mój różaniec…

Opublikowany

Kocham różaniec bo kocham Maryję. Ta kobieta jest nieziemska! Oczarowała mnie Sobą od młodych lat, nie mogłem Jej odmówić. Zaprosiłem Ją do swojego życia. Mój dziadek, już świętej pamięci, bardzo ją kochał. Widok pochylonego staruszka trzymającego w ręku różaniec był dla mnie niesamowitą lekcją. Dziś pewnie w niebie szepcze Jej do ucha o swojej miłości.
Jakże ważne jest, żeby dzień i wnuki widzieli rodziców, dziadków z różańcem w ręku. Nie wstydźcie się tej modlitwy. Klęknijcie wieczorem i razem zmówcie choć dziesiątkę różańca, top nieważne, że dzieci będą biegały po pokoju, zostawcie je, módlcie się, dzieci was widzą i uczą się. Dziś napisał mi “taki jeden”: “przypomniało mi się jak uczyłeś mnie różańca w drodze do Pelplina”. Pojętny uczeń, słuchał sercem. Dziś z różańcem się nie rozstaje. Kocham Was różańcowi ludzie, żebyście widzieli jacy piękni jesteście. Macie takie inne oczy, takie inne twarze. Boże mój jak ja się Wami ciesze, dzieci Maryi. Piaseckiej, Wejherowskiej, Gietrzwałdzkiej, Lourdzkiej, Fatimskiej, Medjugorskiej. Mój święty papieżu Karolu, jak Ty ją kochałeś, byłeś “totus tuus”. Obiecuję Tobie, że ja też będę cały Jej.
Różaniec to potężna broń, możecie nią rozwalić szatana i jego plany. Jedno “Zdrowaś Maryja” trzęsie całym piekłem. Św. Łucja mówi, że “w życiu ludzkim nie ma takiego problemy, którego nie dałoby się rozwiązać za pomocą modlitwy różańcowej”. Świętym się nie zostanie bez różańca w ręku… To niemożliwe. Modlić się na różańcu to stale przebywać w obecności Maryi. Spróbuj. Nie pożałujesz…