BLOG

Ksiądz Karol Ciesielski

wejścia

Główna|wejścia |Unique

  • ostatnie 24 h: 706
  • ostatnie 7 dni : 5 284
  • 30 dni: 30 963
  • teraz online: 5

Drogie dzieci! Również dziś was wzywam, przeżywajcie w modlitwie wasze powołanie. Teraz, jak nigdy dotąd, szatan chce udusić swoim zaraźliwym wiatrem nienawiści i niepokoju człowieka i jego duszę. W wielu sercach nie ma radości, bo nie ma Boga ani modlitwy. Nienawiść i wojna rosną z dnia na dzień. Wzywam was, kochane dzieci, abyście zaczęli od nowa, z zachwytem drogę świętości i miłości, bowiem z tego powodu przyszłam do was. Bądźmy razem miłością i przebaczeniem dla tych, którzy potrafią i chcą kochać jedynie miłością ludzką, a nie tą, nieograniczoną miłością Bożą, do której wzywa was Bóg. Kochane dzieci, niech nadzieja na lepsze jutro będzie zawsze w waszym sercu. Dziękuję wam, że odpowiedzieliście na moje wezwanie.

Jak bardzo ważne jest świadectwo w dzisiejszym świecie! Przyszedł dzisiaj do mnie… policjant! Nawrócony. Dotknięty przez Boga. Wypiliśmy kawę, pogadaliśmy. Jak On mówił o Jezusie, z jakim przekonaniem, mocą. Zwariował dla Jezusa. Szacun dla Niego. Mówił, że w pracy to ciężka orka przyznać się do Jezusa i mówić o nim. Ale nawrócił już kilku swoich kumpli – policjantów i ciągnie ich na modlitwy o uzdrowieni. Nawet kupił im krzyże św. Benedykta, które noszą i mówią mu, że “to działa”. Śmiał się, że niektórzy z chęcią ubraliby go w kaftan bezpieczeństwa. I smucił, że przez bliskość z Jezusem wielu z rodziny odwróciło się od niego. Niestety tak jest cena przylgnięcia do Niego.

Dlatego kochani zachęcam Was do świadectwa! Odważnego. Nie wstydźcie się. Być może Twoje świadectwo zbliży kogoś do Niego? Nawróci. Zapraszam wszystkich uczestniczących w naszych adoracjach do składania świadectw. Wielu Bóg uzdrawia i uwalnia. Nie zachowuj tego tylko dla siebie. Podziel się. Wierzę, że potrafisz!

Przebogaty dzień. W rozmowy, ludzi, doświadczenia.  Nie pozwala Bóg nudzić się księdzu.Oj nie. I dobrze. Do południa niosłem Jego błogosławieństwo w ramach kolędy. Błogosławieństwo. Łamałem wszelkie przekleństwa, nakładałem ręce na chorych, przytulałem schorowane staruszki, resztą niech zajmie się SZEF. Po południu odwiedziny. Nie ukrywam, że wyczekiwane od dłuższego czasu. Zdecydował się. Duch święty go przyprowadził. Wyjątkowy gość. Mocny. Szczery do bólu. Pragnący kochać i być kochanym. Zawstydził mnie. Swoją szlachetnością, wiarą i dobrym sercem. I po raz setny mówię, że mam szczęście do dobrych ludzi. I czuję się za nich odpowiedzialny. Bo zostawiają tutaj swoje serce, ufają. Przychodzą pogadać, wyżalić się, wypłakać, przychodzą po nadzieję, po dobre słowa, albo po prostu żeby pobyć. Nie jestem nikim wyjątkowym, ale za to mówię o kimś Wyjątkowym, wierzę w Niego i daję Go im. Żeby i oni byli wyjątkowi. Tylko tyle. A jak działa!!!

Dostałem także dziś wyjątkowy prezent starannie zapakowany. Kaktus. Bym umiał czekać i wierzyć, że kiedyś przebije się i wyrośnie kwiat z tego co suche, trudne, kolące. Zapewne piękny kwiat. Jakby obdarowujący znał słowa ks. Popiełuszki, że, “to, co wielkie i piękne, rodzi się przez cierpienie”. A więc będziemy “rodzić”, choć to na pewno przyjemne nie jest. Pomogę Ci “urodzić” w modlitwie… Ty wiesz co! Nie jesteś sam, pamiętaj!  Mam dać jakiś znak jak kwiat urośnie. Więc daję Ci już “znać”, urósł… Ty nim jesteś. Dzięki Bracie Drogi za to, że umiesz tak kochać. Pozazdrościć takiego męża i taty. Dzięki, że starasz się, walczysz. Tak trzymaj chłopie! Nawet nie wiesz jak jesteś blisko Niego.

