BLOG

Ksiądz Karol Ciesielski

wejścia

Główna|wejścia |Unique

  • ostatnie 24 h: 678
  • ostatnie 7 dni : 5 008
  • 30 dni: 23 243
  • teraz online: 2

Drogie dzieci! W tym czasie łaski wzywam was wszystkich: więcej się módlcie a mniej mówcie. Na modlitwie szukajcie woli Bożej i żyjcie zgodnie z nią według przykazań, do których wzywa was Bóg. Jestem z wami i z wami modlę się. Dziękuję wam, że odpowiedzieliście na moje wezwanie.

Orędzie dla Ivana z 23.02.2015r.

Drogie dzieci, kochane moje dzieci, również dzisiaj pragnę wezwać was w tym czasie łaski, który nadchodzi, abyście się modlili więcej w waszych rodzinach, abyście odnowili modlitwę w waszych rodzinach. W szczególności módlcie się, drogie dzieci, z waszymi dziećmi. Módlcie się, drogie dzieci, w moich intencjach, o moje plany, które pragnę zrealizować przez moje przybycie tutaj. Módlcie się szczególnie za moje plany pokoju. Matka modli się razem z wami i jest zawsze blisko was. Dlatego zdecydujcie się, zdecydujcie się modlić więcej. Dziękuję, drogie dzieci, że również dzisiaj odpowiedzieliście na moje wezwanie.

 

… a oto tu jest coś więcej niż Salomon (…)  a oto tu jest coś więcej niż Jonasz.

“Wow! Spotkałam w życiu tego przystojnego aktora, mam nawet jego fotkę i autograf. Jestem wniebowzięta” – cieszy się i chwali pewna nastolatka. “Ja to mam zdjęcie z papieżem i z prezydentem USA” – mówi ktoś inny. Co ja wam mam powiedzieć? Nie mam żadnych fotek, ani autografów nikogo znanego, nie spotkałem tych z pierwszych stron gazet czy TV, zresztą nie dbam o to. Mam natomiast smsy, emaile, telefony od prostych ludzi. Z prawdziwym sercem. Takim nie na pokaz, które chce bić wbrew temu światu. Spotykam każdego dnia ludzi poranionych. Na duszy, ciele. Przychodzą na rozmowę, na spowiedź. Po dobre słowo, po nadzieję. I powiem wam, że to jest dla mnie zaszczyt. Wiecie dlaczego? Bo widzę w nich Chrystusa. Frasobliwego. Umęczonego plotkami. Płaczącego ze wstydu. Ukrzyżowanego. Samotnego w miłości. W więzieniu grzechu, nałogu. Sprzedanego za bezcen. Mam przy swoim boku kogoś więcej niż Salomona i  Jonasza. Mam Jezusa. I nikt mi GO nie odbierze.  Jestem wniebowzięty z tego powodu czy ktoś wierzy w to czy nie. Ale o tym nikt nigdzie nie napisze. I dzięki Bogu. Może gdzieś tam na górze Ktoś skrzętnie to zapisuje. Tylko dziwię się, że nam katolikom brakuje  tego “wow” na modlitwie, w Kościele, przyjmując Jego Ciało. Przecież to jest takie “wow” do potęgi entej!!! W czym tkwi problem? My wciąż chcemy TYLKO rozumieć… oczywiście po swojemu, bo po bożemu za “cienkie Bolki” jesteśmy. Uwielbiamy takie światowe komplementy, taki “pic na wodę, foto montaż” czyli chodzi o to,  żeby być mistrzem w wywoływaniu dobrego wrażenia, w konsekwencji to wszystko jest nic nie warte bo jest “dla picu”. Chwalimy się, że znamy tego czy tamtego, a czemu nie chwalimy się, że trzymamy sztamę z Bogiem, aż tak się Go wstydzimy? A Bóg patrzy na nas i mówi: “Wow, człowieku nie zamieniłbym Ciebie nigdy na nikogo innego, słabiutki jesteś, grzeszny, ale za to Cię kocham i chwalę się Tobą przed wszystkimi aniołami, przed całym dworem niebieskim. Znaczysz dla mnie więcej niż myślisz”.

Jezus powiedział do swoich uczniów: Na modlitwie nie bądźcie gadatliwi jak poganie. Oni myślą, że przez wzgląd na swe wielomówstwo będą wysłuchani. Nie bądźcie podobni do nich!

Modlitwy nigdy za wiele. To oczywiste. Katolik bez modlitwy to jak żołnierz bez karabinu. Modlitwa to broń. Potężna. Szatan trzęsie portkami gdy zaczynamy modlić się z wiarą. Ma ogromną siłę rażenia. Choć różnie nam ona wychodzi. Ile roztargnień, rozproszeń. Trzeba sobie powiedzieć, że w modlitwie nie idzie o to, żeby zagadać Pana Jezusa 506 litanią, 10koronką czy 5 różańcem. Nie wielość znaczy o jakości. Wielość też nie daje pewności, że Pan wysłucha. Modlitwa może być skromniejsza, ale musi być szczera. Znam kobietę, która pół książeczki modlitw odmawia, wszystkie części różańca, a potem idzie OBMAWIAĆ sąsiadów niszcząc w nich Boga itd. Hola, hola, nie tędy droga. Bóg nie kocha “klepaczy”, którym na okrągło gęba się nie zamyka, a serce wręcz przeciwnie, zamknięte na cztery spusty. On się takimi brzydzi. Bo tacy karmią w sobie poganina.

