zapowiedź męki…

Opublikowany

Uczniowie byli w drodze, zdążając do Jerozolimy, Jezus wyprzedzał ich, tak że się dziwili; ci zaś, którzy szli za Nim, byli strwożeni. Wziął znowu Dwunastu i zaczął mówić im o tym, co miało Go spotkać: Oto idziemy do Jerozolimy. Tam Syn Człowieczy zostanie wydany arcykapłanom i uczonym w Piśmie. Oni skażą Go na śmierć i wydadzą poganom. I będą z Niego szydzić, oplują Go, ubiczują i zabiją, a po trzech dniach zmartwychwstanie(Mk 10,32nn)

Dzisiejsza Ewangelia nosi tytuł: “Zapowiedź męki”. Może ona przerażać, ale Pan zawsze jest szczery wobec swoim uczniów. Nie ściemnia im, nie obiecuje “złotych gór”, nie łudzi.  Nie mówi im, że będzie dobrze, pięknie i fajnie, mówi, że będzie źle, a nawet tragicznie. Że po ludzku to będzie porażka, że będzie bolało i to mocno, Jego i ich. Przygotowuje ich duchowo na ciężki czasy, które przyjdą lada moment. Na tę męki, którą przejdą razem, ale każdy na swój sposób.

Zajrzyjmy w swoje życie. Ile tam męki. Duchowej, fizycznej. Ile bólu w tym wszystkim, ile kłód pod nogami, ile zranień, upadków, szydzenia, “oplucia” oszczerstwem, “zdeptania” w nas wrażliwości i dobra, “sponiewierania” kłamstwem , “biczowania” słowami. “Zabija się” dobro, miłość, wiarę w człowieku. Nie wolno się poddawać. Śmierć nie ma ostatniego słowa. Co by się nie robiło, trzeba trwać przy Panu, bo nawet jak wszyscy Cię zostawią i zawiodą, ON nigdy. Jeszcze raz da się umęczyć w nas.

orędzie matki bożej, 25 maja 2016 r.

Opublikowany

Drogie dzieci! Moja obecność jest darem od Boga dla was wszystkich i bodźcem do nawrócenia. Szatan jest silny i chce w wasze serca i myśli wprowadzić nieporządek i niepokój. Dlatego, dzieci, módlcie się, aby Duch Święty prowadził was po właściwej drodze radości i pokoju. Jestem z wami i oręduję za wami przed moim Synem. Dziękuję wam, że odpowiedzieliście na moje wezwanie.

zostaw siebie i chodź za mną…

Opublikowany

Gdy Jezus wybierał się w drogę, przybiegł pewien człowiek i upadłszy przed Nim na kolana, pytał Go: Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne? Jezus mu rzekł: Czemu nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg. Znasz przykazania: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, nie oszukuj, czcij swego ojca i matkę. On Mu rzekł: Nauczycielu, wszystkiego tego przestrzegałem od mojej młodości. Wtedy Jezus spojrzał z miłością na niego i rzekł mu: Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną. Lecz on spochmurniał na te słowa i odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości. (Mk 10,17-27)

Przybiegł do Jezusa po wskazówki na życie, po radę na dalszą drogę. Cel był szczytny – życie wieczne. A on sam wygląda na pobożnego człowieka, ułożonego, przestrzegającego przykazań. Wzór – konspekt. Miał czystą kartę, nie zdążył się pobrudzić ciężkim grzechem od samej młodości, szczęściarz, można tylko pozazdrościć. Jednakże “jednego mu brakowało” – nie potrafił zostawić kasy, pewnie był nadziany i to nieźle. Jezus proponuje mu by pozbył się tego, by WSZYSTKO sprzedał i dał biednym. Niestety nie był zdolny do tego czynu miłosierdzia. Smutno było mu zostawić bożka pieniądza, wywinął się na pięcie i odszedł. Miał inne wartości… Widać ważniejsze. Narobił sobie sporo “siary”, nie popisał się, miał słomiany zapał, szybko się zniechęcił, za szybko…

Bóg dzisiaj ponawia tę propozycję wielu chłopakom, mężczyznom: chcesz być w mojej drużynie, chcesz iść ze Mną, ale tak na serio? Ok, podejmij męską decyzję, weź się za siebie, podejmij trud, będzie bolało, ale będzie warto. Zostaw to, co ci nie pomaga osiągnąć “życia wiecznego”,  wręcz odwrotnie, zamyka cię na nie, zniewala – alkohol, narkotyki, pornografię, masturbację, nieczystość, materializm, zostaw tego bożka, któremu codziennie oddajesz pokłon i palisz kadzidła. “Sprzedaj to wszystko” w sakramencie miłosierdzia. Zostaw siebie by siebie ocalić… Zaryzykuj, nie peniaj… Albo idziesz na całość albo wracasz do starego życia. Nie bądź mięczakiem.

