BLOG

Ksiądz Karol Ciesielski

wejścia

Główna|wejścia |Unique

  • ostatnie 24 h: 501
  • ostatnie 7 dni : 4 170
  • 30 dni: 19 324
  • teraz online: 3
Kwiecień 2014
N P W Ś C P S
« mar    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930  

Na różne sposoby można czcić pamięć Jana Pawła II. Szczególnie w tej gorączce ku kanonizacji. Ile ludzi, tyle pomysłów. Wstyd byłoby nic nie zrobić. Wystarczy chcieć, trochę pomysłu, wyobraźni, zaangażowania, no i rzec jasna ludzi, chętnych, czasem z łapanki, pozytywnie przymuszonych.  I gotowe. No dobrze, nie tak zaraz… Trzeba przejść prze gąszcz niechęci, albo i chęci „walnięcia” tego. Trzeba przejść przez fale irytacji, złości, przysłowiowego „gula”. Wysokiego ciśnienia. Białej gorączki. Warto. Jeśli choć jednej osobie da to coś do myślenia. Dziś z „wiosną” Kościoła i jego „nadzieją” wystawiliśmy teatr cieni. „Jana Pawła II droga krzyżowa”. To nie była dla nas bułka z masłem. O nie. Latały sobie po scenie nerwy, słowa, a czasem i jakieś przedmioty. Stres też był. Adrenalina. A czasu mniej. Cieszę się, że sala była pełna, że moja młodzież, momi, że to niezłe asy czy ananasy to też  zdolne the beściaki, jak im się chce to potrafią. I to jak! Każdy miął swój udział.Zagrali rewelacyjnie.  Dzięki wszystkim. Papież to człowiek, przy którym czujemy się mali, nawet bardzo mali. Stąd też chcieliśmy pozostać w cieniu, by on bardziej wybrzmiał, przemówił. Chyba się to udało. To teraz „minuta” przerwy i dalej coś kombinować. Na chwałę Pana i ku radości drugiego.

Już od rana na nogach. Jak zwykle. Ruszamy na diecezjalne dni młodzieży. Pakujemy się w autokar i pędzimy po iskrę Bożego Miłosierdzia do Kościerzyny. Przedtem występ teatralny w jednostce wojskowej w Wejherowie. Nawet się udał. Zresztą jacy młodzi, taki występ – udany. Dobrze, że mam taką grupę pozytywnie zwariowaną. I modlitwa. Śpiewy. Żarty.  Bycie ze sobą. Uczenie się siebie. Na wszystko jest czas. Nie słodząc muszę przyznać, że spisali się na medal. Oni są nadzieją, papież miał nosa,  stawiał na nich, można powiedzieć, że młodzi są iskrą w tym świecie. Iskrą, która może zapalić innych młodych. Potrzebne są takie wyjazdy, by przypomnieć sobie, kto jest w  moim życiu najważniejszy. Od Kogo muszę zacząć budować swoje szczęście. Między mną, a Bogiem musi zaiskrzyć. I widzę, że u tych dzieciaków iskrzy w sercu. Mówię do jednego chłopaka: „Jesteście zmęczeni, ciągłe próby, spotkania do  późnego wieczora, a macie tyle jeszcze innych zajęć”. Co mi odpowiedział? „Ee, proszę księdza to wszystko dla Boga”. Od nich więcej się można nauczyć niż z książek. Dzięki muminki za wszystko. Tak trzymać. Wszystko robimy dla Boga. Dobrze, że mi w tym pomagacie.

