BLOG

Ksiądz Karol Ciesielski

wejścia

Główna|wejścia |Unique

  • ostatnie 24 h: 1 659
  • ostatnie 7 dni : 7 389
  • 30 dni: 30 857
  • teraz online: 3

Pewnemu zamożnemu człowiekowi dobrze obrodziło pole. I rozważał sam w sobie: Co tu począć? Nie mam gdzie pomieścić moich zbiorów. I rzekł: Tak zrobię: zburzę moje spichlerze, a pobuduję większe i tam zgromadzę całe zboże i moje dobra. I powiem sobie: Masz wielkie zasoby dóbr, na długie lata złożone; odpoczywaj, jedz, pij i używaj! Lecz Bóg rzekł do niego: Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, coś przygotował? Tak dzieje się z każdym, kto skarby gromadzi dla siebie, a nie jest bogaty przed Bogiem.

Jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze… Może nam dobrze „obrodzić” pole finansowe w naszym życiu i dzięki temu możemy poczuć się na tyle pewni, że Panu Bogu powiemy „do widzenia”. Widzę właśnie takich ludzi. Czy pieniądze dają szczęście? Przecież bez nich ani rusz. „Proszę księdza jakbym tak ze 100 tysięcy wygrał w totolotka, byłbym szczęśliwy”. Raczej biedny… Jeżeli ktoś uzależnia swoje szczęście od pieniędzy to NIGDY nie będzie szczęśliwy. NIGDY! Ponieważ wciąż będzie miał za mało, i za chwilę to co ma, nie będzie go już satysfakcjonowało. Jeżeli na tym miałoby polegać szczęście, to dlaczego VIP-y różnej maści, którzy mają kasy jak lody popełniają samobójstwa, wieszają się. Ze szczęścia? Czy z braku miłości, której nie kupisz za żadną forsę świata.

Ilu ludzi kasa skłóciła. W rodzinach. Ledwo co mama umarła, jeszcze nie zdążyła wystygnąć, to już zebrały się sępy, żeby rozgrabić, to co zostawiło. Za ŻYCIA o niej nie pamiętali, po śmierci będą kultywować OBŁUDNĄ pamięć i jeszcze ciągnąć się po sądach. No bo mama córce zapisała dywan za 200zł, a synowi stół za 300zł, więc sąd tę różnice musi podzielić, żeby było sprawiedliwie. Ludzie utopiliby się za 5zł w łyżce wody. Czy warto? Bóg takim ludziom daj dzisiaj popalić: „GŁUOPCZE” – mówi do nich, bo głupie i denne jest ich myślenie. Przecież do trumny ze sobą nic nie zabiorą. Bóg chciałby aby „gromadzili” miłość, z nią do Niego pójdą, albo i bez niej, wtedy im współczuję… Nikt z nas nie wie kiedy umrze. Może to mój ostatni blog? Może o mój ostatni dzień? Nie wiem, ale mam żyć jakby właśnie tak mało być. Wiem, że bym się przeraził, bo cienki jestem z miłości, może jakieś okruchy bym Mu zaniósł.

Bóg chwieje bogatymi, by ich ocalić. Chce by mieli dystans do siebie. Z doświadczenie wiem, że zawsze chętnie dają ci, którzy mają mniej, niż wielcy bogacze. Ilekroć szukam sponsorów i proszę o kasę dla mojej młodzieży na jakieś wyjazdy, na atrakcyjne spotkania ze świadkami wiary, na przedstawienia, to ci którzy mają i mogliby dać- milczą na moją prośbę, a tamci dzielą się tym, co mają. Nie są chciwcami, sknerami. Mają otwarte serca i portfele, bo nie oszukujmy się bez pieniędzy wiele inicjatyw by po prostu umarło. Więc cieszę się, że nie dostali bzika z powodu kasy, jak ci kasiaści  i zawsze modlę się, żeby Pan im wynagrodził ich ofiarę po wielokroć.

Papież Franciszek często ostrzega nas przed chrześcijaństwem ograniczającym się do suchych rytuałów i Kościołem rozumianym jedynie jako rodzaj pewnej aktywności, tylko i wyłącznie, duchowieństwa. Mówi, że moc chrztu powinna pobudzać chrześcijan do odważnego głoszenia Chrystusa. Kościół to MY! Ty, ja, prostytutka, alkoholik, złodziej, fryzjer, rolnik, itd. Kościół tworzą ludzie. I ludzie mają w nim działać, a kapłani nie mają im w tym przeszkadzać, tylko pomagać. Nie gasić tylko zapalać. Nie niszczyć tylko budować. Nie zamykać tylko otwierać.