Między czasie zebrał się zespół ewangelizacyjny, kilka godzin ćwiczeń w salce. Razem uwielbialiśmy Boga przez pieśni, modliliśmy się, to cudowne doświadczenie. Tak będzie co tydzień. Żeby było w nas więcej ducha. Cieszę się nimi, że dla Niego poświęcają swój czas, będą owoce, ogromne! Tacy piękni są jak się razem modlą. Takie radosne twarze, oczy! To ON nas zmienia. Dziękuję Wam za Wasze ogromne serca, zapał i za to, że Wam się stale chce uwielbiać ;)

Stanisław, a właściwie Stasiek to niesamowity człowiek. Co w nim takiego niesamowitego? Chociażby to, że ma dopiero pół roczku, a już jest “nauczycielem”. Odwiedzając moje kuzynostwo i ich pięknego synka nauczyłem się od niego jednej rzeczy. Trzeba się dużo śmiać ;) Ten mały śmieszek nieźle mnie zewangelizował. Dał do myślenie. Śmiał się prawie bez przerwy. Ten uśmiech – niewinny, czysty, szczery trafił prosto w serce. I tak dumam, że przecież uśmiech nic nas nie kosztuje a ile radości może wnieść w życie drugiego człowieka. Ten mały szkrab podniósł mnie na duchu. Nawet u wujka na kolanach uśmiechał się od ucha do ucha.

Patrzę w lustro na swoją gębę, nie zawsze uśmiechniętą, radosną, często łapię się na smutku. Taka twarz nikogo nie zewangelizuje- mówię do siebie. Ilu takich chodzi po ulicach, w kolejkach do sklepu, na pocztę, w urzędach, w parkach. Posępni, przybici, smutni- zarażają innych. Odpychają. Jana PAWŁA I nazywano papieżem uśmiechu. Czy ja mogę siebie nazwać człowiekiem uśmiechu, Bożej radości? Zauważyłem, że im ludzie są dalej od Boga tym mniej się uśmiechają.

Uśmiechnięty Franciszek pisze n na twitterze: “Nie mogę sobie wyobrazić chrześcijanina, który nie potrafi się uśmiechnąć. Dajmy radosne świadectwo naszej wiary!”. Ja też nie mogę sobie tego wyobrazić… I nawet nie chce. Ten kto chodzi w nieustannym smutny ten jest anty-świadectwem. Do śmiechu gotowi? START  ;) Dzięki Stasiek!

Dobrze, że jest taki dzień jak dzisiaj, dzień Babci. Bez niej życie byłoby nudne, posępne. Ona nadaje życiu słodki smak. Od niej bije wyjątkowe ciepło bo babcine. Jej zmęczone życiem oczy, skądinąd radosne i poorana zmarszczkami twarz to najpiękniejszy pejzaż jaki widziałem. Pierwszy raz mojej jednej babci złożyłem życzenia na cmentarzu. Z doniczką róż, zniczem i modlitwą. Tak jakoś dziwnie mi było. Przedtem pojechałem do jej mieszkanie, mam swój klucz więc wszedłem, zapaliłem światło i powiedziałem jak zawsze “Wszystkiego dobrego Teresko”… Został tylko fartuch na wieszaku w przedpokoju i pusty fotel pod piecem. Już w Twoim mieszkaniu nie będzie zapachu smażonych  placków ziemniaczanych czy mandacha. Niedawno były święta, te pierwsze bez Ciebie. Choinka w piwnicy w tym roku przestraszona nie miała odwagi ubrać się i przyjść do Twojego dużego pokoju. Karp w galarecie tak przez Ciebie lubiany, pozostał nietknięty. A tak lubiłaś dobrze zjeść. Barszcz z uszkami pobladł i wystygł. Opłatek był wilgotny przez łzy. Tak już pewnie musi być…

Choć minął dobry miesiąc to wciąż myślę przyjeżdżając do niej, że powie do mnie “i jak tam Ci idzie synku”?  Dobrze babciu, staram się nie przynieść Ci wstydu. I patrzę na dziś na Twoje zdjęcie. I modlę się za Ciebie. Twoimi najwierniejszymi przyjaciółkami były choroby, które nie opuszczały Cię ani na krok. A miałaś ich wiele. One były Tobie najwierniejsze. Wyciskały wiele łez, których nikt nie widział. Nogi i serce poorane ranami nie dawały Ci spać. Od czasu do czasu Twoja siostra cukrzyca litowała się nad Tobą i tuliła Cię do mocnego snu. Teraz masz wieczny odpoczynek. Dziękuję Ci za wszystko!
“Szczęśliwi, którzy umierają w Panu”. Ufam, że jesteś z Nim szczęśliwa. Dzisiaj chcę Ci powiedzieć jedno: TY się módl za nas, bo już jesteś święta, pamiętaj o nas, jak BABCIA pamięta