armia Boga…

Opublikowany

Twardego karku i opornych serc i uszu! Wy zawsze sprzeciwiacie się Duchowi Świętemu – to ostre słowa św. Szczepana do ludu, starszych i uczonych. Nieźle z nimi pojechał. Nie mógł zdzierżyć tego, jak bardzo są daleko od Ducha świętego. Z własnej winy, ponieważ byli to ludzie niesamowicie zamknięci na Ducha świętego, zacietrzewieni, zabarykadowani przed Duchem świętym. Najlepiej chcieliby o nim zapomnieć, zamknąć Go w lochu niepamięci.

Franciszek przypomina, że „chrześcijanie o mentalności uczonych w Piśmie niszczą dzieło Ducha Świętego” . Wielu jest takich. To jest smutne, trzeba wielkiej modlitwy aby się obudzili, by nie kpili i nie wyśmiewali tych, którzy są posłuszni Duchowi świętemu, idą za Jego natchnieniami i co więcej, widzą owoce działania samego Boga. Trzeba być albo głupim albo wrednym, żeby mówić wiele niedorzeczności na temat Ducha świętego, który w dzisiejszym wieku tak mocno się objawia i tak mocno działa. Wystarczy otworzyć Pismo Święte i czytać je z wiarą. Wśród takich ludzi są niestety księża, którzy z pogardą, głupim uśmieszkiem patrzą na tych „duchaczy”, „nawiedzonych”. Niestety w seminariach wciąż kuleje strona charyzmatyczna, tak mało na ten temat się mówi. Kładzie się nacisk na intelekt, wiedzę. Oczywiście wszystko jest potrzebne, tylko szkoda, że potem wychodzą księża przeintelektualizowani, może o ogromnej wiedzy, ale słabej wierze. A ludzie potrzebują wierzących księży…

Dlaczego tylu duchownych wystygło, dlaczego posłali Ducha świętego na „wieczny odpoczynek”? Dziwi to, że nie chcą mieć z Nim wiele wspólnego. Tak nie może być. To nie jest Ewangelia.

„Jak może wiecie – bo wiadomości rozpowszechniają się szybko – w pierwszych latach Odnowy Charyzmatycznej w Buenos Aires nie bardzo lubiłem tych charyzmatyków. I mówiłem o nich: «Sprawiają wrażenie, jakby to była szkoła samby!». Nie podzielałem ich sposobu modlenia się i bardzo wielu nowych rzeczy, jakie dokonywały się w Kościele. Później zacząłem ich poznawać i na koniec zrozumiałem, jakie dobro wyświadcza Kościołowi Odnowa Charyzmatyczna. A ta historia, która zaczyna się od «szkoły samby» i się rozwija, kończy się w szczególny sposób: parę miesięcy przed tym, jak uczestniczyłem w konklawe, zostałem mianowany przez Konferencję Episkopatu asystentem duchowym Odnowy Charyzmatycznej w Argentynie” – wspomina papież Franciszek i mówi dalej: „Kiedy myślę o was, charyzmatykach, nasuwa mi się na myśl obraz samego Kościoła, ale w sposób szczególny: myślę o wielkiej orkiestrze, w której każdy instrument jest inny od drugiego, a także głosy są różne, ale wszystkie są potrzebne, by wybrzmiała harmonia muzyki”.
Duch święty to pierwsze charyzmatyk w Kościele, jeśli tak można powiedzieć, dlatego my nie możemy być nie-charyzmatyczni… Jesteśmy armią Pana.Trzeba pozwolić działać MU w nas i przez nas. Broń Boże się MU nie sprzeciwiać…

coś do poczytania ;)

Opublikowany

Dziś wróciłam z Warszawy, gdzie miałyśmy tzw. zebranie prowincjalne, czyli spotkanie sióstr z całej Polski. Te spotkania są dla mnie zawsze ważnym wydarzeniem. Oprócz tego, że mogę się spotkać ze swoimi współsiostrami ze Zgromadzenia, to przede wszystkim łapię zupełnie inną perspektywę, która mi pokazuje, że nie jestem sama, że jestem częścią większej całości. To nie znaczy, że ze wszystkimi muszę się zgadzać i że wszystko co robimy jest proste łatwe i przyjemne, ale znaczy to, że mój codzienny trud, na którym się często koncentruję, ma sens, jeśli włoży się go do większej układanki. Na najgłębszym poziomie towarzyszy nam wszystkim to samo przekonanie, że Jezus posyła nas by głosić miłość Serca Jezusa na tym świecie.

Bardzo podobnie jest z naszą obecnością w Kościele. Kościół to nie budynek, ani nie hierarchowie, nawet nie księża i osoby zakonne. Kościół to my wszyscy. Pewnie większość z nas to wie, ale nie koniecznie większość z nas to czuje. Jeśli przychodzimy tylko na Eucharystię w niedzielę i święta i przyjmujemy księdza po kolędzie, to może się okazać, że wcale nie czujemy się członkami ogromnego Kościoła. Może pomóc nam uświadomienie sobie, że chrześcijaństwo jest wyznawane przez największą liczbę osób na świecie i że w każdym zakątku ziemi ktoś w tym dniu słyszy dokładnie te same czytania, wypowiada te same słowa i przede wszystkim przyjmuje to samo Ciało Chrystusa. Ale to nadal może nie wystarczyć, byśmy poczuli się częścią tej większej całości.

My potrzebujemy bliskiej wspólnoty, ludzi, z którymi będziemy ramię w ramię zmierzać do Królestwa Niebieskiego. Potrzebujemy przyjaciół, którzy nam pomogą, kiedy zaczniemy schodzić z właściwej drogi. Potrzebujemy wokół siebie ludzi szalonych dla Jezusa, którzy będą nam pokazywać, że warto zawalczyć o dobro. I to nie znaczy, że ci wszyscy ludzie będą idealni, bo Kościół, to też ten sąsiad z ławki obok, którego nie lubię i ta pani co zawsze fałszuje. Ważne jednak, że będzie im wszystkim przyświecał ten sam cel – zbawienie.

Jeśli Twoja parafia nie jest dla Ciebie takim miejscem, to spraw żeby takim się stała. Jeśli nie jesteś w stanie, to szukaj innego miejsca, innej wspólnoty, innych ludzi. I nie spocznij dopóki nie znajdziesz prawdziwego Kościoła. On naprawdę istnieje!

Wpis pierwotnie ukazał się na blogu s. Ewy Bartosiewicz RSCJ.