Franciszek jest kapitalny w swoim słowie. „Myślę, o nas, ochrzczonych: czy mamy tę moc i myślę: czy my w to wierzymy? Że wystarcza chrzest, że nie trzeba więcej by ewangelizować? Albo ufamy, że ksiądz powie, że biskup powie … A my? Wtedy łaska chrztu jest trochę nieco skryta, a my zamknięci w naszych myślach, w naszych sprawach. Czasami myślimy: «Jesteśmy chrześcijanami: zostałem ochrzczony, otrzymałem bierzmowanie, pierwszą Komunię … dokumenty mam w porządku». A teraz możesz spać spokojnie, jesteś chrześcijaninem. Ale gdzie jest ta moc Ducha Świętego, która popycha cię naprzód?” Papież wskazuje, że trzeba być wiernym Duchowi Świętemu, a nie utartym schematom, typu: „a bo w naszej parafii ZAWSZE tak było i być MUSI”. To chyba nie jest Boże, bo nie wyczytałem w Piśmie Świętym aby Bóg do czegoś człowieka zmuszał – MUSISZ, koniec, kropka! A po drugie jeśli MUSI tak być, to parafia MUSI umrzeć, prędzej czy później. Bo zabija Ducha Świętego, czyli jakby popełnia „samobójstwo”. Bo przecież odcina się od życia.

Rekolekcje, które dzieją się w naszym mieście pokazują zupełnie coś odwrotnego. Że Kościół jest żywy i otwarty, szeroko otwarty. Wspólnota rodzin, ponad 70 małżeństw zorganizowała w sposób perfekcyjny tę starogardzką ewangelizację. Dzięki Bogu za takich ludzi w Kościele. Oni inspirują. Ładują. Podnoszą. Dają nadzieję. Bo są głosem samego Ducha Świętego. Chwała Panu!

Jeśli pozwolicie się prowadzić duchowi, nie znajdziecie się w niewoli Prawa. Jest zaś rzeczą wiadomą, jakie uczynki rodzą się z ciała: nierząd, nieczystość, wyuzdanie, uprawianie bałwochwalstwa, czary, nienawiść, spór, zawiść, wzburzenie, niewłaściwa pogoń za zaszczytami, niezgoda, rozłamy, zazdrość, pijaństwo, hulanki i tym podobne.

Ciekawa litania przeróżnych paskudztw, które rujnują nas, nasze życie, a przy okazji i innych. Ile z tej Pawłowej „wyliczanki” jest we mnie? Gnije to wszystko w moim sercu niemiłosiernie. Cuchnie. Sprawia, że jestem w niewoli, we więzieniu. Czy to wszystko wina ciała? Niepokornego, nieposłusznego? Ciało nam czasem ciąży, przeszkadza, chce zepsuć to, co piękne. Ono robi nam na złość. Robi nas „w konia”. Buntuje się. Dlaczego więc tak często temu ciało dogadzam? Dlaczego żyję tak, jakbym TYLKO miał ciało? Obżeram się, upijam się, traktuję je jako narzędzie moich zachcianek seksualnych. Z jednej strony ubóstwiam swoje ciało, z drugiej nienawidzę swojego ciała. Skąd ten dysonans? Z braku proporcji, harmonii tego co duchowe z tym co cielesne. Często przeginam w stronę ciała. I je uważam za najważniejsze. Błąd. Bo tymczasem kiedyś z tego ciała niezłą imprezkę będą miały robaczki, jak już dostaną się do mojej trumny  za kilkaset złotych, one będą dla nas niemiłosierne, bo one lgną do ciała jak sępy do mięsa…

No i oczywiście to paskudztwo jakim jest Szatan, najohydniejszy robal. On już za życia chce zniszczyć i oszpecić nasze ciało. A jego bronią nr 1 jest nieczystość. Szatan w jednym z egzorcyzmów wyznał: „Moje zadanie jest interesujące i przynosi największe owoce. Popycham ludzi do aktów nieczystych… Wszyscy, którzy są uwięzieni w otchłani piekielnej, znajdują się tam przez nieczystość. Popełniali też inne grzechy, ale zawsze potępiali się przez nieczystość, lub także nieczystością. Ty to wiesz klecho, ale oni-młodzi nie muszą tego wiedzieć i lepiej dla mnie, jak o tym nie wiedzą”.

