BLOG

Ksiądz Karol Ciesielski

wejścia

Główna|wejścia |Unique

  • ostatnie 24 h: 938
  • ostatnie 7 dni : 7 260
  • 30 dni: 27 448
  • teraz online: 2

Poleciały dziś głowy w Ewangelii. Herod stracił głowę dla kobiety, nie mógł sobie poradzić z namiętnością do niej, był tak nią zauroczony, że poza nią nie widział świata. Wszystko był w stanie jej dać. Dostał bzika na jej punkcie. Ona to wykorzystała. Namąciła mu w głowie swoim ciałem. Wykorzystała sytuację. Ktoś by powiedział – podstępna baba. Na domiar złego, zażądała jeszcze innej głowy. Jana Chrzciciela. Było jej za mało jednej głowy… Jan był niewygodny, wygarnął im całą prawdę, a propos ich niemoralnych planów. Nie mogła tego znieść. Nie chciał przyjąć tej prawdy. Więc uruchomiła swój wdzięk i walory, które w konsekwencji niosły śmierć.

Słyszę dzisiaj, że mąż odszedł od żony, od dzieci, do kochanki. Stracił głowę… Tchórz i mięczak. Poszedł na łatwiznę. I odwrotnie. Matka zostawiła dzieci i męża, bo musi się jeszcze wyszaleć, seks i dyskoteki jej w głowie. Nie dorosła do macierzyństwa. Gówniara. Wszystko diabli wzięli. Szkoda tych biednych dzieci, ich łez, zniszczonego dzieciństwa. Stali się półsierotami.

Przychodzi wiadomość; „Chrześcijanie w północnym Iraku proszą o wsparcie modlitewne. Wszystkim tam zamieszkałym  chrześcijanom mają UCIĄĆ GŁOWY ze względu na ich wiarę w ciągu najbliższych kilku godzin. Proszę módlcie się za nich”. Mój Boże… Płakać się chce. Akurat dzisiaj w ŚCIĘCIE JANA CHRZCICELA. Polecą głowy… Poleje się krew. Ile jeszcze?! Jak długo Panie będziesz zwlekał?! Dlaczego nas tak nienawidzą? Przebacz im już teraz, bo nie wiedzą co czynią…. Proszę Was pomódlcie się za naszych braci, którzy są okrutnie mordowani.

Wielu jest takich w naszych rodzinach, sąsiedztwach, pracy, że z miłą chęcią i dziką satysfakcją ukręciliby nam łeb – brzydko mówiąc – gdyby mogli. My nie możemy tak myśleć. Nawet jak dostaniemy od życia po łbie, a dostaniemy, nie raz. Skopia nas do krwi. Ale kto żyje w prawdzie musi obrywać… to jest jej cena, zasmakował tego Jezus, Jan i….może Ty albo ja…

Monika. Kobieta gigant. Oj kolorowego życia to ona nie miała. Istny Krzyż Pański.  Żona gniewnego furiata i zepsutego syneczka, dzięki któremu siwych włosów na głowie jej nie zbrakło. Augustyn to chłopak, który zakochał się w rozpuście, lenistwie i próżniactwie. Przez wiele lat żył w konkubinacie, bez ślubu. Wstąpił do sekty. Pogubił się chłop i to nieźle

A co na to Monika? Jak to Matka. Modliła się. Żarliwie. O nawrócenie. Jednego i drugiego. Czy miała chwile kryzysu, załamania? Na pewno… Bo musiało upłynąć 17 lat !!!, aby Bóg jej wysłuchał. Była nieustępliwa, uparta, miała silną wiarę, jakby „za trzech”… Kiedy spotkała się z jednym z biskupów, szukając pocieszenia i pomocy, usłyszała od niego: „Proś dalej, nic więcej. Nie jest możliwe, aby poszedł na zatracenie syn tylu łez”. I prosiła.

