, niech zstąpi na niego pokój wasz; jeśli zaś nie zasługuje, niech pokój wasz powróci do was!

Ksiądz to nie jest człowiek, który prowadzi osiadły tryb życia. Ksiądz to człowiek w drodze, to człowiek “na zawołanie”, jak pogotowie. Ale to zawołanie ma być konkretne, nie czyjeś “widzimisię”. Nie może być on “maskotką” i zabawiać tych, którzy by chcieli być zabawiani, ani trzymać z tymi, którzy uważają, że z księdzem tak fajnie się trzymać, że to w dobrym tonie i w ogóle. Nie. Ksiądz powinien być zawsze synonimem głębi. Ukazywać ją, do niej prowadzić. Ba, sam winien prowadzić głębokie a nie płytkie życie. Ludzie tak bardzo potrzebują Boga, kto ma więc im Go dać jak nie kapłan?

Jako ksiądz przekonałem się nie raz, że życzliwość ludzi jest przeogromna, a gościna przeobfita we wszytko. Bo ludzie mają wielkie serce. Ksiądz niesie ze sobą błogosławieństwo, jest tylko osiołkiem, który niesie Pana, i robi to często tak ułomnie, nieporadnie. Jednakże Pan się tym nie przejmuje. Ważnie by Go zanieść, a wraz z Nim pokój, którego nigdzie nie można kupić. Pokój, który niesamowicie zmienia życie, za którym tylu tęskni i wiele by dało, by go mieć. Ile domów, mieszkań już odwiedziłem sam Bóg wie, ja tylko szedłem On robił resztę. Owszem były i takie domy jak te z dzisiejszej Ewangelii, gdzie czułem fałsz, zakłamanie ukryte pod pozorem gościnności. Wychodziłem stamtąd z bólem serca a potem dowiadywałem się, że nie raz wbijano przysłowiowy nóż w moje plecy. Taki los “wędrowców”. Nie można się zniechęcać. Trzeba iść dalej z pokojem w sercu i błogosławić. Bo ksiądz to trochę taki wieczny tułacz…Niby ma dom, ale tak naprawdę go nie ma.