śp. Władysław I OIOM…

Opublikowany

Rutyna wkrada się wszędzie, w życie kapłana także… Trzeba się zatem pilnować żeby w tym, co robimy było jak najmniej mechanizmu, fabrycznego myślenia i działania. A nie jest to proste. Ksiądz odprawia setki mszy świętych, pogrzebów, ślubów, chrzci dzieci, mówi kazania, spowiada. I nie idzie to o to, żeby “odpękał”, robił na odwal i miał z głowy. Ksiądz nie pracuje na akord. To byłoby gorszące. Zresztą ludzie to zauważą od razu. Każdy człowiek, który do księdza przychodzi ma swoją historię, zranienia, uczucia. Każdego zatem nie da się włożyć do jednego wora. Potrzeba indywidualnego podejścia. Najlepszymi “nauczycielami” dla księdza są ludzie. Dziś mogę powiedzieć, że takim “nauczycielem” był dla mnie mój chory. Na imię miał Władysław. Zawsze w pierwszą sobotę miesiąca biegłem do niego z Komunią świętą, bo sam już do Kościoła nie był w stanie przybiec. Męczył go pan rak i… zamęczył. Bardzo cierpiał, ale jednocześnie miał w sobie niesamowite pokłady pokory. Skąd on czerpał siły? To był człowiek wiary, tak jak jego cały dom. Co miesiąc skrupulatnie przystępował do spowiedzi świętej, nawet gdy nie mógł mówić, grzechy pisał na kartce. Gdy nie mógł przyjmować Komunii świętej z powodu rurki w gardle prosił by choć “odrobinkę Jezusa” wpuścić mu do rurki, był nieustępliwy… Taka tęsknota w nim siedziała. Jakże on kochał Jezusa eucharystycznego. Jaką piękną pobożność miał. Byłem zawstydzony wiarą tego człowieka.
W ostatnich dniach jego pokój przypominał trochę pokój szpitalny, OIOM, aparatury, rurki, odpowiednie nawilżanie powietrza i jego żona niczym lekarz i pielęgniarka, z miłością, ale też i bezradnością pochylająca się nad nim. Odmawiająca z nim pacierze, współ-bolejąca, współ-czująca. Tak, ten pokoik to był taki mini OIOM. ODDZIAŁ INTENSYWNEJ OPIEKI MODLITEWNEJ. Dziś już nie cierpisz. Miłosierny wezwał Cię w godzinie miłosierdzia.Tak mocno ściskałeś wtedy różaniec i całowałeś moje kapłańskie ręce, a mnie zrobiło się tak głupio, taki zażenowany byłem, nie wiedziałem co mam Ci powiedzieć, zaśpiewałem Ci pieśń do Ducha świętego. Tyle mogłem.
Jutro znowu pójdę do swoich chorych, Twoje mieszkanie Władysławie ominę, nie przyniosę Ci już Komunii świętej, bo dziś spotykasz się z już z tym, który jest KOMUNIĄ! Dziękuję Tobie za te lekcje z człowieczeństwa i z miłości do Eucharystii. Nawet nie wiesz ile one mi dały… Dziękuję, że nie pozwalałeś mi na rutynę…