msza św. z modlitwą o uzdrowienie i uwolnienie

Opublikowany
Kochani,
21 października w sobotę zapraszamy Was na mszę świętą z modlitwą o uzdrowienie i uwolnienie do parafii św. Katarzyny Aleksandryjskiej w Starogardzie Gdańskim.
po mszy św. egzorcyzm oleju i soli
będzie można także nabyć modlitewnik z modlitwami o uzdrowienie z ludzkich zranień.
czekamy na Was – ks. Karol Ciesielski
Opublikowany

za chwilę trafisz w objęcia Morfeusza

wyciszysz telefon

zmówisz pacierz

wyłączysz lampkę

jak zdążysz

 

w łóżku za dużym jak na jedną osobą

czeka na ciebie twoja wierna poduszka

tylko ona bo psa nie masz

chociaż ktoś przytuli cię od niechcenia

 

i znowu odlecisz w niekapłańskie sny

które cię zaprowadza za daleko

jak nie przystało na księdza

 

i wcale nie będziesz żałował

rano się wytłumaczysz niepamięcią

bo to przecież prawda

koronacja…

Opublikowany

Data  13 października 2017 roku na zawsze zapisze się w moim sercu. Miałem ten zaszczyt i tę radość koronować figurę Matki Bożej Fatimskiej w Gdańsku na Złotej Karczmie. Osobiście do dla mnie wielkie wyróżnienie. Przyznam się, że bardzo drżały mi ręce i serce gdy nakładałem Maryi koronę. Dziwne uczucie, ale jednocześnie piękne. Czy Maryja potrzebuje naszych ziemskich koronacji? Oczywiście, że nie. Ona bez tego jest Królową nieba i ziemi. Ale my potrzebujemy takich koronacji, one wyrażają naszą miłość, zaangażowanie i oddanie się Jej, wyrażają naszą bliskość z Nią. Maryja nie potrzebuje złota, srebra, klejnotów, potrzebuje czegoś więcej, potrzebuje „złota” naszej miłości, wierności , uczciwości, wiary. Na Złotej Karczmie jest czczona jak Matka Pięknej Miłości. Niech więc  nasz uczy tej prawdziwej miłości. Miłości, która „wszystko znosi, wszystko przetrzyma i nigdy nie ustaje”.

Ten, kto się trzyma Maryi, ten jest bezpieczny, chroniony, ten już wygrał. Ks. Bosko mówił „Miej wielką, szczerą i nieustającą pobożność wobec Przenajświętszej Maryi. Gdybyś wiedział, ile warte jest to oddanie, nie zamieniłbyś go nu żadne złoto świata!”. FIAT za Was i za siebie!

syndrom Jonasza…

Opublikowany

Gdy Bóg przebaczył Niniwitom, nie podobało się to Jonaszowi i oburzył się. Modlił się przeto do Pana i mówił: Proszę, Panie, czy nie to właśnie miałem na myśli, będąc jeszcze w moim kraju? Dlatego postanowiłem uciec do Tarszisz, bo wiem, żeś Ty jest Bóg łagodny i miłosierny, cierpliwy i pełen łaskawości, litujący się nad niedolą. Teraz Panie, zabierz, proszę, duszę moją ode mnie, albowiem lepsza dla mnie śmierć niż życie. Pan odrzekł: Czy uważasz, że słusznie jesteś oburzony? Jonasz wyszedł z miasta, zatrzymał się po jego stronie wschodniej, tam uczynił sobie szałas i usiadł w cieniu, aby widzieć, co się będzie działo w mieście. A Pan Bóg sprawił, że krzew rycynusowy wyrósł nad Jonaszem po to, by cień był nad jego głową i żeby mu ująć jego goryczy. Jonasz bardzo się ucieszył [tym] krzewem. Ale z nastaniem brzasku dnia następnego Bóg zesłał robaczka, aby uszkodził krzew, tak iż usechł. A potem, gdy wzeszło słońce, zesłał Bóg gorący, wschodni wiatr. Słońce prażyło Jonasza w głowę, tak że osłabł. Życzył więc sobie śmierci i mówił: Lepiej dla mnie umrzeć aniżeli żyć. Na to rzekł Bóg do Jonasza: Czy słusznie się oburzasz z powodu tego krzewu? Odpowiedział: Słusznie gniewam się śmiertelnie. Rzekł Pan: Tobie żal krzewu, którego nie uprawiałeś i nie wyhodowałeś, który w nocy wyrósł i w nocy zginął. A czyż Ja nie powinienem mieć litości nad Niniwą, wielkim miastem, gdzie znajduje się więcej niż sto dwadzieścia tysięcy ludzi, którzy nie odróżniają swej prawej ręki od lewej, a nadto mnóstwo zwierząt?

