powiało…

Opublikowany

W sobotni wieczór wieczernik św. Katarzyny zapełnił się po brzegi wiernymi. Trwając w nowennie do Ducha świętego przyzywaliśmy Jego obecności. Zstąpił. Z mocą. Nie czeka na daty ustalone przez ludzi, zstępuję kiedy chce i jak chce. Słowa poznania, proroctwa, wizje, obrazy, spoczynek to Jego ogień. Ogień, który rozpala i daje moc. Wszyscy razem uwielbialiśmy Pana przed Najświętszym Sakramentem. On błogosławił, uwalniał, uzdrawiał. Działał cuda, jak zawsze zresztą, tylko do tych cudów potrzebuje człowieka wierzącego. Jaki piękny widok, gdy cały Kościół się modli, trwa razem z Maryją, bo tam gdzie jest Matka Boża, tam jest Duch święty, tam jest moc, tam jest wszystko.

Dziękuję wszystkim, którzy wiernie trwają na modlitwie o uzdrowienie i uwolnienie. Tym, którzy się nie zniechęcają, którzy mają wielką miłość do Boga, mimo swoich zranień, słabości i grzechów. Tylko ON może nas dotknąć i dotyka.

Niech Jezus będzie w Was wszystkich uwielbiony 😉

Opublikowany

“Przez MARYJĘ do JEZUSA”

msza święta z modlitwą o uzdrowienie i uwolnienie 27 maja 2017 roku

godz. 19.00, parafia św. Katarzyny w Starogardzie Gdańskim

po mszy św. egzorcyzm oleju i soli oraz adoracja Najświętszego Sakramentu

przynosimy ze sobą w ramach wdzięczności “Kwiatek dla MARYI”.

Opublikowany

29 maja 2017 wyjeżdżamy do kina do Tczewa na film o mocy różańca –  “Teraz i w godzinę śmierci”.

Koszt, bilet i autokar 19zł. Wpłaty i zapisy w zakrystii św. Katarzyny w Starogardzie.

ogłoszenie

Opublikowany

Zapraszamy do wspólnego uwielbienia Jezusa na stadionie PGE narodowy 1 lipca 2017 (sobota) w Warszawie. Będzie to V jubileuszowe uwielbienie Jezusa w mocy Ducha Świętego, które poprowadzi ks. John Bashobora. Przypada ono w roku 50-lecia odnowy charyzmatycznej i 300-lecia koronacji Matki Bożej Jasnogórskiej.

Wyruszamy z pod kościoła Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata w Starogardzie Gdański (ul. Skośna 36) o godz. 2:00. Skąd autokarem udamy się prosto do Warszawy.

Koszt 125,-zł/osoba w tym przejazd autokarem i bilet wstępu.

Organizatorem jest Wspólnota Dobrego Pasterza działająca przy parafii Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata.

Zapisy telefoniczne: 607697237

Bóg zapłać,
Paweł Obrycki

służący czy przyjaciel?

Opublikowany

Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego.

Bóg nie potrzebuje służących, typu: “przynieś, podaj,  pozamiataj – w wolnej chwili se polataj”. On nie chce mieć kamerdynerów “zawsze do usług”. Nie chce ludzi wyrachowanych liczących na zapłatę za “służbę”, sztywnych urzędników czekających na wynagrodzenie czy pochwałę.  Sługa tylko spełnia pewne czynności, ale nie ma dostępu do serca Pana. Dopiero przyjaciel ma do niego dostęp, całkowity. Bo przyjacielowi się ufa, słudze nie zawsze. Sługa to “obowiązek”, przyjaciel to “słodka miłość”. Dobrze mieć obok siebie tych drugich, może niewielu, może jednego, ale na dobre i złe, na całe życie. Wielu jest takich do nadskakują nam z różnych stron, dla podchlebienie, dla dowartościowania siebie, dla “czegoś tam”. Wielu przyjaciół z perspektywy czasu się nie docenia, a przecież – trochę przeinaczę słowa – stara przyjaźń nie rdzewieje. Te stare i sprawdzone przyjaźnie są najtrwalsze, wyzute z tego, co przyjaźń niszczy a w konsekwencji zabija.