Warto się dziś zastanowić:  jak wygląda moja modlitwa? Czy jest nasączona wiarą? Szczera? Czy powiększam grono “klepaczy” czy modlących się naprawdę? Czy hoduje w sobie poganina czy chrześcijanina? Zajrzyj w serce, tam znajdziesz odpowiedź.

Kochani moi!

W sobotę 28 lutego na godz 17.30 w parafii pw. św. Katarzyny Aleksandryjskiej odbędzie się kolejna msza święta z adoracją i modlitwą o uzdrowienie i uwolnienie.

Proszę o zabranie ze sobą zdjęć bliskich osób za które się modlimy, a które z różnych powodów nie mogą bądź też nie chcą przyjść. Złożymy je wszystkie na ołtarzu i będziemy prosili Lekarza Dusz i Ciał o uzdrowienie ich życia. Proszę je z tyłu podpisać za kogo będziemy się modlili. Zdjęcia te zostaną u mnie, każdego wieczoru za wstawiennictwem Matki Bożej będę wypraszał potrzebne łaski i odprawie w tej intencji mszę świętą.

Nie pozwól Bogu czekać na siebie…

Przyjdź! Tak TY…

“Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię” – to zachęta nie przymus, Bóg nigdy nikogo do niczego nie zmusza. Dlaczego o tym mówi? Bo zależy Mu na człowieku. KOCHA go. Chce jego dobra, szczęścia. Dlatego chodził od wsi do wsi, od miasta do miasta. Napominał, głosił by ludzie w końcu coś zmienili w swoim życiu. By też zaczęli kochać, tak na serio… To co mówił nie zawsze było przyjmowane. Nieraz doświadczył porażki. Nie zniechęcał się. Szedł mimo wszystko. Dlaczego. Bo czuł się ODPOWIEDZIALNY za człowieka, za jego duszę. A dusza człowieka, jego serce to niezła orka. Nieraz ugór. Owoce tej pracy widzi się czasem dopiero po kilku, kilkunastu latach. Ludzie często takie pochopne opinie wystawiają księżom: a oni to nic nie robią, jedną mszę odprawią i koniec. Kochani, może nie pracuję fizycznie, ale uwierzcie, że często jestem urobiony po pachy, jak zresztą pewnie niejeden ksiądz. I dzień mi jest za krótki na moje zadania i obowiązki. Czy wy zdajecie sobie sprawę, że my księża jesteśmy odpowiedzialni za wasze dusze?! O każdego parafianina mnie Bóg zapyta: co zrobiłeś, by przyciągnąć go do mnie, pocieszyć, poradzić, popłakać z nim, wysłuchać, napomnieć jeśli trzeba, wskazać właściwą drogę. Dlatego ja też, przede wszystkim ja, potrzebuję codziennie nawrócenia.

Wczoraj wszyscy kapłani naszej diecezji zebrali się razem ze swoim biskupem na nabożeństwie pokutnym by modlić się. Kilkuset chłopa w sutannie klęczy przed swoim Panem, spowiada się. Powalający widok. I piękne słowa rekolekcjonisty pewnie niejednemu księdzu dające do myślenia, że w naszej posłudze najważniejszym charyzmatem jest miłość do drugiego człowieka. Mam pokazać im, że jako ksiądz ich kocham, że mi na nich zależy, że mam dla nich czas.: “Ja czasem słyszę to jak moi bracia mówią: a te wszystkie msze z modlitwą o uzdrowienie, te wszystkie akcje wielkie na stadionach,te wszystkie nowo-ewangelizacyjne sprawy, po co, na co, komu? Kiedyś z moich kolegów, który jest proboszczem może ze 20 lat, mówi mi Geniu pozwoliłem sobie aż na taką złość, dlaczego? Dlatego, że ja po prostu zazdroszczę, dlaczego ludzie tam są, a tu u mnie ich nie ma, przecież to jest ten sam Jezus“. To jest prawda! To jest dokładnie ten sam Jezus! Ale w jaki sposób o Nim mówimy? Okazuje się, że nasi ludzie wyczują nasze kapłańskie serce, nasze życie jest świadectwem Jego obecności. Pytanie: czy w tym wszystkim jest miłość czy tylko poprawność liturgiczna, zachowanie dyscypliny? “Zawsze  5 minut przed tym porządkiem musi iść nasza pasterska miłość“. Wychodząc do ludzi muszę modlić się do Pana: daj mi do nich miłość.  Nie mogę być księdzem, który tylko oferuje serwis religijny i nic więcej do zaproponowania nie ma. A gdzie charyzmat miłości w tym wszystkim? Opowiadał ten ojciec jak jego “proboszcz był świetnym przedsiębiorcą, świetne kazania, niesamowicie dobry człowieka, jednakże nikt z wikarych nie ma sił tam iść, musi być wszystko korekt, nie ma miejsce na słabość, nie ma miłości, jest mi go żal. Cenię go bardzo, znam jego trud, znam jego gorliwość, ale nikt nie umie współpracować z nim. Ale przy konfesjonale ma pustki. Dlaczego? Bo nie kocha. Ludzie  z tamtej parafii odchodzą do drugiej, tam w tej drugiej nic wielkiego się nie dzieje, tylko tam księża mają miłość do siebie, są normalni, są życzliwi.

Zrozumiałem jedno w kapłaństwie: tak niewiele potrzeba. Wystarczy być z człowiekiem i kochać go.  Mocno i szczerze. Módlcie się kochani, abyśmy my jako kapłanie nie zapominali o jednym, o miłości do WAS.