Jonasz to wielki prorok.  Ale nie pozostaje bez wad. Choleryk. To przykład człowieka „upartego jak osioł”, człowieka, która mówi Bogu co ma robić. Brakuje mu miłosierdzia, współczucia dla drugiego człowieka. Jest zbuntowany, wielce obrażony na Boga, nie może zrozumieć, że Bóg wobec zła, które czyni człowieka prawie, że milczy, nie reaguje, nie karze, tylko jest „łagodny i miłosierny”. Nie mieści mu się to w głowie. Jest rygorystą. Ma za złe Bogu, nawet jest wściekły na Niego, za to, że jest dobry. Jest facetem sfochowanym, obrażalskim. To człowiek wąskiego serca, nie grzeszy „miłosierdziem”. Bliższa jest mu sprawiedliwość, do miłosierdzia mu daleko, baaardzo.

św. Jan Chryzostom mówi: “Wolę, żeby Bóg sądził mnie z nadmiaru miłosierdzia wobec innych niż z nadmiaru sprawiedliwości”. Można się zgorszyć Bożym miłosierdziem, i przykładem tego jest ten biedny Jonasz. Bp Ryś pisze o „skandalu miłosierdzia”, o tym jak bardzo Bóg wyprzedza nas w miłości. W życiu Jonasza jedynym skandalem jest brak tej miłości bliźniego.

Nie brakuje u nas w Kościele „Jonaszów”. Ludzi, którzy nie rozumieją na czym polega miłosierdzie Boga. Ludzi, którzy dyktują MU co powinien zrobić z niewiernymi, jakie kary stosować itd. Słowo „przebaczenie” nie przechodzi im przez gardło. I to popycha ich w zamknięcie, w izolację, a nawet w depresję. Zabili by człowieka, oczywiście “po katolicku”. Wokół nas pełno ludzi, którzy myślą, że to Bóg powinien się zmienić, a nie oni. Ludzi skupiających się na błahostkach, gubiących istotę. Ludzi o pomylonych priorytetach. Przecież Jonasz doskonale znał Boga, często rozmawiał z Nim sam na sam. Wydawało się, że znał Boga, a mimo to Bóg wciąż zaskakiwał Jonasza swoją Miłością.

„Ludzie duchowo uparci, rygoryści nie rozumieją, czym jest Boże miłosierdzie, są jak Jonasz” mówi papież Franciszek. Obyśmy gdy przydarzy nam się grzech nigdy nie wpadli w ręce ludzi takich jak Jonasz, ale w ręce samego Boga…w ręce miłosierdzia.

różaniec “do granic” bez granic…

Opublikowany

Wczoraj miała miejsce piękna akcja „Różaniec do granic”. Polska zostało otoczona ze wszystkich stron ludźmi wiary z potężną bronią w ręku – różańcem. I to we wspomnienie Matki Bożej Różańcowej. Polska jest zamknięta przez „zdrowaśki” milionów ludzi, którzy nie tylko uczestniczyli na miejscu, ale i w swoich domach, Kościołach. No właśnie, pytanie retoryczne? Czy Ty wczoraj łączyłeś się i odmówiłeś różaniec za Ojczyznę? Wczoraj był sprawdzian w miłości do Polski. Zdałeś go? Czy olałeś sprawę? W życiu chrześcijan winno być mniej gadania, a więcej działania. Tak bardzo często krytykujemy nasz kraj, rządy itd., ale co Ty robisz dla tego kraju? Modlisz się?