W przyjaźni trzeba dać serca, ale tak naprawdę, nie w kawałku, ale całe, takie jakie jest, “bez makijażu”, bez przebrania. Dlaczego Jezus nazywa uczniów przyjaciółmi? Skąd ta zmiana? “Albowiem oznajmiłem wam WSZYSTKO, co usłyszałem od Ojce mego”. WSZYSTKO im o sobie powiedział i o tym, co się wydarzy, co przyjdzie. Nie było niejasności, nie było sekretów i sekrecików szeptanych na ucho. Wszystko było jasne. Bóg podzielił się sobą na maksa… Odsłonił swoje serce… Ale oni tego nie docenili, poszli w długą, został tylko Jan, ale ON i to im wybaczył. Na tych chyba polega przyjaźń. Ta prawdziwa. Odsłonić serce… czyli zaufać. Tylko tyle i aż tyle.

Kim jestem? Służącym Boga czy jego przyjacielem?

najchętniej zamieszkałbym w medjugorje…

Opublikowany
W czasie wielu pielgrzymek miałem okazję wielokrotnie oglądać cuda Jezusa dokonywane za pośrednictwem Maryi. To, co Matka Boża robi z sercami ludzi w ciągu tych kilku dni pielgrzymki, jest niesamowite – mówi Dominik Chmielewski SDB

 

Dorota Szczerba: Księże Dominiku, jestem pod dużym wrażeniem historii księdza nawrócenia, która wydarzyła się w Medjugorie na wzgórzu Podbrdo i stała się też historią powołania kapłańskiego. Jak dawny karateka, będący mistrzem wschodnich sztuk walki, odnalazł się w seminarium?

 

Ks. Dominik Chmielewski: W zakonie salezjańskim jestem już 19 lat, 11 lat jestem księdzem. Przeżywam wspaniałą przygodę swojego życia. Bycie księdzem daje mi całkowite spełnienie i chociaż niejednokrotnie przeraża odpowiedzialność wiążąca się z byciem kapłanem, to zaufanie w miłosierdzie Jezusa i czułość wstawiennictwa Maryi mnie uspokaja.

 

Nie żałuję i nigdy nie żałowałem decyzji o wstąpieniu do zakonu. To dla mnie także potwierdzenie, że to, co stało się w Medjugorie, nie było tylko porywem emocji i czymś, co sam sobie wmówiłem czy wyobraziłem, ale autentycznym wezwaniem Maryi.

 

Czy wracał Ksiądz później do Medjugorie?

 

Do Medjugorie jeżdżę regularnie, byłem tam około 30 razy. Najchętniej zamieszkałbym w Medjugorie, gdyby to ode mnie zależało.

 

W czasie wielu pielgrzymek miałem okazję wielokrotnie oglądać cuda Jezusa dokonywane za pośrednictwem Maryi. To, co Matka Boża robi z sercami ludzi w ciągu tych kilku dni pielgrzymki, jest niesamowite. W Polsce często latami się trudzimy, formując ludzi, wzywając do nawrócenia, a Maryja czyni to tutaj błyskawicznie. Za każdym razem tempo i głębokość tych przemian robi na mnie wielkie wrażenie.

 

Poznałem widzących, ale nie skupiam na nich uwagi pielgrzymów. Najważniejsze jest głębokie spotkanie z Jezusem i Maryją – tylko to mnie interesuje w formowaniu pielgrzymów. Efekty przechodzą najśmielsze marzenia. Widzący, co zrozumiałe, z biegiem lat zaczęli dbać o swoją prywatność. Mieszkają obecnie nie tylko w Medjugorie, ale także we Włoszech i USA. Przyjeżdżają do Medjugorie na szczególne uroczystości związane z objawieniami. Mają swoje prace, rodziny i problemy, ale najważniejsze, że nieustannie dają osobisty przykład, że modlitwą i postem można rozbroić każdy szatański plan niszczenia wszystkiego, co związane z Medjugorie.

 

Co w orędziu Królowej Pokoju uważa Ksiądz za najważniejsze? Jest ono przede wszystkim ostrzeżeniem czy zachętą?

 

Jest Ewangelią przeżywaną Sercem Maryi. Głosem z nieba przekazującym światło na odczytanie znaków czasów, w których żyjemy. W orędziach Maryi przewija się cała Ewangelia, podana w bardzo prosty sposób.

 

Jest też zaproszeniem do intymności z Bogiem przez modlitwę, która ma się stać największą radością życia. Jest jeden refren, który przewija się przez wszystkie orędzia Maryi: módlcie się, módlcie się, módlcie się. Modlitwa jest najważniejsza.

