cichy wstawiennik…

Opublikowany

Z nastaniem wieczora, gdy słońce zaszło, przynosili do Niego wszystkich chorych i opętanych; i całe miasto było zebrane u drzwi. Uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami i wiele złych duchów wyrzucił…

Gdy tak siedzę pod wieczór w fotelu vis a vis mojego ołtarza z Matką Bożą z Medjugorje, zerkam na kosz pełne zdjęć, próśb, coraz to większy. Ten widok mnie zawsze wzrusza i gdy się zawsze za tych ludzi modlę to wierzę, że widok ten również wzrusza Maryję i Jezusa. Wierze, że Matka z Synem stale błogosławią tym ludziom i działają w ich życiu cuda, te duchowe i te fizyczne. Przecież dziś czytam, że „uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami”. Dziś też to może zrobić, ja mogę Go jedynie prosić, wstawiać się, do Niego należy reszta. Raki, migreny, tarczyce, kręgosłupy, żołądki, wątroby, choroby skóry, depresje, lęki, alkoholizm, hazard, nieczystość, zdrady – to Mu dziś przynoszę. A On niech robi z tym porządek, niech działa, niech objawia się Jego chwała nad tymi biednymi ludźmi. Przynoszę Mu ich każdego dnia wierząc w Jego moc. Wczoraj zaskoczył mnie mój dobry kolega, gdy przyszedł do mnie pogadać, poprosił byśmy się razem pomodlili. Po chwili dodał by pomodlić się nad tymi, którzy „znajdują się” w koszyku, i nad tymi, którzy ich „przynieśli”. Zaskoczył mnie pozytywnie. To budujące, że ktoś przychodząc do mnie nie myślał tylko o modlitwie za siebie, ale i za innych. Widziałem jak świeciły mu się oczy, poprosiłem go, żeby sam poprowadził modlitwę, zrobił to tak pięknie od serca, nawet mnie by tak nie poszło. Wiem, że Bóg nie był obojętny w tej modlitwie. Więcej takich ludzi… Z taką wiarą! Poprosiłem go żeby został takim cichym wstawiennikiem. Obiecał, że każdego dnia będzie się modlił za tych ludzi… Czy to nie piękne?