Ks. Popiełuszko na warszawskim Żoliborzu odprawiał msze święte za Ojczyznę, to nie wystarczyło, potrzebna była krew tego męczennika, która mocno wsiąknęła w polską ziemię i wydała obfity plon. Przyszła wolność. Jan Paweł II w 1991 będąc w Polsce wręcz krzyczał: Oto matka moja i moi bracia. Może dlatego mówię tak, jak mówię, ponieważ to jest moja matka, ta ziemia! To jest moja matka, ta Ojczyzna! To są moi bracia i siostry! I zrozumcie, wy wszyscy, którzy lekkomyślnie podchodzicie do tych spraw, zrozumcie, że te sprawy nie mogą mnie nie obchodzić, nie mogą mnie nie boleć! Was też powinny boleć! Łatwo jest zniszczyć, trudniej odbudować. Zbyt długo niszczono! Trzeba intensywnie odbudowywać! Nie można dalej lekkomyślnie niszczeć!”. Polska to dobro wspólne, to  nie własność tej czy innej partii. Polska nie jest Niemców, Rosjan czy Brukseli. Jest nasza, więc nie musimy się nikomu kłaniać i podlizywać. Nie musimy mieć kompleksów wręcz przeciwnie – duma winna być w sercu naszym. Dobrze, że w końcu nadszedł czas odbudowywania…

Polska to nasza ewangeliczna winnica. Pan dał ją nam w dzierżawę, więc godnie i pracowicie trzeba w niej działać. Bo kiedyś trzeba będzie zdać z niej sprawę Panu. Polacy to ludzie różańca. Więc chwytajmy się go jak najczęściej.

Ile spraw sypie się w małżeństwach, rodzinie, ile problemów, ile młodych sypie się przez narkotyki, alkohol, ile relacji się sypie przez brak zaufania, przebaczenia. Sięgnijmy po różaniec. Bo jak mówił św. Łucja: „Nie ma takiego problemu, którego nie można rozwiązać różańcem”. Oj nie ma…. Żeby tylko ludzie w to wierzyli…

Edytka i Zenek…

Opublikowany

Edytka i Zenek. 30 września 2017 roku przed godziną 15.30 jeszcze narzeczeni, kilkanaście minut po już małżonkowie. W godzinie miłosierdzia. Miałem tę radość błogosławić ich ślub. Przyznam się, że jako ksiądz prowadziłem mnóstwo ślubów i na wielu weselach byłem jako gość, jednakże ten był wyjątkowy. Dlaczego? Przede wszystkim przebijała w nim wielka skromność, prostota. Bez zbędnych ceregieli, wystrojów, tiulów i innych „cudów-niewidów”. To ONI byli wystrojeni w czystość przedmałżeńską. Czy może być piękniejszy wystrój? Biel sukni ślubnej odzwierciedlała naprawdę stan serca. Dzięki, że wytrwaliście!

Edytka przed ślubem zasypywała mnie telefonami, sms-ami, e-mailami. Nie zawsze doczekała się odpowiedzi. Co chciała? Żeby wszystko było dopięte na przysłowiowy „ostatni guzik” – perfekcjonistka! Wybierała czytania, psalm, ba, nawet Ewangelię, dobierała pieśni. Dlaczego? Bo jak mówiła, że najważniejsze jest dla niej to, co dzieje się w Kościele, reszta to dodatki. Dziwna jakaś, z reguły dla młodych najważniejsze jest wesele, a Kościół zostaje gdzieś w tyle… Zenek, facet „cichy i pokornego serca” myślał tak samo. Pięknie się dobrali. Zenka poznałem na adoracjach o uzdrowienie. Strażak. Nawrócony. Przegadaliśmy trochę przy kawie. Dzisiaj takich mężczyzn to „ze świecą szukać”. Miała Edytka szczęście, że go znalazła.

