“gościu” i Vianney

Opublikowany

Są na tej ziemi ludzie, którzy nas inspirują. Inspirują nie-ziemsko, ale bosko. Do dobra, piękna, świętości, do wielu wspaniałych rzeczy. Dzięki Bogu za nich. Ostatnio jeden taki “gościu” zainspirował mnie, żeby sięgnąć do rozważań świętego księdza Vianneya. Sam ponoć pochłania jego kazania i wciąż nie ma dosyć.
Miałem tę radość odwiedzić maleńkie Ars we Francji, gdzie Vianney był proboszczem. Odprawialiśmy mszę przy jego szklanej trumnie, widzieliśmy jak mieszkał, gdzie spowiadał. Dotykaliśmy osobiście tej świętości przez kilka dni. Vianney to był niezły mocarz ducha. Całe jego życie było wskazywaniem ludziom drogi do nieba. On kochał to robić. Takich Vianneyów dziś nam potrzeba jak nic. Zazdroszczę mu z całych sił. Choć nie dorastam świętemu z Ars do pięt to om mnie mobilizuje do wspinania się wzwyż…

Oddaję głos świętemu:

„Mój Boże, udziel łaski nawrócenia mojej parafii. Jestem gotów cierpieć wszystko, co tylko zechcesz, przez całe moje życie byleby się nawrócili.”

„Nie usiłujmy pozbyć się Pana jak kamyka z buta.”

„Dobry pasterz, ukształtowany według serca Boga jest największym skarbem, jaki Bóg może przydzielić parafii. Jest to najcenniejszy dar Bożego miłosierdzia.”

“Dobrą modlitwą możemy rozkazywać niebu i ziemi.”

“Kiedy chce się zniszczyć religię, zaczyna się od ataków na kapłanów, bo tam, gdzie nie ma kapłana, nie ma już ofiary i religii.”

“Zazdrośnikowi każdy znak dobroci Boga względem bliźniego przeszywa serce smutkiem i jak ostry grot wewnętrznie go zabija.”

“Dusza, która ma Ducha Świętego, rozsmakowuje się w modlitwie tak, że czas na nią wydaje się jej zawsze zbyt krótki – nigdy nie traci świętej obecności Boga.
Wraz z Duchem Świętym wszystko widzimy duże: widzimy wielkość najmniejszych czynów spełnionych dla Boga oraz wielkość najmniejszych błędów.”

“Kiedy dziś wieczorem będziecie się kładli spać, wyobraźcie sobie, że leżycie w trumnie, z rękami złożonymi na krzyż, z oczyma zamkniętymi na wieki, przykryci śmiertelnym całunem. A potem powiedzcie sobie: czego bym pragnął w takiej chwili? Moja dusza zabrudzona jest tyloma grzechami, za które nie otrzymałem jeszcze przebaczenia. Czy tak chciałbym stanąć na sądzie Bożym? Czy w godzinie śmierci będę miał przy sobie spowiednika? Przecież gdybym umarł nagle, poszedłbym do piekła. Nie będę więc zwlekał, ale natychmiast zmienię swoje życie, żeby odzyskać utraconą przyjaźń Boga i prawo do nieba.”

Dzięki za inspirację Vianneyowi i “gościowi”…