BLOG

Ksiądz Karol Ciesielski

wejścia

Główna|wejścia |Unique

  • ostatnie 24 h: 750
  • ostatnie 7 dni : 7 219
  • 30 dni: 30 537
  • teraz online: 5

Celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa niebieskiego. No ładnie! Nawet przed księżmi? Czcigodnymi, kanonikami, prałatami, infułatami? Tak nawet. Zdziwią się ci w różach i w czerni… Może i ja będę zdziwiony?! Będzie się działo. Bóg obnaża obłudę faryzeizmu. Świetnie to ujmuje Franciszek: „Ci obłudnicy, którzy gorszyli się tym, co mówił Jezus o celnikach i nierządnicach, sami potem po cichu chodzili do nich, by zaspokoić swoje namiętności albo robić interesy. To wszystko czynili po cichu, ale formalnie byli czyści. Takich Pan nie miłuje”.

Ostre co? Pewnie wielu -w tym księży-psioczy na papieża, podobnie jak za dawnych lat faryzeusze na Jezusa. Bo może jest za prosty? Za dosadny? Nie podoba im się taki styl, bo oni sami wolą być urzędasami. Starają się być bardziej papiescy od papieża… Bo przecie „Namiestnik Chrystusa” powinien być bardziej dyplomatyczny, mówić wokoło na około, czyli o niczym. Powinien umieć zanudzić jak robi to część „przewielebnych” na kazaniach, a potem dziwią się, że ludzi nie ma i uciekają gdzie indziej. Zazdrośnicy. Szkoda, że nie prowadzi się dla takich żadnej terapii. A papież po prostu jest Jezusowy. I tyle. Nam kapłanom często grozi to paskudztwo zwane pychą. Jesteśmy za dumni żeby przyznać się do błędów, boimy się wyjść do ludzi, bo boimy się konfrontacji.  Zamykamy się na plebaniach i kisimy się w sosach w zalewie własnej. Według naszej wąskiej rozumowej kartoteki dzielimy ludzi na tych co idą do niebo bądź piekła. Nie umiemy spojrzeć szerzej dalej, nie umiemy cieszyć się człowiekiem.  Czyli jesteśmy niepodobni do Jezusa, a mamy być przecież „drugim Jezusem”. Ciągle musimy jątrzyć, nawet we własnym środowisku, chlapać jęzorem jak psy w poczuciu „misji” ratowaniu Kościoła. (Czy ratowania siebie, swojego podupadłego wizerunku?!) Bo zawsze coś będzie źle.

Kiedyś jeden ksiądz mówił mi na temat innego: „on jeszcze nic dobrego o żadnym księdzu nie powiedział”. Myślałem, że to przesada. Szybki się przekonałem, że jednak nie. Znam wspaniałych księży, którym się chce coś robić, prócz mszy świętej i spowiadania (to jest priorytet, ale on nie wystarczy tym, którzy chcą więcej i głębiej) „szaleją” z wieloma innymi pomysłami. I mają wzięcie! Choć „życzliwi” chcą ich wyhamować to Bóg ich prowadzi, Duch święty wspiera, a ludzie kochają, bo widzą, że księdzu zależy na nich.

I na koniec jeszcze raz oddaję głos Franciszkowi, który jasno skwitował faryzeuszy. To świetny tekst do medytacji:  „To jest dramat obłudy tych ludzi. A Jezus nigdy nie kupczył swoim sercem Syna Bożego, ale był tak otwarty na ludzi, szukając sposobów przyjścia im z pomocą. A tamci powiadali: «Tak nie można, nasz porządek i nasze nauczanie mówią, że nie wolno tak czynić!. Czemu Twoi uczniowie jedzą ziarno z pola, gdy idą w szabat? Tak nie wolno!». Byli bardzo sztywni w tym swoim rygorze: «Nie, dyscypliny nie wolno ruszać, bo jest święta”.

Niedawno Franciszek przypomniał decyzję Piusa XII, który zniósł ówczesny post eucharystyczny. „Pewnie niektórzy z was to pamiętają. Nie wolno było nawet napić się kropelki wody. A przy myciu zębów trzeba było uważać, by nie połknąć wody. Ja sam kiedyś jako młody chłopak spowiadałem się z tego, że przystąpiłem do komunii, choć zdawało mi się, że jakiś łyczek wody wpadł mi do środka. To prawda. Gdy Pius XII zmienił dyscyplinę, już odezwały się głosy: «Herezja! Tak nie może być! Naruszył dyscyplinę Kościoła!». Tylu faryzeuszy się zgorszyło, że Pius XII uczynił jak Jezus: dostrzegł ludzką potrzebę. Biedni ludzie cierpiący w upale. Księża, którzy odprawiali trzy Msze, ostatnią o pierwszej po południu, na sucho. Taka była kościelna dyscyplina. I tacy byli faryzeusze z tym swoim rygoryzmem: sztywni na zewnątrz, a w środku, jak powiedział Jezus, przegnici, słabi aż do zgnilizny. Mroczni w sercu” – mówił Franciszek.