Widziałem tę niesamowitą miłość i radość w ich oczach, gdy składali sobie przysięgę, zobaczyłem tam Boga zakochanego w nich i zafascynowanego nimi. Jak pięknie patrzeć na pięknych ludzi.

W darach ołtarza przynieśli swojski chleb w kształcie serca. Wierzyć z łaciny to cor dare – dać serce. A więc dali swoje serca Bogu, a On im dał swoje. Na sali weselnej dzielili się tym „sercem” ze swoimi gośćmi, każdy kawałek skubnął. Wystarczyło dla wszystkim, i zostało jeszcze dla innych, dla tych, do których pójdą.

Na zaproszeniach zaznaczyli, że zamiast kwiatów proszą o świece… Po co? Do modlitwy. Kupiłem im taką z okiem opatrzności, że gdy będą się modlić, uświadamiali sobie, że Bóg ich widzi i jest z nimi w tej chwili, że Bóg „nie buja w obłokach”, ale jest dostępny na wyciągniecie serce, „na modlitewne zawołanie”.  Otrzymali też ode mnie w prezencie stułę, którą ich wiązałem. Byli zaskoczeni. Dałem im zadanie domowe, żeby sobie ładnie ją oprawili za szkłem i powiesili w godnym miejscy. A jak przyjdą „ciche dni”, trudności, kryzysy by na nią razem spoglądali i przypomnieli sobie ten dzień zaślubin.

Wesele było bezalkoholowe. Cudownie prowadzone. Jak można się świetnie bawić nawet bez kropli „sztucznych rozweselaczy”.  Szacun dla nich. Dzisiaj mało kto „pisze się” na takie wesela lękając się, że będzie lipa. Lipy nie było. Wręcz przeciwnie. Dzięki kochani za to Wasze świadectwo, zbudowaliście księdza bardzo…

A jak mówi św. Tereska: „Obecnie jedynym moim zajęciem jest MIŁOŚĆ…”. Edytko i Zenku, macie co robić, macie zajęcie w małżeństwie… Kochajcie! Boga, i siebie, i innych…

masz moc!

Opublikowany

Jezus zwołał Dwunastu, dał im moc i władzę nad wszystkimi złymi duchami i władzę leczenia chorób. I wysłał ich, aby głosili królestwo Boże i uzdrawiali chorych.

To niesamowite! Mamy „moc i władzę” od samego Jezusa! Czy zdajemy sobie z tego sprawę? Oczywiście! Tak szanujemy tę „moc i władzę”, że w ogólne jej nie używamy. Zamknięci w sobie, we własnych światkach schematów i schemacików od lat pielęgnowanych boimy się iść z tą „mocą” do przodu, ba, do ludzi. Zadam pytanie: ilu ludzi jako chrześcijanin uzdrowiłeś? Nad iloma się modliłeś? Zero? Nie ma takiej liczby w Jezusowej matematyce. Jeżeli Twoje konto jest puste to weź się w końcu do roboty, uwierz, że masz „moc”, bo ON Ci ją dał. Masz „władzę”! Rób więc coś z tym, nie siedź bezczynnie i nie powtarzaj sloganików jaki to świat jest zły, ludzie źli, i w ogóle wszystko bez sensu…

Masz uzdrawiać. A wiesz czym? MIŁOŚCIĄ. Tam gdzie ją zaniesiesz, tam będą działy się cuda. MIŁOŚĆ uzdrawia ten świat! Nienawiść go zabija. Więc co będziesz robił? Niesiesz miłość czy nienawiść? Uzdrawiasz czy uśmiercasz?