 

Co odróżnia objawienia z Medjugorie od innych? W książce podążam za myślą Mirjany, że Matce Bożej chodzi przede wszystkim o ocalenie dusz – w kontekście tajemnic i tego, co może się stać ze światem.

 

Na pewno czymś szczególnym jest zapowiedź Maryi, że przychodzi ostatni raz na ziemię, aby nas wezwać do nawrócenia. Taka zapowiedź nie wybrzmiała w żadnym z wcześniejszych objawień maryjnych.

 

Początkowe szukanie przez pielgrzymów sensacyjnych wiadomości o końcu świata czy przyszłości ustępuje miejsca systematycznemu, konsekwentnemu skupieniu się na formacji serca całkowicie oddanego Jezusowi i przygotowanych przez Maryję planach pokoju dla całego świata.

 

Czy wszyscy widzący otrzymują te same tajemnice?

 

Próby orzekania o treści tajemnic są tylko prywatnymi opiniami różnych ciekawskich. Wydaje mi się jednak, że widzący otrzymują różne odsłony tych samych tajemnic, wydarzeń związanych z ich osobistym zaangażowaniem w kluczowe aspekty planu Maryi, w które każdy z nich jest wtajemniczany.

 

W Fatimie mowa była o grzesznikach, tutaj o – jak mówi Gospa – “tych, którzy jeszcze nie poznali miłości Bożej”. Dla agnostyków i ateistów taka myśl – jakoby to oni byli największym zmartwieniem Gospy, a nie na przykład ludzie pyszni, wyniośli, zamknięci na innych, ale wierzący – może być trudna do przyjęcia.

 

Człowiek jest stworzony przez Boga z miłości i do miłości. W pełni swoją tożsamość odnajduje tylko wtedy, gdy zaczyna żyć miłością do Boga z całego serca, ze wszystkich sił i z całej duszy, a miłością do bliźniego – jak do siebie samego.

 

Jeśli nie ma się tej fundamentalnej tożsamości umiłowanego dziecka Bożego, ukochanej córki czy syna Ojca Niebieskiego, łatwo można się stać obiektem manipulacji szatana, który najbardziej lubi odtwarzać w nas swoje uczucia nienawiści i wrogości do Boga.

 

Myślę, że najtrudniejsze do przyjęcia w orędziu może być to, że współcześnie wielu ludzi trafia do piekła. W końcu Kościół o żadnym człowieku nie orzekł, że jest potępiony, a Dobra Nowina głosi, że Bóg pragnie zbawienia wszystkich ludzi…

 

…ale wielu ludzi nie pragnie zbawienia przez Boga. O nich mówi Ewangelia: wielu idzie szeroką drogą na zatracenie, a niewielu wąską prowadzącą do zbawienia (por. Mt 7,13-14; Łk 13,23-24).

 

Twarde słowa o braku pokuty i o śmierci wiecznej tych, którzy uważają się za wierzących i nienagannych, choć są naganni w Jego oczach, przewijają się przez całą Ewangelię i dają do myślenia.

 

W jaki sposób zapraszać do Medjugorie młodych ludzi, którzy zupełnie stracili zainteresowanie Bogiem? Czy Medjugorie z ulicami kiczowatych dewocjonaliów jest dla nich dobrym miejscem?

 

Najlepszym! Zaraz za sklepikami ukazuje się surowość Podbrdo, miejsca objawień, dalej – prosty kościół bez przesadnej ornamentacji i wiele innych miejsc, w których można się wyciszyć. Niesamowity pokój odczuwalny jest w atmosferze Medjugorie.

 

Poza tym wiele wspólnot mieszkających w Medjugorie, w których młodzi z całego świata świadczą o pięknie życia z Bogiem i Maryją, robi ogromne wrażenie na młodzieży z całego świata. Z doświadczenia wiem, że sklepiki bardzo szybko stają się nudne, a to, co najważniejsze w sferze przeżycia duchowego, każdego dnia pobytu rośnie z niewiarygodną siłą.

za: deon.pl

lednica 2017

Opublikowany

Kochani,

są jeszcze wolne miejsca na wyjazd młodzieży na Pola Lednickie. Koszt 80 zł. Zapraszam do zapisywania się 😉

3 czerwiec 2017 r. ruszamy prędko rano, wracamy w niedzielę nad ranem.

owocowa Ewangelia..