„Także nasze życie może się takie stać. I powiem wam, że czasem, gdy spotykam takich ludzi, takich chrześcijan o słabym sercu, nie opartym na Jezusie jako skale, a za to bardzo sztywnych na zewnątrz, modlę się: ‘Panie, podłóż im skórkę od banana na drodze, niech fikną niezłego kozła, niech się zawstydzą z powodu swej grzeszności i tak niech spotkają Ciebie, który jesteś Zbawicielem”,

Uważajmy na skórki od banana… ;)

 


Gdybyście wiedzieli jak bardzo Was kocham płakalibyście  z radości…

Kochani! Od 12 do 23 sierpnia 2015 roku wyruszamy do Matki Bożej. To takie rekolekcje maryjne w drodze. Zostało już tylko kilka miejsc.

Szczegóły pod nr tel. 791-890-568.

Może Maryja i Ciebie zaprasza?

 

Dzisiaj w zastępstwie księdza Proboszcza przyszło mi iść do więzienia. Kiedyś jako kleryk chodziłem dziś poszedłem jako ksiądz. Zresztą jak mówi Pismo Święte: “Pan posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność” Łk 4,18

Grube mury, kraty, kilka drzwi pancernych, druty kolczaste – a w środku… Ktoś powie bandyta, morderca, zwyrodnialec. Powiem trochę przekornie – człowiek! Pogubiony, któremu nie wyszło w życiu, nie udało się. Pewnie z różnych powodów, a może i nie było powodu. Człowiek, który czeka na dobre słowo, na nadzieję.

Pierwszy facet, który wchodzi do kaplicy przestawia się, podaje ręki, i mówi, że siedzi za morderstwo. Spowiada się. Schodzą się powoli z różnych oddziałów. Klękają. Żegnają się. Młodzi, starsi. Rozmawiają, proszą o obrazki. Przyniosłem im kartki robione własnoręcznie z życzeniami od dzieci z naszej parafii. Jednemu popłynęły łzy, mówi: “proszę księdza synek na mnie czeka w domu, ale dopiero za 5lat wychodzę”. Kilkunastu chłopa głośno śpiewa “Archanioł Boże Gabriel”. Kaplica więzienna adwentowo huczy. Radość w moim sercu. Przyniosłem im Boga, a oni Go przyjmują. W kazaniu mówię im o tym, że Bóg każdego dnia o nich walczy i nie skreśla, nie brzydzi się. Zapadła głucha cisza. Oni naprawdę słuchają. Nie mają mnie gdzieś. Czuję działanie Ducha świętego. Taki jest Bóg. Wspomaga. Wymiata NIEZIEMSKO… Ufam, że przemówił chociażby do jednego obecnego tam faceta.Widziałem to w ich oczach. Na koniec uścisnąłem każdemu dłoń patrząc w oczy, uśmiechając się i mówiąc: “trzymaj się, będę się za ciebie modlił, zmów też za mnie jedną Zdrowaśkę”.

Wychodzę na wolność… Chodzę ulicami. I kogo widzę?  Mnóstwo “więźniów” na wolności. Za kratami  pracoholizmu, zakupoholizmu, alkoholizmu i innych “izmów”. Niszczą ich nałogi, wysysają z nich życie. Ludzie, którzy budują między sobą potężne mury, wyższe niż te więzienne. Widzę drzwi mieszkań, jakby pancerne, zamknięte dla drugiego człowieka. I pewnie większość z nich, gdybym ich zaczepił i zapytał czy wierzą, odpowiedziałaby mi zapewne, że są katolikami. Za czym oni tak pędzą? Gdzie szukają szczęścia? Dlaczego są więźniami tego świata?

Jak kogoś bardzo się kocha naturalne jest, że pragnie mu się to okazać. Na różne sposoby. Między innymi przez różnego rodzaju zdrobnienia. Mówi się do kogoś “kotku”, “rybko” , “tygrysku” itd. Również zdrobnienia występują w imionach pomiędzy przyjaciółmi, rodzicami a dzieckiem, mężem  żoną. Wszystko po to, by przelać z naszego serca do drugiego serca miłość. Chcemy to powiedzieć drugiemu jak najpiękniej, jak najczulej i najdelikatniej. Bo człowiek jest zawsze “naj”…

Kiedyś w pamiętniku ktoś napisał takie słowa: “Kiedy do ludzia tuli się ludź, to ludź do ludzia musi coś czuć”. Jednak nie zawsze i nie w każdej chwili można się przytulić do drugiego. Przeszkadzają w tym chociażby kilometry. Ale zawsze można kogoś przytulić pięknym zdrobnieniem. To działa. Wypróbowałem ;) Spróbujcie także.

Tak samo czyni Bóg gdy mówi: “Nie bój się, robaczku Jakubie, nieboraku Izraelu! Ja cię wspomagam – wyrocznia Pana”". Ktoś mądry powie: “Bogu tak nie wypada mówić”. Właśnie wypada! I dlatego w taki sposób mówi. Jakub jest dla Boga robaczkiem, nie ROBAKIEM, czy paskudnym ROBALEM! Absolutnie nie! Ten “robaczek”jest stworzeniem  kochanym. Kimś wyjątkowym. Cennym. Ale zarazem kimś maleńkim… zdanym na łaskę Boga.

Bóg zachęca by się nie bać. Bo z Nim nawet małemu “robaczkowi” nic nie grozi. Nikt go nie podepcze, bo Pan go wspomaga.

Pozdrawiam wszystkie robaczki Pana Boga ;)