(s)tracić…

Opublikowany

Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa.

Tak bardzo trzymamy się życia. Chcielibyśmy je zachować możliwie jak najdłużej. Nawet babcia, która ma 90lat chciałaby cieszyć się nim chociażby jeszcze kilka lat. Niby po tamtej stronie jest tak dobrze, tak pięknie, bez cienia bólu, chorób, bez zmarszczki, ale jakoś nikomu się tam nie śpieszy. Nie chcemy tak łatwo oddać tego życia. A najlepiej jeśli ono by było jedną wielką sielanką. Bez chorób, cierpienia, trudu, wysiłku, bez ludzi, którzy psują nam krew. Pełne przyjemności. Bez krzyża. To ułuda. Pokusa. Nie umiemy tracić, może inaczej, nie chcemy tracić bo kochamy zysk. Pożądamy mieć, lubimy bogacić się bez końca, we wszystko.

A Pan pokazuje inną drogę: straty. Tracić życie, czas, dobra materialne, uśmiech, siły, zdrowie, dobre słowo – dla drugiego. Nie oszczędzać się na “czarną godzinę”, bo każda może nią być. Zmęczyć się człowiekiem. Urobić się po pachy. Porządnie spocić się. Sparzyć się. Być wg. świata naiwniakiem. Dać się ukrzyżować słowem, sądem. Pozwolić się ogryźć do kości. I po ludzku przegrać. Po Bożemu odnieść zwycięstwo. Jak kto woli. Tylko mnie interesuje to, co woli Bóg…