BLOG

Ksiądz Karol Ciesielski

wejścia

Główna|wejścia |Unique

  • ostatnie 24 h: 2 883
  • ostatnie 7 dni : 25 713
  • 30 dni: 80 166
  • teraz online: 10

Drogie dzieci! Moje Niepokalane Serce krwawi patrząc na was w grzechu i w grzesznych obyczajach. Wzywam was, powróćcie do Boga i modlitwy, aby było wam dobrze na ziemi. Bóg przeze mnie wzywa was, aby wasze serca były nadzieją i radością dla wszystkich, którzy są daleko. Niech moje wezwanie będzie lekarstwem dla waszej duszy i serca, abyście wysławiali Boga Stworzyciela, który was kocha i wzywa do wieczności. Dzieci, życie jest krótkie, wykorzystajcie ten czas, by czynić dobro. Dziękuję wam, że odpowiedzieliście na moje wezwanie.

Rutyna wkrada się wszędzie, w życie kapłana także… Trzeba się zatem pilnować żeby w tym, co robimy było jak najmniej mechanizmu, fabrycznego myślenia i działania. A nie jest to proste. Ksiądz odprawia setki mszy świętych, pogrzebów, ślubów, chrzci dzieci, mówi kazania, spowiada. I nie idzie to o to, żeby “odpękał”, robił na odwal i miał z głowy. Ksiądz nie pracuje na akord. To byłoby gorszące. Zresztą ludzie to zauważą od razu. Każdy człowiek, który do księdza przychodzi ma swoją historię, zranienia, uczucia. Każdego zatem nie da się włożyć do jednego wora. Potrzeba indywidualnego podejścia. Najlepszymi “nauczycielami” dla księdza są ludzie. Dziś mogę powiedzieć, że takim “nauczycielem” był dla mnie mój chory. Na imię miał Władysław. Zawsze w pierwszą sobotę miesiąca biegłem do niego z Komunią świętą, bo sam już do Kościoła nie był w stanie przybiec. Męczył go pan rak i… zamęczył. Bardzo cierpiał, ale jednocześnie miał w sobie niesamowite pokłady pokory. Skąd on czerpał siły? To był człowiek wiary, tak jak jego cały dom. Co miesiąc skrupulatnie przystępował do spowiedzi świętej, nawet gdy nie mógł mówić, grzechy pisał na kartce. Gdy nie mógł przyjmować Komunii świętej z powodu rurki w gardle prosił by choć “odrobinkę Jezusa” wpuścić mu do rurki, był nieustępliwy… Taka tęsknota w nim siedziała. Jakże on kochał Jezusa eucharystycznego. Jaką piękną pobożność miał. Byłem zawstydzony wiarą tego człowieka.
W ostatnich dniach jego pokój przypominał trochę pokój szpitalny, OIOM, aparatury, rurki, odpowiednie nawilżanie powietrza i jego żona niczym lekarz i pielęgniarka, z miłością, ale też i bezradnością pochylająca się nad nim. Odmawiająca z nim pacierze, współ-bolejąca, współ-czująca. Tak, ten pokoik to był taki mini OIOM. ODDZIAŁ INTENSYWNEJ OPIEKI MODLITEWNEJ. Dziś już nie cierpisz. Miłosierny wezwał Cię w godzinie miłosierdzia.Tak mocno ściskałeś wtedy różaniec i całowałeś moje kapłańskie ręce, a mnie zrobiło się tak głupio, taki zażenowany byłem, nie wiedziałem co mam Ci powiedzieć, zaśpiewałem Ci pieśń do Ducha świętego. Tyle mogłem.
Jutro znowu pójdę do swoich chorych, Twoje mieszkanie Władysławie ominę, nie przyniosę Ci już Komunii świętej, bo dziś spotykasz się z już z tym, który jest KOMUNIĄ! Dziękuję Tobie za te lekcje z człowieczeństwa i z miłości do Eucharystii. Nawet nie wiesz ile one mi dały… Dziękuję, że nie pozwalałeś mi na rutynę…

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest tym, który uprawia. Każdą latorośl, która we Mnie nie przynosi owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy…”

Znany nieznany autor napisał mi kiedyś: “Jak ogrodnik raz na jakiś czas przycina swym drzewom gałęzie aby pozbyć się tych, które nie przynoszą już owoców a w dodatku wysysają soki zdrowym pędom tak i człowiek powinien czasem zajrzeć do swego ,,ogrodu” i wyciąć to co zbędne”. Właśnie… wspinamy się na górę Syjon obładowani swymi plecakami ,naszym życiowym balastem, który często jest nie do udźwignięcia. Wielokrotnie czasem nieświadomie narzucamy na siebie całe to żelastwo a Jezus mówi, że każda latorośl, która w Nim nie przynosi owocu zostaje odcięta! Weż w łapki “sekator prawdy”. Nie bój się odcinać tego co cię przytłacza, co zabiera ci oddech, co blokuje ci dalszy postęp w drodze do świętości. Tnij! Odcinaj chore relacje z ludźmi i ludzi, którzy są toksyczni, bo nie ma w nich życiodajnych soków tylko śmiercionośna trucizna. Odcinaj to, co prowadzi cię do grzechu, zrób rekonesans swej duszy i usuń to co zbędne… a to co dobre co pnie cię ku górze oczyszczaj i dbaj o to a przyniesie ci owoc obfity. Bądźże w końcu porządnym ogrodnikiem!

Od lutego br. uczestniczę w mszach o uzdrowienie i uwolnienie w Starogardzie Gdańskim.
Gorliwie prosiłam o uzdrowienie mojego brata z alkoholizmu. No i
zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Najpierw okazało się ze brat
powstrzymał się od picia na 3 tygodnie i w tym czasie miałam z nim
kontakt. Później w jego życiu wydarzyło się coś na co długo
wyczekiwała cala rodzina. Wielkie zaskoczenie, bo rozstał się ze swoja
konkubina. Oczywiście zaczął pic dalej, tyle ze ja już miałam do niego
dostęp i bez wahania postanowiłam działać. Kiedy był na tyle trzeźwy
żeby złapać z nim kontakt, pojechałam do niego i wspólnie modliliśmy
się o jego trzeźwość. To istny cud! Od kilku dni brat mój przebywa w
szpitalu, zgłosił się na leczenie. Jestem pewna ze to działanie Boga i
ogromna szansa na trzeźwość. Z własnego doświadczenia wiem, ze nie
będzie łatwo(sama jestem alkoholiczka trzeźwą kilku lat). Mam wiarę, że mu się uda.
Brat pije od 25 lat i wiele razy podejmował
próby zaprzestania picia, jednak dotąd nie widziałam takiej gotowości
u niego jak teraz. Cud, po prostu cud, wiec Chwalmy Pana bo jest
wielki!

Barbara