Nie wystarczy tylko przestrzegać przykazań. Bogu nie chodzi o to, żebyś się nie pobrudził, nie skalał, nie upadł. Bóg nie liczy ci grzeszków i grzechów. On liczy na jedno. Liczy na twoją autentyczną miłość, która uwolni Cię od tego wszystkiego. Zacznij kochać, ale nie po łebkach, nie na kilkadziesiąt procent, w niedzielę i ewentualnie w piątek, ale przeraźliwie serio. Bo tylko miłość na serio może przerazić… szatana, który nie pozwala ci iść dalej, kusząc chwilówkami, krótkotrwałymi przyjemnościami… Nie pozwól by on tobą pomiatał…

msza święta z modlitwą o uzdrowienie i uwolnienie

Opublikowany

Wielu ludzi dziś choruje, na duszy i na ciele. Potrzebują uzdrowienia. A Bóg stale uzdrawia i uwalnia od zła i nałogów. Ludzie chodzą dziś po wróżkach, bioenergoterapeutach, rozkładają tarota i… obrażają Boga pogłębiając swoje choroby. “Nie będziesz miał bogów cudzych obok MNIE” – mówi Pan. Przekleństwo bałwochwalstwa spada na człowieka, sam je ściąga na siebie…

Ludzie nie umieją sobie wybaczyć, latami żyją w złości, nienawiści, niezgodzie i tym samym zamykają drogę do uzdrowienia. Mówią Panu Bogu: NIE.

Jeśli jesteś jakkolwiek chory PRZYJDŹ. Uwielbiaj Pana w Najświętszym Sakramencie. Przygotuj się przez spowiedź świętą, szczerą, nie tającą żadnych grzechów, przystąp do Komunii świętej, zacznij Go kochać, UWIERZ, że Pan ma moc Cię uzdrowić i uwolnić od zła.

Zapraszamy 28 maja 2016 roku do wieczernika św. Katarzyny w Starogardzie na godz. 19.00. Zaczynamy mszą świętą. Przynieś ze sobą symbolicznie jeden kwiatek dla Maryi jako symbol wdzięczności, bo chcemy uczcić MATKĘ BOŻĄ i podziękować JEJ za czułą opiekę.

Bardzo pragniesz, żeby przyszedł ktoś z bliskich a on nie bardzo chce. Przynieś jego zdjęcie, napisz jego imię i o co prosisz. Bóg działa na odległość, potrzeba tylko Twojej wiary. Uwierz w JEGO MOC, albowiem jak mówi Pan: “na chorych ręce kłaść będą, a ci odzyskają zdrowie”.

 

wspólnota miłości!

Opublikowany

Uroczystość Trójcy Świętej to ciężka uroczystość dla rozumu, bo ten kapituluje wobec tak ogromnej tajemnicy wiary. Nie da się tego pojąć, o tak, Bóg jest niepojęty, przecież gdybyśmy Go pojęli nie byłby Bogiem. Bóg jest tajemnicą i nosi w sobie wiele tajemnic, ma do tego prawo. Człowiek również jest zagadką, ciężko go zgłębić, poznać.

Trójca Święta to wspólnota trzech Osób, wspólnota jak żadna inna, do cna przesiąknięta miłością. Tam gdzie jest miłość tam jest też Bóg. ON kocha kochać. Nie jest samotnikiem, egoistą, nie jest pełen samo-uwielbienia, jest otwarty w miłości “na” i “dla” drugiego. Jeżeli Bóg powiedzmy “potrzebował” wspólnoty, to my również. Wspólnota Kościoła, rodzinka, przyjaciele, znajomi, jakaś paczka, w której tak dobrze się czujemy, w której jest wiele miłości i tę miłość się pielęgnuje. Tu oczywiście nie chodzi o kółko wzajemnej adoracji, tu chodzi o coś zdecydowanie więcej.