Ilu ludzi dzisiaj zanosi miliony modlitw do Boga… Chcieliby tak zaraz zostać wysłuchani, ewentualnie jutro czy pojutrze. A to nie tak… Ale nie wolno rezygnować, poddawać się. Modlitwa to walka o drugiego człowieka…

Monika to święta na dzisiaj. Ile małżeństw nie może się dogadać, nie umieją rozmawiać ze sobą, zamiast kochać się i szanować  to się ranią. Niszczą w sobie Boże piękno, pozwalają konać ich miłości. Ilu chce pójść na łatwiznę, myśląc o rozwodzie, łudząc się, że to zakończy pasmo ich kłopotów i problemów. Ile matek płacze nocami z powodu złego prowadzenia się swoich dzieci, które popadły w nałogi. Narkotyzują się, piją, kochają rozwiązłość seksualną. Niech będzie bliska im Monika, która pokazała, że „się da”. Z Bogiem wszystko „się da”…

Kolejny piękny dzień idzie spać. Dzisiaj bieganina. Kolejki. Poczta, listy, pisma, prośby. Ośrodek zdrowia, tysiąc badań „niezbędnych” do uczenia w szkole . Urząd Skarbowy. Kwity, zaświadczenia, oświadczenia i inne bzdety bez których, niby ani rusz…  Co zrobić, bez biurokracji ludzie nie mieliby pracy. I odwiedziny Sióstr, jak to kobiety, przyjechały ogarnąć mi trochę ten cały przeprowadzkowy kogiel-mogiel. Ale co tam, to tylko sprawy przyziemne…

Zajrzyjmy na chwilę do „nieba”. A w nim, czyli w Słowie Bożym… Jezus grozi palcem. Tobie też. I mnie. Temu co jest we mnie faryzeuszem. A siedzi we mnie taki faryzeizm. Ile procent we mnie to prawdziwy ja, a ile to taki obłudnik do sześcianu, że aż się kurzy? Co robić w takiej sytuacji? Pogonić go. Tępić! Jak? Pokorą. Miłością. Właśnie tak. I tylko tak.

Robiąc porządki, znajduje starą kartkę z napisem: „Modlę się za Ciebie, swoją nie-wiarą”… Bracie drogi a ja pomodlę się za Ciebie swoją wiarą… Zaglądam do wiadomości, a tam prośby, m.in.: „Proszę, pamiętaj o mnie w modlitwie, bo jestem totalne bagno…”. Pamiętam. Trzymam cię w sercu, przecież wiesz… Jutro będzie słońce, zobaczysz!

Patrzę na moją MARYJĘ. Ach Mateczko, Ty wiesz, Ty wszystko wiesz…  Międzyczasie mądre słowa siostry Marii, patarda, jak powiedziałby mój przyjaciel!: “Bóg nie mógłby znieść świata, na którym nie byłoby Maryi”… Ja też nie zniósłbym takiego świata…

Jeszcze wysyłam kilka sms-ów z błogosławieństwem i chwila z Nim, by się naładować, wtulić się w Niego i poczuć Jego miłość. Dziękuję Panie za życie, za kapłaństwo, za wszystko…

Dzisiaj przed Mszą świętą przeglądałem stare gazety w zakrystii. Trafiłem na ostatni nr. „Loservatore Romano”. A tam oczywiście wypowiedzi Franciszka. Papież prosił wiernych, by pomagali kapłanom być dobrymi pasterzami. Przywołał obraz, który znalazł w pismach jednego z ojców Kościoła, św. Cezarego z Arles. Kapitalny tekst.