Opublikowany

Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie – o ile nie trwa w winnym krzewie – tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie. Ja jestem krzewem winnym, wy – latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić. Ten, kto we Mnie nie trwa, zostanie wyrzucony jak winna latorośl i uschnie. I zbiera się ją, i wrzuca do ognia, i płonie. Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, poproście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni. Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami.

W Ewangelii pachnie dziś owocami. To wcale nie truskawki, winogrona czy banany. To jeszcze słodsze owoce, bo one pochodzą od Ducha świętego. Jezus obiecuję, że będę owocował jak będę trwał w Nim. Bóg jest ogrodnikiem, pielęgnuje, dogląda, dba, ale jak trzeba to i boleśnie przycina, a nawet wycina jeśli trzeba.Jednak trwanie w Jezusie tylko na zewnątrz, na pokaz, bez głębszej relacji nie przynosi owoców. Można być w ciele Chrystusa, którym jest Kościół, czerpać “jego soki”, korzystać ze słowa Bożego, sakramentów, życia wspólnotowego, rozmowy z księdzem, a nie przynosić owoców. To przeraża, ale tak bywa, gdy zabraknie żywej wiary, a zostaną tylko religijne praktyki. Chrześcijaństwo nieprawdziwe, udawane nie ma nic wspólnego z przynoszeniem owoców. Nigdy ich nie przyniesie.

Papież Benedykt XVI mówi: “Jeśli pozostaniemy z Nim w jedności, wówczas i my wydamy owoc, wówczas i nas powstanie już nie ocet samozadowolenia, niezadowolenia z Boga i Jego stworzenia, ale dobre wino radości w Bogu i miłości do bliźniego”. Trwajmy w Nim, mocno, wszędzie, bo wszędzie mamy być świadkami Jego miłości, która egzorcyzmuje ten świat…

w kolejce do… modlitwy

Opublikowany

Kto we Mnie wierzy, będzie także dokonywał tych dzieł, których Ja dokonuję, owszem, i większe od tych uczyni, bo Ja idę do Ojca. A o cokolwiek prosić będziecie w imię moje, to uczynię, aby Ojciec był otoczony chwałą w Synu. O cokolwiek prosić mnie będziecie w imię moje, Ja to spełnię.
To dzisiejsze Ewangelia. Działa się dzisiaj w świętej Katarzynie. Dokonywały się wielkie dzieła , Boże dzieła, uzdrowień, uwolnień, przebaczeń. Od rana, praktycznie do wieczora, z przerwa na obiad trwała modlitwa wstawiennicza. W obecności Najświętszego wstawiennicy wypraszali u Boga łaski dla wielu ludzi. Byłem w pozytywnym szoku jak zobaczyłem ile ludzi czeka w kolejce non stop, ilu ludzi potrzebuje modlitwy, dotknięcia Pana, jak bardzo potrzebują Jego uzdrawiającej miłości. Wszystko działo się “w Jego Imię” i w obecności Matki Bożej. To też Jej “sprawka”, to ona “maczała w tym swoje palce”. Jak radość i szczęście po stronie ludzi modlących się i obmadlanych. A jak cieszy się moje serce. Spisaliście się kochani, napracowaliście się, dzięki za Wasz trud, poświęcenie i czas. I za to, ze Wam się chce, że nie rezygnujecie, nie uciekacie, ale walczycie o człowieka dla Boga.

Pojechałem dzisiaj do kwiaciarni by kupić Jej piękny bukiet, taki jaki dostała ode mnie na prymicje, niebieskie margaretki, postawiłem je obok mojej Maryi, chyba się ucieszyła, w końcu taki najgorszy to nie jestem 😉

Wieczorem procesja, przecudna, morze światła idzie przez Starogard. I ona pośród białych róż błogosławiąca mojemu miastu. Dziękuje naszym parafianom, że zawsze można na Was liczyć, że nigdy nie zawiedliście,  takich owieczek żaden pasterz się nie powstydzi, za Wasz uśmiech, serdeczność, rozmodlenie, za to, że jesteście blisko nas-kapłanów i za to, że macie wielką miłość niech Bogu będą dzięki. Idę już spać, zmęczony jestem nie ukrywam, ale to wszystko dla Matki Bożej. Niech Ona nas wszystkich mocno przytuli do Siebie.