“ten od głupich dzieci…”

Opublikowany

Wielu z nas chciałoby kochać bardziej, mocniej, piękniej, szlachetniej. Tak jak Jezus. Daleka droga przed nami… Wyprawa w “Himalaje” serca, zdobycie wymarzonego szczytu. Póki co, przychodzą tylko nieproszone sny o miłości z nie-prawdziwego zdarzenia, z tęsknotą jak za latem, które już nie wróci, z uzależniającym zapachem sadów z beztroskiego dzieciństwa, koniecznie pełnych bzu. Jesteśmy w jakiejś części niepełnosprawni w miłości. Sercowo niedorozwinięci. Chcemy kochać bez miłości. Rozklekotani do cna. Wciąż uczymy się na nowo… kochać, żyć, umierać… Wieczni studenci.
Dedykuję Wam dziś “na dobranoc” wiersz ks. Twardowskiego, pomyślcie sercem:

do moich uczniów

Uczniowie moi, uczennice drogie
ze szkół dla umysłowo niedorozwiniętych,
Jurku z buzią otwartą, dorosły głuptasie –
gdzie się teraz podziewasz, w jakim obcym tłumie –
czy ci znów dokuczają, na pauzie i w klasie –
Janko Kąsiarska z rączkami sztywnymi,
z nosem, co się tak uparł, że pozostał krótki –
za oknem wiatr czerwcowy z pannami ładnymi
Pamiętasz tamtą lekcję, gdym o niebie mówił,
te łzy, co w okularach na religii stają
– właśnie o robotnikach myślałem z winnicy,
co wołali na dworze: Nikt nas nie chciał nająć
Janku bez nogi prawej, z duszą pod rzęsami
– garbusku i jąkało – osowiały, niemy –
Zosiu, coś wcześnie zmarła, aby nóżki krzywe
– szybko okryć żałobnym cieniem chryzantemy
Wiecznie płaczący Wojtku i ty, coś po sznurze drapał się,
by mi ukraść parasol, łobuzie,
Pawełku z wodą w głowie, stary niewdzięczniku,
coś mi żabę położył na szkolnym dzienniku

Czekam na was, najdrożsi, z każdą pierwszą gwiazdką
z niebem betlejemskim, co w pudełkach świeci-
z barankiem wielkanocnym – bez was świeczki gasną
i nie ma żyć dla kogo.

Ten od głupich dzieci