„Kiedy cielaczek jest głodny, idzie do krowy, swej matki, by napić się mleka. Ale krowa nie od razu daje mu się napić. Wydaje się, że chce je zachować dla siebie. I co robi cielaczek? Uderza nosem w wymiona krowy, aby dostać mleko. Tak samo i wy musicie się zachowywać względem swych pasterzy – mówi ów święty. – Musicie zawsze pukać do ich drzwi, do ich serca, aby dali wam mleko nauczania, łaski, kierownictwa. Proszę was zatem – mówi papież – naprzykrzajcie się waszym duszpasterzom, przeszkadzajcie nam wszystkim, pasterzom, abyśmy dawali wam mleko łaski, nauczania, kierownictwa. Naprzykrzajcie się! Pamiętajcie o tym pięknym obrazie cielaczka, który naprzykrza się matce, by dała mu jeść”.

Kochani! Zatem do roboty! Jestem dla was. Wykorzystajcie mnie, zaczepiajcie, pytajcie, piszcie, nie bójcie się, czekam na was. Niech naprzykrzanie się wejdzie wam w krew.„Mleka” łask jest pod dostatkiem ;)

Wieczorkiem gorąca linia. Dzwonią. Piszą. Dzielą się wrażeniami z rekolekcjami z o. Bashaborą w Licheniu. Jest ogień! I pytanie w sms-ie: “Czy jako świecki mogę być kimś więcej w kościele?”. Bracie mój drogi, nie możesz! Ty MUSISZ być kimś więcej w Kościele. Do roboty!

 

Jezus przemówił do tłumów i do swych uczniów tymi słowami: “Na katedrze Mojżesza zasiedli uczeni w Piśmie i faryzeusze. Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam polecą, lecz uczynków ich nie naśladujcie. Mówią bowiem, ale sami nie czynią. Wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, lecz sami palcem ruszyć ich nie chcą. Wszystkie swe uczynki spełniają w tym celu, żeby się ludziom pokazać. Rozszerzają swoje filakterie i wydłużają frędzle u płaszczów. Lubią zaszczytne miejsce na ucztach i pierwsze krzesła w synagogach. Chcą, by ich pozdrawiano na rynkach i żeby ludzie nazywali ich Rabbi.

Jaka mądrość płynie od Boga. Widzi i wie, że nie wszyscy, którzy poszli za Nim są święci. Wielu przyzwyczaiło się do bycia księdzem. Schemaciarze. Zamknięci. Zmanieryzowani. Narcystyczni. Dużo gadają a mało robią. Uwielbiają pouczać. Ich życie to jedna wielka pokazówka. Pod ludzi. Gdy ściągają sutanny mają swoje prywatne życie, bo żyją podwójnie. Lubią wykwintne towarzystwa, uzależnieni od tytułów i godności. Zazdrośni, zawistni. Mają manię na swoim punkcie. Wiedza, gdzie i komu się pokazać. Mali ludzie… Ale mimo wszystko Bóg mówi: „Słuchajcie ich…”. Ludzie mówią, ja tam do Kościoła nie chodzę, bo ten ksiądz jest taki czy owaki. Co on będzie mnie pouczał, jak sam żyje jak żyje. „Słuchajcie ich!!!, ale… nie naśladujcie… czyli nie bądźcie tacy sami… „. Do kościoła chodzimy dla Boga, nie księdza. Więc choćby był najgorszy w naszym mniemaniu, najnudniejsze kazania mówił…to Bóg przez Niego działa! Chce działać.

Dziś „wystawiłem” sobie Pana Jezusa, chciałem się na Niego napatrzeć, pogadać. Zdaję sobie sprawę, że potrzebuję coraz bardziej spotkania z Nim w Najświętszym Sakramencie. To jest siła kapłaństwa! Mówiłem Mu o moich przyjaciołach, znajomych, nowych parafianach. Prosiłem o dary, charyzmaty dla dobra wspólnoty. By posługiwał się mną. Leczył. Dotykał. Uwalniał. Przyszedł też do mnie dzisiaj z darem przebaczenie i rozgrzeszenia. Modlę się by nie dotknęła mnie zaraza samouwielbienia, bo wtedy kapłaństwo gnije… Proszę Go o pokorę, by przybliżał Go ludziom i uczył Go kochać.