WIĘCEJ…

Opublikowany

Gdy przestał mówić, rzekł do Szymona: Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów!
Chrześcijaństwo to głębia. Niesamowita. Fascynująca. Nieodkryta. Porywająca. Chrześcijanin to człowiek Chrystusa. Nie może więc mu wystarczyć paciorek rano i wieczorem do bozi. I oczywiście tradycyjne odstanie godzinki w niedzielę w Kościele. On powinien chcieć więcej, odbić od brzegu, nie stać na mieliźnie lenistwa. Wciągać ludzi w wiarę, wyjść do nich z inicjatywą, prowadzić ich, towarzyszyć, nawet jeśli z jednej i drugiej strony pojawią się błędy. Papież Franciszek pisze “Wyjdźmy, wyjdźmy, by ofiarować wszystkim życie Jezusa Chrystusa. Powtarzam tu całemu Kościołowi to, co wielokrotnie powiedziałem kapłanom i świeckim w Buenos Aires: wolę raczej Kościół poturbowany, poraniony i brudny, bo wyszedł na ulice, niż Kościół chory z powodu zamknięcia się i wygody z przywiązania do własnego bezpieczeństwa. Nie chcę Kościoła troszczącego się o to, by stanowić centrum, który w końcu zamyka się w gąszczu obsesji i procedur”. Taki zalękniony “Kościół” boi się iść w głąb. A kapłani tego Kościoła są zamknięci na cztery spusty w cieplutkich plebaniach obwarowanych alarmami i kamerami. Pełni fobii. Zamknięci przed Duchem świętym. Boją się wypłynąć na głębie. Ich problemy są za to “wielkie”, np. czy ktoś podczas “Ojcze nasz” na mszy świętej podniesie ręce do góry bo to przecież nie liturgiczne, tak bardzo pilnują “jedności”. Szkoda, że przestali troszczyć się o ludzi. A Pan mówi dziś dobitnie: WYPŁYŃ na GŁĘBIE… Nawet jeśli kapłani nie reprezentują głębi, nie chcą jej, odrzucają, negują, my płyńmy w głąb. Warto…