Sobota pełna Boga. Z rana kolęda kapłanów z biskupem Wiesławem. Wspólny brewiarz,błogosławieństwo i obiad. Potem prędki na Kochanki… Dziwnie brzmi prawda? Można się zgorszyć. Otóż kochanki to jedna z ulic w Starogardzie 😉 Więc dziś kolęda “na kochankach”. Idziemy im zanieść miłość Boga, który kocha przeogromną miłością. Wiele życzliwości, serdeczności, głębokich rozmów, o Bogu, wierze, o życiu. Już niedługo będę jak ten ksiądz z reklamy, który na kolędy zażywa Rapacholin. Tu kawa, tam ciasto, tu lasagna, tam kolacyjka… I kilka kilogramów więcej. “Ksiądz musi dobrze wyglądać” – ma się rozumieć “grubo”. Oj dbają parafianie o to by waga księdza skoczyła do przodu 😉 Dobrze, że mam orbitreka, inaczej ciężko by było. Naprawdę cieszy ten otwarty dom dla Pana, który przychodzi pod postacią księdza. Czuję się w domu wiarę, miłość, radość. Ale też czuję się zaprzeczenie tego wszystkiego. Siadasz, chcesz zagadać, a tu cisza bądź suche “tak”, “nie”, w domyśle “kiedy on wreszcie sobie pójdzie”; “uff, już po, na rok spokój…”.
Wieczorem uwielbienie. Czas modlitwy z tymi, którzy chcą “więcej” i “bardziej”. Śpiewamy i radujemy się, że On jest i tyle. Uwielbiamy Go we wszystkim. Cieszymy się sobą, swoją wiarą. A ON pewnie cieszy się nami… A raczej NA PEWNO cieszy się nami 😉 Chwała Panu!