BLOG

Ksiądz Karol Ciesielski

wejścia

Główna|wejścia |Unique

  • ostatnie 24 h: 853
  • ostatnie 7 dni : 6 991
  • 30 dni: 29 515
  • teraz online: 5

Znaki. Ubolewa dzisiaj Jezus, że umiemy „wróżyć” z chmur pogodę, która ma być następnego dnia, a nie umiemy czytać znaków, które daje nam On sam. A daje ich każdego daje miliony, tylko my zawsze swoje, jesteśmy ślepi i mamy klapki na oczach. Tych znaków, które daje nam sam Jezus nie tolerujemy i zawsze potrafimy je sobie po swojemu, a nie po Jezusowemu wytłumaczyć, kanonizując nasz rozum.

Dzisiaj niestety znaki się zacierają. Weźmy chociażby tęczę. W Starym Testamencie symbol przymierza Boga z człowiekiem. A w naszych czasach? Geje ukradli nam ten znak. Przywłaszczyli go sobie. I taki pomnik nienormalności można nawet podziwiać w „wyzwolonej”  i nowoczesnej Warszawie na (o zgrozo!) Placu Zbawiciela. No bo taka moda nastała. Oczywiście, że Bóg kocha gejów, ale nie kocha ich gejostwa. Szkoda, że tego nie rozumieją i wszędzie muszą się z tym obnosić. Nie jestem za paleniem tęczy, ale też od razu nie trzeba ubierać czarnego stroju i ogłaszać żałoby  narodowej gdy spłonie. A wandalizm tych czy innych trzeba karać, bo on z chrześcijaństwem nie ma nic wspólnego. Nie popadajmy jednak w paranoję, bo ona jest złym doradcą, zapewne kazałaby w myśl poprawności politycznej i przekrętnie rozumianej tolerancji , zebrać wolontariuszy pod Kościołem, którzy będą zbierać na odbudowę „świętej tęczy”, bo dla kochających inaczej jest kolorowym cielcem lub bożkiem. Nie dajmy się zwariować…

Wróciłem przed chwilą z adoracji, będzie w naszym Kościele trwała całą noc, więc trzeba sobie budzik nastawić bo On będzie czekał. To jest niesamowity ZNAK! Biały chleb, a w Nim ukryty sam Bóg. To mocny i pokorny znak, że Bóg nie umie nie kochać, dlatego zostawił się w tym niepozornym i kruchym opłatku, aby przypominać o miłości.

Kochani! To już w sobotę 25 października 2014 roku, o godz. 19.30 spotykamy się w starogardzkim wieczerniku u św. Katarzyny. Pan czeka na nas! Wspólna, gorąca modlitwa człowieka pełnego wiary ma cudowną  moc! Przyjdź! Przyjedź! Przyprowadź drugiego. Niech będzie nas jak najwięcej, by uwielbić Pana. Proszę o zabranie ze sobą soli i oliwy z oliwek, będziemy te sakramentalia egzorcyzmować.

Jest tydzień misyjny w Kościele. Myślę sobie czy jest we mnie coś z misjonarza? Jaką misją mam do spełnienia? Na co Panu Bogu mogę się jeszcze przydać? Może gdzieś do Afryki polecieć? Może do zlaicyzowanej Francji? Myślę o tym i nie wykluczam. Już od rana chodzę z tymi pytaniami. I odpowiedź znajduję w mojej szkole. Wśród mojej kochanej młodzieży. Patrzę na nich, rozmawiam, modlę się za nich i z nimi. Jesteś ich misjonarzem – słyszę gdzieś wewnątrz. Przecież są w ich życiu „tereny” gdzie jeszcze nie ma Pana Boga, gdzie boją się Go wpuścić, a więc trzeba Go im tam zanieść. Trzeba zmisjonować ich myślenie i ich młode serducha. Ich życie to jedna wielka mapa, na której widać białe plamy pustki i bezsensu. Trzeba więc brać się do roboty. To ciężka orka. Ale „gra jest warta świeczki”. Tu chodzi o ich dusze.

W październiku przed każdą lekcją z każdą klasą odmawiam dziesiątkę różańca, na początku było ciężko, wstyd przed klasą, nieznajomość „Zdrowaś Maryjo”. Ale weszło w krew. Dziś gdy w jednej klasie zapomniałem o różańcu i chciałem usiąść na krzesło zrobił się mały bunt. „No jak to księdzu, a nie będziemy mówić różańca?!”. Oczywiście, że będziemy. Takie niby drobnostki. To cieszy misjonarza. Nawet nie wiedzą jak. Dzięki Ci Panie za każdego ucznia, który jest jak nowy kraj misyjny, czekający na ciepło Twojej miłości, na uwagę, na zainteresowanie, na dobre słowo, że jest wyjątkowy i kochany.

Pewnemu zamożnemu człowiekowi dobrze obrodziło pole. I rozważał sam w sobie: Co tu począć? Nie mam gdzie pomieścić moich zbiorów. I rzekł: Tak zrobię: zburzę moje spichlerze, a pobuduję większe i tam zgromadzę całe zboże i moje dobra. I powiem sobie: Masz wielkie zasoby dóbr, na długie lata złożone; odpoczywaj, jedz, pij i używaj! Lecz Bóg rzekł do niego: Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, coś przygotował? Tak dzieje się z każdym, kto skarby gromadzi dla siebie, a nie jest bogaty przed Bogiem.

Jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze… Może nam dobrze „obrodzić” pole finansowe w naszym życiu i dzięki temu możemy poczuć się na tyle pewni, że Panu Bogu powiemy „do widzenia”. Widzę właśnie takich ludzi. Czy pieniądze dają szczęście? Przecież bez nich ani rusz. „Proszę księdza jakbym tak ze 100 tysięcy wygrał w totolotka, byłbym szczęśliwy”. Raczej biedny… Jeżeli ktoś uzależnia swoje szczęście od pieniędzy to NIGDY nie będzie szczęśliwy. NIGDY! Ponieważ wciąż będzie miał za mało, i za chwilę to co ma, nie będzie go już satysfakcjonowało. Jeżeli na tym miałoby polegać szczęście, to dlaczego VIP-y różnej maści, którzy mają kasy jak lody popełniają samobójstwa, wieszają się. Ze szczęścia? Czy z braku miłości, której nie kupisz za żadną forsę świata.

Ilu ludzi kasa skłóciła. W rodzinach. Ledwo co mama umarła, jeszcze nie zdążyła wystygnąć, to już zebrały się sępy, żeby rozgrabić, to co zostawiło. Za ŻYCIA o niej nie pamiętali, po śmierci będą kultywować OBŁUDNĄ pamięć i jeszcze ciągnąć się po sądach. No bo mama córce zapisała dywan za 200zł, a synowi stół za 300zł, więc sąd tę różnice musi podzielić, żeby było sprawiedliwie. Ludzie utopiliby się za 5zł w łyżce wody. Czy warto? Bóg takim ludziom daj dzisiaj popalić: „GŁUOPCZE” – mówi do nich, bo głupie i denne jest ich myślenie. Przecież do trumny ze sobą nic nie zabiorą. Bóg chciałby aby „gromadzili” miłość, z nią do Niego pójdą, albo i bez niej, wtedy im współczuję… Nikt z nas nie wie kiedy umrze. Może to mój ostatni blog? Może o mój ostatni dzień? Nie wiem, ale mam żyć jakby właśnie tak mało być. Wiem, że bym się przeraził, bo cienki jestem z miłości, może jakieś okruchy bym Mu zaniósł.

Bóg chwieje bogatymi, by ich ocalić. Chce by mieli dystans do siebie. Z doświadczenie wiem, że zawsze chętnie dają ci, którzy mają mniej, niż wielcy bogacze. Ilekroć szukam sponsorów i proszę o kasę dla mojej młodzieży na jakieś wyjazdy, na atrakcyjne spotkania ze świadkami wiary, na przedstawienia, to ci którzy mają i mogliby dać- milczą na moją prośbę, a tamci dzielą się tym, co mają. Nie są chciwcami, sknerami. Mają otwarte serca i portfele, bo nie oszukujmy się bez pieniędzy wiele inicjatyw by po prostu umarło. Więc cieszę się, że nie dostali bzika z powodu kasy, jak ci kasiaści  i zawsze modlę się, żeby Pan im wynagrodził ich ofiarę po wielokroć.

Papież Franciszek często ostrzega nas przed chrześcijaństwem ograniczającym się do suchych rytuałów i Kościołem rozumianym jedynie jako rodzaj pewnej aktywności, tylko i wyłącznie, duchowieństwa. Mówi, że moc chrztu powinna pobudzać chrześcijan do odważnego głoszenia Chrystusa. Kościół to MY! Ty, ja, prostytutka, alkoholik, złodziej, fryzjer, rolnik, itd. Kościół tworzą ludzie. I ludzie mają w nim działać, a kapłani nie mają im w tym przeszkadzać, tylko pomagać. Nie gasić tylko zapalać. Nie niszczyć tylko budować. Nie zamykać tylko otwierać.

Franciszek jest kapitalny w swoim słowie. „Myślę, o nas, ochrzczonych: czy mamy tę moc i myślę: czy my w to wierzymy? Że wystarcza chrzest, że nie trzeba więcej by ewangelizować? Albo ufamy, że ksiądz powie, że biskup powie … A my? Wtedy łaska chrztu jest trochę nieco skryta, a my zamknięci w naszych myślach, w naszych sprawach. Czasami myślimy: «Jesteśmy chrześcijanami: zostałem ochrzczony, otrzymałem bierzmowanie, pierwszą Komunię … dokumenty mam w porządku». A teraz możesz spać spokojnie, jesteś chrześcijaninem. Ale gdzie jest ta moc Ducha Świętego, która popycha cię naprzód?” Papież wskazuje, że trzeba być wiernym Duchowi Świętemu, a nie utartym schematom, typu: „a bo w naszej parafii ZAWSZE tak było i być MUSI”. To chyba nie jest Boże, bo nie wyczytałem w Piśmie Świętym aby Bóg do czegoś człowieka zmuszał – MUSISZ, koniec, kropka! A po drugie jeśli MUSI tak być, to parafia MUSI umrzeć, prędzej czy później. Bo zabija Ducha Świętego, czyli jakby popełnia „samobójstwo”. Bo przecież odcina się od życia.

Rekolekcje, które dzieją się w naszym mieście pokazują zupełnie coś odwrotnego. Że Kościół jest żywy i otwarty, szeroko otwarty. Wspólnota rodzin, ponad 70 małżeństw zorganizowała w sposób perfekcyjny tę starogardzką ewangelizację. Dzięki Bogu za takich ludzi w Kościele. Oni inspirują. Ładują. Podnoszą. Dają nadzieję. Bo są głosem samego Ducha Świętego. Chwała Panu!