Dziękuję jako ksiądz Panu Bogu za te wszystkie wspólnoty, które ON pozwolił mi zawiązać między ludźmi i które stale się tworzą, widzę w tym Jego wielkie błogosławieństwo. Za te więzi miłości jestem Mu niezmiernie wdzięczny. Bez wspólnoty człowiek leży i – że tak brzydko napiszę, wybaczcie mi – zdycha. Człowiek bez wspólnoty udusi się we własnym sosie. To będzie SAMozagłada. Cieszę się z tej rzeszy ludzi, wobec których Pan mnie postawił dzisiaj. Z tej wspólnoty starogardzkiej, jakże pięknej i mocnej Duchem. Ciągle “uczę się” ludzi. Poznaje ich oraz ich historie. Radości i smutki. Rozmawiam. Spędzam z nimi czas. Modlę się i śmieje. Jestem, tak po prostu. To są bogaci duchem ludzie. Wierzę, że Bóg postawił nam siebie i ma w tym plan, wyjątkowy, jedyny, niepowtarzalny. Bo ludzie są niepowtarzalni, mają tak wielkie serca, szukają wspólnoty, tyle dobra w nich. Z powietrza to się nie bierze, uczą się od Boga, ja także…

DUCH WIEJE…

Opublikowany

Kilka dni temu dostałem telefon od koleżanki z wiadomością, że jej brat ma raka. Młody mężczyzna. Na tyle chory, że nawet zrezygnowano z chemii, bo by go zabiła. Miałem przynaglenie,  żeby pojechać jak najszybciej, namaścić, wyspowiadać, dać mu Jezusa. Pojechałem. Modląc się za nad nim usłyszałem słowa: “To będzie bardzo szybko”… Wczoraj dowiedziałem się, że zmarł. Godzinkę przed tą wiadomością miałem natchnienie, żeby napisać sms-a: “Maryja i Jezus już są w drzwiach”… I byli. Wierzę, że Duch święty mnie tam zaprowadził, że do mnie mówił, On tak wszystko poukładał, że mogłem do niego pojechać i pojednać go z Bogiem. Mimo tej tragedii patrzę na to wszystko z perspektywy łaski. Bo to jest przeogromna łaska.

Przedwczoraj, jak zawsze po mszy świętej poszedłem na chwilę do konfesjonału. Przedtem postanowiłem sobie, że dzisiaj także pojadę do spowiedzi, bo już dwa tygodnie minęły i czas zrobić porządek w swoim sercu. Siadając do konfesjonału pomyślałem sobie: “pewnie nikogo nie będzie”.  W sumie to chciałem już iść, ale KTOŚ kazał mi jeszcze posiedzieć. Jest. Zjawił się. Uklęknął na chwile na posadzce kościoła i zaczął się modlić. I znowu natchnienie: “To jest ksiądz”. Podchodzi do kratek konfesjonału, klęka i zaczyna spowiedź: “Jestem księdzem…” Co więcej, Bóg mnie wyprzedził, sam podesłał mi księdza. Spowiedź była dwustronna. W ciągu dnia okazało się, że niestety nie miałbym czasu dzisiaj pojechać do swojego spowiednika… Śmiałem się w duchu i dziękowałem, że Bóg pomógł mi zaoszczędzić paliwo 😉

I jak tu nie wierzyć? Duch święty wręcz “krzyczy” do nas, a my nadal mamy koreczki w uszach. Jak warto słuchać Ducha świętego, ile natchnień już zmarnowaliśmy, ile razy Go zagłuszyliśmy, zlekceważyliśmy? Duchu święty powierzam Tobie swoje życie, prowadź mnie – wiejskiego księdza – swoimi drogami i otwieraj stale moje serce.

BOGU SIĘ NIE ROZKAZUJE!