I dalsze słowa świętego Pawła : Co do nich (uczynków z ciała – k.c) zapowiadam wam, jak to już zapowiedziałem: ci, którzy się takich rzeczy dopuszczają, królestwa Bożego nie odziedziczą (…) A ci, którzy należą do Chrystusa Jezusa, ukrzyżowali ciało swoje z jego namiętnościami i pożądaniami.

Pewien faryzeusz zaprosił Jezusa do siebie na obiad. Poszedł więc i zajął miejsce za stołem. Lecz faryzeusz, widząc to, wyraził zdziwienie, że nie obmył wpierw rąk przed posiłkiem. Na to rzekł Pan do niego: Właśnie wy, faryzeusze, dbacie o czystość zewnętrznej strony kielicha i misy, a wasze wnętrze pełne jest zdzierstwa i niegodziwości. Nierozumni! Czyż Stwórca zewnętrznej strony nie uczynił także wnętrza? Raczej dajcie to, co jest wewnątrz, na jałmużnę, a zaraz wszystko będzie dla was czyste.

A miało być tak fajnie… Dobry obiadek, może jakaś konstruktywna rozmowa,  a tu masz babo placek. Już na wejściu Jezus strzela piorunami w gospodarza. Dlaczego? Po ten zwraca Mu uwagę, że rączki nie umyte. A brudnymi pazurami jeść nie wolno, takie prawo. Oczywiście nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że faryzeusz sam był brudny i na dodatek ślepy, bo skupiał się tylko na brudzie zewnętrznym. Pobrudził się obłudą, bo może i rączki miał wypielęgnowane, czyściutkie, bez brudu pod paznokciami, pachnące, może był po jakimś żydowski manicure. Jednakże jego serce i serca jego kolegów –faryzeuszy pozostawiały wiele do życzenia. Śmierdziało od nich z daleka. A ten smród miał na imię „zdzierstwo” i „niegodziwość” i ciągnął się za nimi. A Jezus jak to Bóg, brzydzi się obłudą. Nie może jej znieść. Wszystko było picuś-glancuś. Kubeczki eleganckie, misy porcelanowe czy kryształowe, w domu błysk, i człowiek –  a w nim syf. Zapraszając Jezusa należało więc w pierwszej kolejności oczyścić serce, na to niestety faryzeusz nie wpadł.

Jak wołasz do siebie Jezusa, to nie zapraszaj Go do chlewu, nie wypada…  On w takich warunkach nie czuje się dobrze. Ty pewnie też byś się nie czuł… On nie będzie patrzył na twoje wykremowane rączki, ale na serce.

Kilkanaście minut do północy, a radości co niemiara. To niesamowite jak Bóg ładuje nasze akumulatory. Trzeba tylko Mu siebie dać. Uwielbialiśmy dziś Pana na adoracji w Swarożynie. Była petarda! Nawet spać się nie chce, tylko człowiek pod nosem śpiewa pieśni uwielbienia, a w sercu ma pokój, niesamowity pokój. Dziwie się jak ludzie mogą żyć bez adoracji. Im więcej adorujesz, tym więcej pragniesz Pana Boga. Smutne są Kościoły w których Pan nie jest adorowany i uwielbiany. Godni litości są ci kapłani, którzy są zamknięci na Pana i Jego dary.

Po adoracji odwiedziny moich przyjaciół z Gniewina. Niesamowici są. Przywieźli mi piękny prezent. Margaretkę. Siedem osób po kolei każdego dnia do KOŃCA ŻYCIA (!!!) będzie się za mnie modlić. To już druga margaretka. Zgrywam twardziela, więc nie dałem im po sobie poznać, ale wzruszyło mnie to bardzo. Po modlitwie poznaje się prawdziwych przyjaciół. .. Jesteście kochani! Dziękuję Wam za takie zobowiązanie i te kilometry modlitwy. Zawsze jesteście obecni także w moich modlitwach i w głęboko w moim sercu. On Was kocha. Ja też!