 To najbardziej znana cudzołożnica na całym świecie. Zrobiła zawrotną „karierę” dzięki Ewangelii. Złapana na gorącym uczynku w sprawach łóżkowych.  Faryzeusze nie popuścili, nie darowali by sobie takiej okazji. Chcą upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. I ją zabić i Chrystusowi zaszkodzić. Zresztą ich myślenie ograniczone do prawa już „zabiło” tę kobietę. Nie dość, że dla innych facetów była tylko i wyłącznie obiektem seksualnym, dla tych facetów-faryzeuszów jest nikim, śmieciem. Ta kobieta wbrew pozorom czuje to w sercu… I teraz wloką ją do INNEGO mężczyzny. Tylko TEN facet jej nie potępia. Zaczyna coś pisać palcem na piasku. Najbardziej prawdopodobne, że napisał jej grzech „cudzołóstwo”, który za chwilę wiatr wymazał z ziemi. Kapitalna sprawa. Nasze grzechy są zapisane na piasku, jeśli tylko przyjdziemy do Chrystusa. Ta kobieta miała szczęście, faryzeusze niechcący jej pomogli. Oddali ją w dobre ręce. W ręce miłosierdzia. Nędza spotyka się miłosierdziem. Czy to nie piękne? Szkoda, że faryzeusza czuli się lepsi od tej kobiety. To i nam grozi. Jesteśmy lepsi bo chodzimy w co dzień do Kościoła, modlimy się, itd… I co z tego, jak pokazujemy palcem na innych i wytykamy im zło, a sami mamy klapki na oczach, nie widzimy swojej nędzy. Jeśli chcesz rzucać kamieniem, ok, ale rzuć najpierw w siebie, stuknij się nim mocno w samo serce…

Choć zima już minęła i święta Bożego Narodzenia także, przyszedł do mnie dzisiaj (a wcześniej zadzwonił, by upewnić się czy jestem na plebanii)… święty Mikołaj. Przyszedł na nogach bo renifery zastrajkowały, pogoda też, śniegu ani widu, ani słychu. Tak! Nie pomyliliście się. Święty Mikołaj. Na początku kwietnia ku mojemu ogromnemu zdziwieniu i wielkiej radości. Bez brody, bez wielkiego brzucha i czerwonego stroju. Normalnie ubrany. Co przyniósł? Jesteście pewnie ciekawi?  I z tą ciekawością Was zostawię…To co przyniósł niech zostanie słodką tajemnicą między nim a mną.

Fajne takie odwiedziny. Cieszą. Zaskakują. Rozbrajają szczerością. Szkoda, że takich Mikołajów na tym świecie jak na lekarstwo. Tych, którzy w co dzień, nie tylko od święta, przyniosą trochę radości, wiary w człowieka. Tak bez okazji. A Mikołajowi, które zapewne o sobie przeczyta, dziękuje bardzo za dobre ser(ce)…i za to, że o mnie pamięta. Nawiasem mówić ów “Mikołaj” to dobry mąż (tu zapewne wiele do powiedzenia miałaby Pani Mikołajowa) i troskliwy ojciec. Tak trzymaj “Mikołaju” ;)

Rok 2005 to ważna data w moim życiu. Bo kilka miesięcy po śmierci Jana Pawła II przekroczyłem progi seminarium. Przekroczyłem siebie….Widzę siebie. Niepewny. Przestraszony. Zmieszany. Zawstydzony. Przerażała mnie wielkość tego miejsca, wszystko takie ogromne duże, przecież ja się tu pogubię – mówiłem. Okazało się, że strach ma wielkie oczy. Przerażało mnie jeszcze jedno… Powołanie. Odpowiedzialność za to, żeby go nie zmarnować, nie zniszczyć. Dlatego od samego początku wołałem na pomoc Jana Pawła II. Gdy wychodziłem z seminarium, w tym samym roku była beatyfikacja. Teraz, gdy powoli kończy się „kadencja” na pierwszej parafii, będzie kanonizacja Wielkiego Papieża. „Prześladuje” mnie Jan Paweł II. Ilekroć wieczorem od niechcenia zajrzę na zegarek, o dziwo! Jest godzina 21.37, co do minuty. Wiem, że On jest blisko… W końcu Karole (chyba tak to się pisze) powinni trzymać razem ;)

Kilka miesięcy temu otrzymałem wspaniały prezent. Relikwie Jana Pawła II. Kosmyk jego włosów. Przez to Ojciec Święty staje się jeszcze bliższy… Jednak jak na papieża przystało relikwie pielgrzymują… Są u jednej rodziny. Wypożyczone- że tak brzydko napiszę. Bo tam razem z Nim modlą się o dar potomstwa… I ufam, że wymodlą. Już w taki sposób w naszym Gniewinie urodziło się dwoje dzieci. Małe wielkie cuda. Nie opisane w księgach, gazetach, Tv… Zapisane głęboko w sercach ludzi.

I dziś tak sobie dumam. Do papiestwa mnie nie ciągnie (dla niskiego człowieka „za wysokie progi”), choć biała sutanna w szafie (czeka… na teatr). Cięgnie mnie do świętości…