Opublikowany

Wtedy Jan rzekł do Niego: Nauczycielu, widzieliśmy kogoś, kto nie chodzi z nami, jak w Twoje imię wyrzucał złe duchy, i zabranialiśmy mu, bo nie chodził z nami. Lecz Jezus odrzekł: Nie zabraniajcie mu, bo nikt, kto czyni cuda w imię moje, nie będzie mógł zaraz źle mówić o Mnie. Kto bowiem nie jest przeciwko nam, ten jest z nami. (Mk 9,38-40)

Każdy z nas jest odrębny, inny, różny od siebie. Bogactwo osobowości, charakterów nasyca ten świat. Nie mamy być klonami, czyimiś kopiami, nie mamy udawać kogoś, kim nie jesteśmy. Gdyby wszyscy byli tacy sami, byłaby nuda. Nie da się włożyć wszystkich do jednego worka. Przecież nie każdy musi myśleć, mówić, wierzyć tak jak ja. Wielu niestety ma takie “dyktatorskie” myślenie. bo świat musi być zbudowany według mojej wizji. Często Bóg schodzi na drugi plan, a to przecież ON dał człowiekowi wolność, nigdy nikogo do niczego nie zmuszał. W Ewangelii Jan skarży się Jezusowi, że jest ktoś spoza ich paczki i egzorcyzmuje i napiera na Jezusa, żeby mu zakazał. Pan rozwala myślenie Jana, wręcz stanowczo mówi, żeby mu nie zabraniać. Jezus przecież jest z Nim także. I u prawosławnych, i u protestantów także jest. W wielu miejscach o których pewnie byśmy nie pomyśleli ON jest. Nie raz by nas zadziwił swoją obecnością tu i ówdzie. Obyśmy tylko nie “zakazywali” Jezusowi działać, nie przeszkadzali MU. W Kościele jest miejsce dla każdego. Powinno być. Dla ateisty i agnostyka. Dla takiego członka partii czy innego. Dla ojca Rydzyka i ks. Międlara, dla ks. Natanka i ojca Bashabory, dla o. Szostaka i ks. “x”…Wierzę, że oni wszyscy kochają Boga. Bóg nie wyklucza nigdy. Człowiek często… Pewnie Jan wyniósł wiele z tej lekcji, oby my również.

naoliwić się Duchem świętym!

Opublikowany

“Weźcie Ducha świętego” – czytaliśmy wczoraj w Ewangelii. Jezus przekazuje apostołom niesamowitą MOC, MOC Ducha świętego. Bez Niego lepiej nigdzie się nie ruszać i lepiej nie otwierać buzi. Jak Jezus mówi “weźcie” to trzeba brać, nie oglądać się, nie zastanawiać się – “a może nie dzisiaj, może jutro”. Nie, absolutnie nie! Brać Go jak “najwięcej”, jak najczęściej, brać garściami serca. Nauczyć się brać.
W sobotę byłem na święceniach prezbiteratu. Dzięki hojności Ducha świętego pelpliński kościół na ośmiu nowych kapłanów. “Świężynki”. Ośmiu chłopa, gotowych do pracy, mają iść w świat, żeby “pobrudzić sobie ręce”, wyciągać ludzi z bagna grzechu. Wiadomo, że bez Ducha świętego nie dadzą rady, dlatego “wzięli Go” na całe swoje życie, wzięli by dawać…
Kiedyś czytałem opowiadanie o pewnym mężczyźnie, którego uważano za stukniętego. Dlaczego? Bo każdego dnia wychodził ze słoikiem oliwy i chodził po mieście. Po co? Tam gdzie coś skrzypiało on to od razu naoliwił. A to drzwi, a to jakiś młynek,a to łańcuch od roweru itd. Czy właśnie o to nie chodzi w życiu, by je NAOLIWIĆ Duchem świętym?
Może “skrzypi” w relacjach, między mężem a żoną, dziećmi, teściową, synową. Może “skrzypi” z powodu czyjegoś alkoholizmu, narkomanii, nieczystości. Może “skrzypi” coś w miłości, może z moją wiarą coś nie tak. Co we mnie “skrzypi”? Przecież doskonale wiem. I co ja z tym robię? A niech sobie skrzypi… Jeśli tak, to prędzej czy później coś się rozwali, pęknie, potem może być za późno. Każde “skrzypienie” rozwala mnie od środka. I KIEDYŚ ROZWALI TOTALNIE. Trzeba to wszystko naoliwić Duchem świętym. W jaki sposób? Całym sercem zawołać “Duchu święty wejdź w to, co we mnie skrzypi”. Wejdzie na 100%, tylko WOŁAJ!