BLOG

Ksiądz Karol Ciesielski

wejścia

Główna|wejścia |Unique

  • ostatnie 24 h: 1 318
  • ostatnie 7 dni : 7 635
  • 30 dni: 32 602
  • teraz online: 5

Jezus został dziś uwielbiony w starogardzkim wieczerniku. Msza święta z modlitwą o uzdrowienie i uwolnienie. Inauguracja już za nami. Ludzi mnóstwo. Przyszli i przyjechali dla Niego. Poturbowani i pokaleczeni przez życie. Z chorobą. Połamanym życiem. Nałogiem. Raną. Odrzuceniem. Brakiem miłości. Depresją. Nie umiejętnością wybaczenia. Pan cieszył się. Był w swoim żywiole. Uzdrawiał, uwalniał, przytulał. Taki jest właśnie Bóg, mój Bóg! Jego miłość rozkłada nas na łopatki. Powala na ziemię.

Trzeba nam obudzić Starogard Gdański, by stał się miastem dla Jezusa. Bóg ma przygotowane wielkie łaski dla tego miasta. Potrzeba wiele modlitwy. Dlatego proszę Was byście obmadlali nasze spotkania. By jak najwięcej ludzi skorzystało z Bożych łask, darów, charyzmatów. Będą wielkie rzeczy się działy. Duch święty chce nas rozpalić do „czerwoności wiary”.  Poddajmy się Jemu. Trwajmy przy Nim. Chciejmy więcej, i więcej, i więcej.            Niech nam nie wystarczy paciorek rano i wieczorem i Msza święta w niedzielę. Wypłyńmy na głębiny życia duchowego. Nic nie stracimy. Wręcz odwrotnie. Jaka będzie oznaka, że idziemy dobrą drogą? Tym znakiem będzie pokój. Pokój w sercu. Którego świat i nikt prócz Boga dać nie może. Jezus żyje! Chwała Panu!

„Drogie dzieci! Również dziś wzywam was, abyście i wy byli niczym gwiazdy, które swoim blaskiem dają światłość i piękno innym, by się radowali. Kochane dzieci i wy bądźcie blaskiem, pięknem, radością i pokojem, a zwłaszcza modlitwą dla tych wszystkich, którzy są daleko od mojej miłości i miłości mego Syna Jezusa. Kochane dzieci, dawajcie świadectwo swej wiary i modlitwy w radości, w radości wiary, która jest w waszych sercach i módlcie się o pokój, który jest drogocennym darem od Boga. Dziękuję wam, że odpowiedzieliście na moje wezwanie”.

Kończy się kolejny dzień. Znowu za krótki. Najlepiej gdyby doba miała 34 godziny, może w końcu człowiek by się wyrobił ze wszystkim. A tak, kładę się do łóżka z niedosytem, z poczuciem, że jeszcze można było zrobić więcej. Wieczór dla mnie jest zawsze za krótki, bo wtedy telefon nie daje mi spokoju. Gorąca linia. Dzwoni jak szalony. Nie dam rady z wszystkimi pogadać i każdemu odpisać na smsa, wybaczcie. Po dwóch godzinach rozmowy już nie wiem jak się nazywam. To są takie uroki kapłańskiego życia. Dzwonił do mnie znajomy. Rozmowa. Albo inaczej. Ja słuchałem, on mówił. Taka mała nauka rekolekcyjna przed spaniem. Mówił o zachwycie nad Mszą świętą. Codziennie jest w Kościele. Dzieli się swoimi spostrzeżeniami. Przytrzymaj tego Pana Jezusa i Kielich z Krwią dłużej. Daj sobie i ludziom czas”. Niech będzie Duch w tym, co sprawujesz”. Nie musisz nic robić, nawet mówić kazania, tylko powiedz im, co podczas Mszy świętej się dzieje, rozkochaj im w tym”. Niezły rachunek sumienia na wieczór dla mnie. I na koniec, jak zwykle prośba. O co? O modlitwę. No bo przecież Karol, ty jesteś tam bliżej nieba”. Oj chciałbym. Teoretycznie pewnie tak, w praktyce różnie mi to wychodzi. Każdy z nas, dopóki się modli jest bliżej nieba, każdy… A każdy, kto modlić się przestał jest bliżej piekła. Póki co, idę po brewiarz, by dotknąć nieba i niebem modlitwy dotknąć też innych…

Dziękuję ci po prostu za to, że jesteś
za to że nie mieścisz się w naszej głowie, która jest za logiczna
za to, że nie sposób cię ogarnąć sercem, które jest za nerwowe
za to, że jesteś tak bliski i daleki, że we wszystkim inny
za to, że jesteś już odnaleziony i nie odnaleziony jeszcze
że uciekamy od ciebie do ciebie
za to, że nie czynimy niczego dla ciebie, ale wszystko dzięki tobie
za to, że milczysz. Tylko my-oczytani analfabeci
chlapiemy językiem.
x Jan TWARDOWSKI

Bo myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami – to Izajasz na dziś.

Bóg ma swoje drogi. Dla nas najlepsze, choć czasem kręte. I my mamy swoje drogi. Niestety. I nimi uciekamy od Niego. Daleko. Stąd błądzimy. Bo te drogi w konsekwencji stają się bezdrożami. I prowadzą ku przepaści. Można się nieźle potłuc albo nawet zabić.

Kilka lat temu mój przyjaciel wybrał inną drogą, odszedł, choć był mi jak brat i taki wciąż pozostał. Ale miłość daje wolność, nie trzyma na łańcuchu, nie zmusza… Więc poszedł sobie. Wspieraliśmy się bardzo, rozumieliśmy się bez słów, ufaliśmy sobie. Coś pękło, „ktoś” się do tego przyczynił, „pomógł”w pęknięciu. A pęknięcia zawsze bolą i zostawiają rany. Głębokie. Może tak miało być? Pewnie Bóg miał w tym jakiś plan. Od tamtego czasu nie było dnia, gdybym nie pamiętał o nim w modlitwie. Tylko w taki sposób z nim się spotykałem. I dziś otwieram skrzynkę elektroniczną. Czytam z niedowierzaniem… Długi e-mail z przeprosinami, z połamanym sercem i prośbą o spotkanie oraz modlitwę z nałożeniem rąk. Jest załamany, zostawiła go dziewczyna, miał być „za chwilę” ślub… Pisze, że to jego druga największa strata obok przyjaźni. Ale ma Boga w sercu, więc się nie martwię, dobrze, że go nie stracił, a i przyjaźń można odbudować. Nic straconego. Wszystko można wyprostować. Wskrzesić. Tchnąć nadzieję. Cieszę się, Bóg wysłuchuje modlitw, ale nie od razu, czasem trzeba lat.

Przyjaciel to takie światło na naszej drodze…  Bez niego ciemno w życiu. A nie warto żyć w ciemności, szkoda życia. Przyjaciel, jak to ujął Arystoteles , to jedna dusza w dwóch ciałach. Wszystkie wielkości świata nie są warte dobrej przyjaźni. I widać, że stara przyjaźń nie rdzewieje… Ważne, że człowiek potrafi dostrzec błędy i wyciągnąć z nich wnioski, nawet po latach. I tak aż do śmierci. Byle nikogo nie skreślać i nie palić mostów. Bóg mówi: daj szansę, nie myśl, a po co, przecież nie warto. Tam gdzie jest drugi człowiek, tam zawsze warto…